czarodziejka i ....

niedziela, lipca 05, 2009

neverending story czyli o koctwie...

Koty zaaklimatyzowały się świetnie w nowym miejscu. Trochę chyba nie mogą nadążyć za zmieniającym się otoczeniem, czyli zmniejszająca się ilością kartonów. Na dzień dzisiejszy udało się zredukować je do zera. Pożegnaliśmy się też z kozą, która wg opinii zaprzyjaźnionego Krakusa była klimatyczna, ale naszym zdaniem zajmowała zbyt dużo miejsca, a palić w niej i tak nie mieliśmy zamiaru. Koty opanowały już rozwiązanie na wypadek celowego bądź przypadkowego opuszczenia okiennego parapetu zewnętrznego. Fraucia po dwukrotnej próbie wskoczenia z powrotem (nieudanej), okrąża budynek i dobija się do drzwi wejściowych. Melka w takiej samej sytuacji umarła prawie ze strachu i próbowała wtopić się w tło, co przy jej czarnym umaszczeniu i zielonym trawnikowym tle nie chciało się udać. Za to przybiegła młoda suczka autochtonka, która próbuje zadzierzgnąć stosunki towarzyskie z kotami. Tym razem bardzo się ucieszyła, że czarny kotek wyszedł się z nią pobawić. W każdej innej sytuacji kotek podawał tyły, a tym razem był na wyciągniecie łapki. A kotek nadawał takie sygnały rozpaczy, że był pewnie słyszany w promieniu 5 km. Kiedy już przestałam się śmiać (uspokoiłam emocjonalność), to odtransportowałam Melkę na parapet ręcznie. Po czym kot dochodził do siebie przez resztę dnia. Nie wiem czemu Melka nie ma żadnych oporów, żeby eksplorować okolice po ciemku. Wiec kiedy okno zostało otwarte na noc, wybrała się już tym razem bezgłośnie w tereny zaokienne. Co nie zostało odnotowane przez nikogo, bo, powtórzę raz jeszcze, odbyło się bezgłośnie. Postanowiła jednak nad ranem wrócić, ale wtedy to jej sygnały powrotne zostały odebrane przez sen. I nawet niektórym z nas wydawało się, że to sen. Rano pojawił się tylko kot paskowy, czyli Fraucia, co było zjawiskiem o tyle nietypowym, że to Melka jest zawsze pierwsza w kociej stołówce. Zaniepokojona ruszyłam wokół domu i nawoływałam zbiega, który był tak mocno spłoszony, że wyjrzał zza śmietnika dopiero podczas drugiej rundki. O dziwo Fraucia w tym momencie zrezygnowała ze śniadania i pozwoliła opędzlować Melce swoja michę. Sama nie wiem, czy ze współczucia czy z podziwu. Opady kotów stały się zjawiskiem naturalnym albowiem gdyż ponieważ spadły kot kurcgalopkiem udaje się pode drzwi wejściowe i nadaje sygnały "wpuśćcie mnie". A okno, na wypadek wszelki zamykane jest na noc.