pozłacana broszka :-)
A dziś przypomniała mi się kolejna ciekawa historyjka z życia wzięta (no nie z mojego), ale świetna na te te krótkie, ponure,jesienne dni.
Była sobie raz pewna pani, która potrzebowała niezbędnie konsultacji jakiegoś dobrego ginekologa. Znalazła więc, po dosyć intensywnym poszukiwaniu, specjalistę wysokiej klasy, utytułowanego i obleganego przez pacjentki. Pani przygotowała się rzetelnie do wizyty, wzięła prysznic, wydepilowała, nabalsamowała, wydezodorowała się, ale jeszcze na koniec postanowiła użyć dezodorantu intymnego. No i użyła. Ale w trakcie badania pan wysokiej klasy specjalista zachowywał się dziwnie, chrząkał, kręcił głową, widać było, że chce coś powiedzieć, ale wybakał tylko: nie nie trzeba było aż tak, nie trzeba było...
Pani spłonęła rumieńcem, wyskoczyła z gabinetu jak oparzona i popędziła do domu mrucząc pod nosem: cham, gbur, prostak...O co mu chodziło?
Kiedy dotarła do domu, ta dziwna sytuacja nadal nie dawała jej spokoju. Postanowiła spradzić, czy przeoczyła być może coś, co tak zszokowało sławę lekarską. No i okazało się, że zamiast dezodorantu intymnego użyła brokatu w aerozolu, który stał tuż obok. Niezaleznie od stopnia zakłopotania pan specjalista powinien być w sumie ucieszony aż taką dbałością o wygląd swojej pacjentki.
Ku mojej radości święta coraz bliżej. Ponieważ w tym roku spędzę je "na wyjeździe", w ośrodku wczasowym, to do przygotowań świątecznych pozostało mi tylko zanabycie prezentów. I takie święta to ja lubię. Bez szaleństw, sprzątania, kupowania, szykowania róznych kulinariów i wtłaczania ich w siebie i innych. W tym roku będzie czas na spacery, na pogaduchy niekoniecznie nad suto zastawionym stołem i na relaks nie obarczony wcześniejszą bieganiną przedświąteczną.


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home