czarodziejka i ....

wtorek, czerwca 17, 2008

hej Mazury, jakie cudne...lalalalala

Dostałam zaproszenie na świętowanie 10-lecia mazurskiego oddziału naszej firmy. Fajnie i fajnie oprócz tego, że świętowanie odbyło się w sobotę, a powrót do domu wypadł w niedzielę. Pekaesem. 5 godzin. I oprócz jeszcze tego, że czwartek i piątek też spędziłam służbowo poza Warszawą. I oprócz tego, że akurat w sobotę się ochłodziło. A ja miałam spodnie, które kończyły się w połowie łydek. A świętowanie odbyło się w większej części na wodzie. I wiatr zrywał łupież z głowy... Ale co to dla prawdziwego wilka morskiego! Ale ja nie chcę być morskim wilkiem. W takich sytuacjach wolę być kotkiem domowym umieszczonym za piecem, bądź w pobliżu czynnego kaloryfera. Zaskakujące jest to, że ciągle pamiętam nazwy tych wszystkich sznurków i szmat. I że wiem, do czego służy ster. A między wodą a wodą był obiad. Na lądzie. A na drugą część wodnej przygody zaokrętowaliśmy się na Tałty (taka trochę większa jednostka). I były tańce. I disco polo. I kanał Giżycki. Ale fajnie było wrócić do domu :-) I do jazdy na rowerze. Bo ciepło i sucho. ps. Malutkie brzydkie kaczątka były. Też fajne

2 Comments:

Prześlij komentarz

<< Home