czarodziejka i ....

wtorek, lipca 12, 2005

imieniny na plaży...

No i mam w pewnym sensie rowerowania ciąg dalszy. Wczoraj Wisienka miała imieniny i zaprosiła gości na plażę. No tak, mamy plażę w stolicy. Na moim brzegu Wisły (czyli prawym) na wysokości ZOO powstała plaża. Z białym piaskiem, leżakami, koszami, boiskiem do siatkówki plażowej i oczywiście z zapleczem gastronomicznym. Niezłe miejsce na spotkania towarzyskie. Padło hasło, że przyjeżdżamy rowerami. No i co to w końcu dla mnie za wysiłek???? Wszystkiego w obie strony 25 km ...phiii. A przynajmniej można było się piwka napić. Nie mieli z sokiem korzennym (to ostatnio moja ulubiona kombinacja), ale malinowy też może w ostateczności być. Było naprawdę pięknie. Z tamtego miejsca Warszawa wygląda cudnie, widać całe Stare Miasto, a na bliższym planie gęstwa krzaczorów, czyli morze zieleni. I nawet komary nie atakowały. Szkoda tylko, że to poniedziałek, tydzień przecież rządzi się swoimi prawami. Wieczór był bardzo ciepły, powietrze pachnące, aż żal było do domu wracać. Wczoraj na plaży było pustawo, ale podejrzewam, że w weekend nie ma co się tam wybierać, bo to nieduża plaża jest... No i wczoraj wstęp był darmowy...może zawsze tak jest? Może nadrabiają wyszynkiem? A tak w ogóle to lubię Warszawę latem. Zazwyczaj życie płynie leniwie, mniejszy ruch na ulicach...Chociaż... wczoraj coś rozdłubali przy 4 śpiących i masakra była....stanie w korkach po 3 godziny...Co przeniosło się niestety na moje drogi powrotu do domu...W związku z tym miałam taki przebłysk, żeby może rowerem do pracy pomykać....Tylko, że tu nie mam się jak odświeżyć. Ale jak mnie desperacja przyciśnie, to kto wie, kto wie...