
O kółku fotograficznym w Łazienkach już było, ale nie było nic o niedzieli.
Otóż w niedzielę spędziłam jakieś 8 godzin na rowerze.
Opcja była taka, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli urządzić oploty z psiapsiółką na rowerze. Przyjemne to oczywiście plotki, a pożyteczne to kręcenie przy tym nogami. Jednakowoż psiapsiółka Dorotka dysponowała czasem wolnym od 13, a ja byłam gotowa do jazdy już przed 10. To pojechałam i nie śpiesząc się zbytnio popstrykałam po drodze...A to Wisłę pstryknęłam (oj dużo w niej wody po powodziach), a to okolice mostu Siekierkowskiego, a to budynek, który skojarzył mi się z architekturą Gaudiego oraz mnóstwo innych obrazków po drodze.
W tenże sposób pokonałam 44 km, z Dorotką 33 no i 11 powrotnych kilometrów do domu. I o dziwo wyszło okrągłe 88. Dziwne to bardzo, bo nie czuję tego ani w ...tylnej części ciała, ani w nogach, ani na skórze (a pogoda była bezchmurkowa).
Widocznie był to dobry plan i nie wzbudził protestu mojego organizmu.
I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć zapraszając do obejrzenia fotek (wszystkie komórkowcem zrobione).
2 Comments:
most siekierkowski obok mojego klubu :)
By
Anonimowy, at 9:58 PM
a dla mnie na klub to za daleko, na rower - ulubiona trasa :-)
By
Anna Czarodziejka, at 12:36 PM
Prześlij komentarz
<< Home