czarodziejka i ....

niedziela, grudnia 05, 2004

łyżwy

Udało mi się znaleźć zamiennik roweru...Nie to, żebym nie wiedziała, że można spędzać czas na łyżwach, ale jakoś tak nie mogłam się zmobilizować. No i Wisienka rzuciła hasło mailem: a może by tak na łyżwy? No tak! A i owszem, bardzo chętnie. Dla mnie łyżwy to tor na Stegnach i tak się tym zasugerowałam, że nie zauważyłam, ze propozycja dotyczyła Torwaru. Nie polecam nikomu i nie powtórzę już nigdy w życiu tego doświadczenia. Tłok i raj dla froterystów czyli amatorów obcieratorów. To zupełnie nie dla mnie wziąwszy pod uwagę fakt, że lubię jeździć szybko, ale nie opanowałam jeszcze sztuki hamowania (spokojnie, pracuję nad tym). Na Stegnach maruderów po prostu omijam, na Torwarze się nie dało. Było to doświadczenie mało przyjemne i powtarzać go nie będę. Ale bakcyla już złapałam i sprawdziłam godziny ślizgawkowania na Stefnach. W efekcie byłam tam i wczoraj i dziś. Było super wyśmienicie...Pogoda jak marzenie (dziś to nawet słońce) no i przestrzeń do rozpędzania się. Wczoraj na lodowisku był ktoś, z kim wiąże się pewne wspomnienie sprzed lat dwóch. Otóż, poszłam sobie pojeździć w tygodniu (było super- mało ludzi) i zobaczyłam niewielkiego człowieczka, który zamaszyście i z wielkimi umiejętnościami wykonywał łyżwiarskie pas na lodzie. Przypomniał jako żywo Alana Starskiego, znanego scenografa. No ale ludzi są przecież do siebie podobni...Po dwóch dniach w Gazecie Stołecznej przeczytałam krótkie wypowiedzi pasjonatów łyżew i Stegien i pomiędzy nimi także wypowiedź Alana Starskiego...że lubi bardzo i często bywa. Wczoraj też był. Jestem zmęczona, ale zadowolona...gdybym jeszcze znalazła kogoś do gadania podczas przebierania łyzwami byłoby super. Na razie wróciłam do słuchania ukochanej trójki i to jest naprawdę kompozycja cud: łyżwy, piękna pogoda i ulubiona stacja radiowa;-)