
No i dobrze, idę za ciosem i spróbuję o sylwestrze tegorocznym napisać, póki jeszcze pamiętam:-) Zazwyczaj, co roku jest tak, że nie planuję żadnego wyjścia w noc sylwestrową. Mam na podorędziu parę nowych książek, flaszkę dobrego wina, muzykę jeszcze do końca niewysłuchaną i ciepły koc do okrycia się podczas lektury. I nieodmiennie, co roku, dostaję jakąś propozycję spędzenia tej nocy w gronie troszkę większym niż jednoosobowe. Zresztą przyznam się tu, że zabawa na gwizdek jakoś nie leży w mojej naturze, nawet budzi pewien rodzaj buntu: no każą pić i hycać przy muzyce właśnie 31.12, a ja nie będę. Jednakowoż zawsze jakoś tak jest, że propozycja pada od osób zaprzyjaźnionych, bardzo przeze mnie ulubionych, w związku z tym realizacja nocy sylwestrowej w pojedynkę jakoś nie dochodzi do skutku. Tym razem zapowiadało się inaczej. W biurze słyszałam, gdzie i jak i kto się będzie bawił, a ja byłam święcie przekonana, ze tym razem tę wyjątkową noc spędzę spokojnie i zwyczajnie. Tak było aż do piątku, kiedy dowiedziałam się, ze pewna forumka zmobilizowała siebie i innych i zorganizowała wypad do Irish pubu dla jakichś 16 osób. Właściwie, to łaskawie pozwoliłam się wpisać na liście awaryjnej, ale siła perswazji owej dzielnej forumki pokonała moje opory. A co to, a właściwie kto to forumka? To dłuższa historia, ale w końcu dygresje to moja specjalność, więc pozwolę sobie na takową. Dawno, dawno temu zdecydowałam się zapisać do pewnego portalu randkowego licząc na zawarcie jakichś ciekawych znajomości międzyludzkich (damsko-męskich nie wykluczając). Forum to nie spełniło moich oczekiwań, no może nie tak do końca, bo poznałam przemiłych ludzi płci obojga i zaczęłam pisać bloga. Potem już nie koncentrowałam się na poznawaniu ludzi tylko na blogopisaniu, a potem przeniosłam tegoż właśnie bloga dokładnie w to miejsce, gdzie piszę go dziś. No dobrze, przeniosłam go nie sama. Zainspirował mnie do tego i odwalił techniczna stronę tego zagadnienia mój zaprzyjaźniony Krakus. On też oprawia zdjęciowo moje blogopisanie, chociaż ostatnio opuścił się w tym zajęciu skandalicznie. Z tego właśnie forum randkowego dostałam zaproszenie na forum dyskusyjne, stworzone przez kobietę i dla kobiet w celu wymiany doświadczeń wyniesionych z randkującymi panami. No i jak łatwo się domyślić znajomość z uczestniczkami i uczestnikami (no wiadomo, że forum jest otwarte dla wszystkich) przeniosła się do reala czyli realnego życia. Mamy za sobą sporo spotkań przy rumianku (hihihihi…to nasze określenie na napój pędzony również z roślin, o kolorze zbliżonym do herbatki rumiankowej), wspólne wypady (patrz blog o Konstancinie) i inne imprezy spędzane w Warszawie, lub poza nią.
No i wracam do zasadniczego wątku. Ta forumka organizująca sylwestra, to Matka Założycielka naszego forum czyli Forumka number one.
Pomysł był przedni. Skoro pub, to (w moim przekonaniu) nie wymagana była suknia balowa i szpilki, co bardzo mnie ucieszyło. Jednakowoż uczestnicy tego sylwestra nie zawsze podzielali moje poglądy (zwłaszcza kobiety. Ale za to przekrój wystroju gości był imponujący. Było to też niezwykłe zbiorowisko ludzi, o rozmaitym wyglądzie (no generalnie wyglądali tak, jakby każdy był z innej bajki) ale gwarantowało to interesującą zabawę. Moja opcja na tę noc zakładała wstrzemięźliwość od alkoholu, albowiem biorąc pod uwagę fakt zamieszkiwania na peryferiach Warszawy i trudności ze złapaniem taksówki postanowiłam skorzystać z własnego pojazdu. Nasze forumkowe towarzystwo okupowało stoły obok siebie i dyskutowało systemem każdy z każdym, a nawet tańczyło od czasu do czasu (co było wyczynem nie lada, albowiem ilość zaproszonych gości uniemożliwiała zorganizowanie jakiegokolwiek dansflora). To znaczy miejsce do tańca było, ale miało rozmiary chusteczki do nosa. No może męskiej, ale jednak chusteczki. W cenie wejściówki były zakąski zimne, szampan około północy (którego należało pobrać w odpowiednim momencie z baru, no i moment ten był rozwleczony w czasie) i danie ciepłe w mikroskopijnej miseczce. Danie to było trudne do zidentyfikowania. Razem z moja zaprzyjaźniona forumką Ewelajną obserwowałyśmy uczestników sylwestra i nie przeczę, że te obserwacje oraz uwagi wymieniane na ich temat powodowały nasz szampański humor. Był pan z zaczeską misternie przyklejoną na żel, albowiem jego harce i podskoki nie naruszyły fryzury, był pan, który palił papierosy przez fifkę, a towarzyszyła mu pani w wykwintnym obuwiu pieszczotliwie nazywanym trumniakami, była chudziutka panienka w dżinsach i lisie w towarzystwie bardzo napakowanego samca o głowę niższego od panienki, przyozdobionego wełnianym szafliczkiem, którego to szaliczka mimo dosyć wysokiej temperatury nie zdjął (panienka tez lisa nie zdjęła, ale ona była chudziutka, więc może ciepło było jej potrzebne).
Pan Fifka czasem zakładał okulary o grubości denka od słoików, i dobrze, ze zaobserwowałam ten fakt, albowiem spojrzenia, jakie rzucał bez okularów mogły być wzięte za lubieżne, a one były tylko niedowidzące. Muzyka była niezła, a „tylko czarne oczy” poleciały tylko raz, co było miłą odmianą po sylwestrze ubiegłorocznym (ciekawych relacji odsyłam do ubiegłorocznego bloga). Obśmiałam się za wszystkie czasy, bolała mnie szczęka i mięśnie brzucha, a czas urozmaicałam sobie sporządzaniem pseudocebulek ze steryny, które lepiłam z wosku i dokładałam do deski z przekąskami do prawdziwych cebulek. W pewnym momencie te pseudocebulki spowodowały zator komunikacyjny miedzy Ewelajna, która prowadziła konwersację z Walijczykiem należącym do naszego grona (a przyprowadzonym przez jakiegoś forumkowicza). Albowiem ciężko było wytłumaczyć i szybko i po angielsku, ze cebulki te do konsumpcji się nie nadają. Zabawę usiłowałyśmy opuścić pierwszy raz koło drugiej (Ewelajna przynależała do mojego samochodu) ale zostałyśmy siłą zaciągnięte do stolika i przeczekałyśmy do pierwszego sprzyjającego momentu aby po angielsku dać nogę. W domu byłam o godzinie 3.33, a o 4 już spałam. Sylwester ten nie zaskutkował bólem głowy dnia następnego, nie wymęczył mnie zbytnio, a wprawił w wyśmienity humor. W dodatku wszyscy składający sobie życzenia życzyli sobie nawzajem głównie miłości, wiec jestem oblepiona tymi życzeniami jak kokonem, co powoduje, ze dobry humor mnie nie opuszcza.
0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home