seks w wielkim mieście...
Kurcze, to był i jest mój ulubiony serial. Kobiety - singielki piękne, utalentowane i umiejące żyć bez faceta...Dowcipny, lekki i mądry serial. Kinowy ciąg dalszy bardzo mnie rozczarował. Bo te piękne i inteligentne kobiety zostały wrzucone do jednego kotła. Dwie z nich są zamężne i dzieciate, trzecia żyje w przykładnym związku, a główna bohaterka szykuje się do ślubu z Mr Bigiem. Bez sensu i wiadomo było jak się skończy. Oczywiście happy endem.
Może tylko motto końcowe warte zapamiętania: "miłość jest jedyną marką, która nigdy nie przemija". Może nie jest to dokładny cytat, ale znaczenie na pewno.
A ja sobotę poświęciłam na sprawy czysto domowe-kiedyś trzeba...
Ale za to niedzielę wykorzystałam już tradycyjnie rowerowo.
Pogoda dopisała, więc udało mi się pokonać mój ulubiony dystans czyli 75 km. Dziś jednak widziałam sporo obrazków całkiem nietypowych... Kiedy zobaczyłam karła trenującego jogging poczułam się jak w "twin peaks", i to złudzenie towarzyszyło mi przez cały rowerowy dzień... Przepiękny żółty dach w jednym z bloków mieszkalnych, dziecko śpiące w foteliku rowerowym i obok rodzice odpoczywający i czekający na obudzenie malucha, żeby ruszyć w dalszą drogę, trzy identyczne jamniki uwiązane pod sklepem i awanturujące się niczym trzygłowy smok (no może smoczek), dwa psiunki jak jing i jang...
Niby normalne widoczki, ale świat wygląda czasem magicznie kiedy mu się przyjrzeć z bliska ...I to poczucie magii nie opuszczało mnie przez cały rowerowy czas...


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home