czarodziejka i ....

środa, czerwca 11, 2008

koty...

A koty jakoś muszą znosić samotność spowodowaną moimi częstymi wyjazdami. Staram się przekupywać je dobrym jedzeniem, a ostatnio nawet kupiłam im ekskluzywne urządzenie do zabawy. No to wzięły i zignorowały, albowiem gdyż ponieważ jest wiele miejsc, wybranych oczywiście przez koty, gdzie jest dużo lepiej niż w miejscach wymyślonych przez posiadacza kotów. W sprawie koegzystencji codziennej doszłyśmy do konsensusu i koty poddawane różnym formom nacisku (rzucanie klapkami, wściekły wrzask stawiający na równe nogi cały blok) reagują na rzucone prawie szeptem "ciiiiicho, jeszcze śpimy". W efekcie nie słyszę już od 4.30 szurgotania żaluzjami, szeleszczenia plastikowymi torebkami wyciągniętymi nie wiadomo skąd, drapania pazurkami wiklinowego kosza na papiery, tudzież nie robią sobie z mojego na wpół-śpiącego ciała pol position...Gwarantuję, że przy takiej akcji człowiek zrywa się na równe nogi jak rażony piorunem...Nawet nie wiadomo, co się stało, bo kotów już dawno nie ma, a łomot serca zostaje... Równie przyjemne jest ciągnięte na jednej, cichutkiej drżącej nucie miaaaaaaauuuuuuuu (jakby głośność wydawania tego dźwięku miała jakiekolwiek znaczenie)- co może oznaczać: jestem głodna, nudzi mi się, wstań wreszcie, mam doła, nie chce mi się spać, pokłóciłam się z siostrą...itd. Powód nieważny, ważne, że dźwięk ten jest nie zniesienia o 4 rano, o 5 zresztą też. Cóż potrzeba było ponad 5 lat na wypracowanie sobie tej ciszy porannej... Ale spokój i cisza wypracowane przez ten czas: bezcenne

2 Comments:

Prześlij komentarz

<< Home