
Bardzo Ważne, bo Tatkowe i okrągłe, bo 70. No i była okazja, aby rodzinnie ruszyć na Śląsk aby zauczestniczyć w tym arcyważnym Święcie.
Łatwo nie było. Uroczystość zaplanowana była na piątkowe popołudnie, więc wzięliśmy sobie po jednym dniu urlopu (czyli w sumie 4 dni) i ruszyliśmy już koło 10 rano samochodem w stronę Katowic. Okazało się, że nie byliśmy osamotnieni w tym przemieszczaniu się w wyżej wymienionym kierunku. Albowiem gdyż ponieważ jakieś na oko pół Warszawy jechało tam również i jakieś pół Katowic wracało do domu. Na szczęście tylko my jechaliśmy na uroczystość urodzinową. Korkowatość 10. Głownie w Częstochowie i Siewierzu. Ktoś marudził, że lepiej pociągiem, ale ktoś inny skonstatował, że pociągiem nie dałoby się tyle jedzonka do Warszawy przywieźć...I marudzenia ucichły. Tytułem wyjaśnienia dodam, że Młodzież zazwyczaj hojnie jest ekwipowana żywieniowo na drogę (jakbyśmy w stepy akermańskie jechali a nie do Warszawy)
Trasę pokonaliśmy w jakieś 6 godzin z kawałkiem i kiedy już dotarliśmy do Tatkowego mieszkania, to zastaliśmy wyżej wymienionego w stanie skrajnych emocji przytupującego z niecierpliwością nogami i odzianego w płaszcz. Bo impreza była na zewnątrz i Tatko jako gospodarz już tam miał być, a z naszego powodu był ciągle tu.
A potem poszło już piorunem. Najpierw wyruszył Tatko, a potem my, pięknie przystrojeni i pomalowani (no dobrze, tylko jednostki żeńskie). I było cudnie. I jedzenia typowo śląskiego w bród, i tańców zamaszystych i toastów i prezentów i występów. I była okazja odświeżyć relacje z naszą śląską rodziną, która stawiła się prawie w komplecie. A te występy to artystyczne prawdziwie były i wesoło było i ja tam byłam i miód i wino piłam i tylko pozwolę sobie dodać, że żałuję, że okrągłe rocznice urodzinowe zdarzają się tak rzadko...
0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home