płockowanie
No i przyszła pora najwyższa, żeby relację zdać z babskich oplotów w Płocku.
Spotkały się tam niżej wymienione: Dorotka od salsy, Miśka z Płocka i ja.
Miałyśmy potrzebę troszkę przedłużyć nastrój piwniczański i dałyśmy się namówić (hihihihi...no Dorotka monitorowała proces namawiania nas na wizytę przez Miśkę)
A więc w skrócie było tak: w sobotę start, potem pogadanko, potem kultura bardzo szeroko pojęta...kultura zwiedzania zabytków, kultura konsumpcji (obfita była, to może troszkę niekulturalnie?), potem kultura zakupowa (prawie zanabyłam sobie buty prawie zamszowe za prawie 30 zeta), potem kultura kinowa (przysnęłam tylko 3 razy i bez chrapania tym razem), a potem kultura wspólnie spędzonego wieczoru. Po raz drugi w życiu jechałam taksówką za 8 zł (po raz pierwszy w Kwidzynie za 5). W pieleszach domowych towarzyszyły nam dwa koty : jeden poczochrany, a drugi męża Miśki, chwilowo oddany na przechowanie. Oba samce i oba czarne.
Sobotnim wieczorem podsumowałyśmy dzień przy pysznym jedzonku i winku no i byłyśmy śniadkami, jak Miska doszła do pewnego zaskakującego wniosku: a było to tak, ja buty prawie kupiłam, a Miska je definitywnie kupiła ...no bo jak nie wziąć kiedy one śliczne, zielone, wygodne i tylko o 2 numery za duże? I za całe 29,90 ? No to Miśka wzięła, a my przymierzałyśmy je w domu po kolei wszystkie i były takie uniwersalne, że pasowały na każdą...Więc kiedy Miśka przymierzyła je po raz kolejny, zadarła obuta stopę ku górze i skonstatowała niejako ze zdziwieniem: "oooo luźniutkie one są", to się wszystkie popłakałyśmy ze śmiechu. Kot na mnie nocował, a ściśle na stopach, kanapa konstrukcją przypominała garbata kozę, ale i tak było fajnie.
Misia dbała o nas wybitnie...karmiła, dopieszczała i zmywała gary...A my z Dorotką w charakterze księżniczek.
to właśnie księżniczka Dorotka :-)
to właśnie księżniczka Dorotka :-)
No i rankiem niedzielnym leniwe śniadanko i spacer po specjalnym podpłockim terenie spacerowym i obserwacja zimy w pełnym rozkwicie (a latem podobno motyle tam są), i już trzeba było wracać... A szkoda ... Życie jest jednak piękne...zwłaszcza na występach gościnnych w Płocku.


2 Comments:
Fajne są takie wspólne chwile :-)))))
Lilka
By
Anonimowy, at 5:27 PM
najfajniejsze...poza czasem i przestrzenią :-)
By
Anna Czarodziejka, at 9:39 AM
Prześlij komentarz
<< Home