jak na poczcie rewolucję wznieciłam....
Jak życie pokazało, są sytuacje, które zmuszają nas do trenowania cierpliwości. Ja mam tak nieustannie...Jako matka starego Młodego i właścicielka dwóch kotów...a właściwie dwóch kocich samiczek. Taka np. Mela...Nie umie chodzić bo balustradzie balkonu...A chodzi i spada z wrzaskiem na dół. Całe szczęście, że to 1 piętro. Sytuacja jest śmieszna, bo nie zawsze zarejestruję moment spadania kota, ale otoczenie wie, że kot był spadł, bo drze się (kocina) wniebogłosy. Więc otoczenie w postaci koleżanki z naprzeciwka dzwoni do mnie, że znowu chyba kot spadł mi z balkonu, bo strasznie głośno płacze.... Ale ja zachowuję świętą cierpliwość...Tylko schodzę na parter i wpuszczam kota...Nawet, jeśli jest to 4 rano (no upały są, to śpię przy otwartym balkonie)
O czym to ja chciałam...Aaaaa o cierpliwości. Podkusiło mnie, żeby zamówić sobie muzyczkę w Merlinie. Szukali mi określonej pozycji ponad miesiąc (a zamówiłam ją z trzema innymi) po to, żeby mi powiedzieć, że tej pozycji już nie ma i nie będzie. No to poprosiłam o inną pozycję zamiast tamtej, poszło już szybko, podali kwotę, zrobiłam przelew i czekałam aż mi przyślą moją ukochaną (i nie tylko moją, bo Dorotce też zamówiłam jedną) muzyczkę przesyłką priorytetową. Poszło nad podziw gładko, bo już po dwóch dniach dostałam maila, że przesyłka o nr takim i takim została nadana w dniu 6 lipca. No to wracając z pracy 8 lipca zajrzałam na pocztę (zajrzałam to niedobre określenie...spędziłam tam 40 minut wrrrrr) jako, że przesyłka priorytetowa nie może iść dłużej niż 2 dni. Podałam pani na poczcie nr przesyłki i informację, że została ona nadana w CER (cokolwiek to oznacza). Pani stwierdziła, że przesyłki nie ma...No trudno...ale to był piątek, a w sobotę poczta też pracuje to na pewno pan d(o)ręczyciel przyniesie mi ją osobiście... Wiśta wio łatwo powiedzieć, że sobie zacytuję powiedzonko z jednego polskiego filmu...Pan nie przyszedł...
Poczekałam do wtorku i udałam się znowu na pocztę spędzając tam kolejne 40 minut. Tak sama z siebie chodziłam, bo awiza nie dostałam....Przesyłki nie było, a pani na poczcie nie była zainteresowana ani numerem ani informacją, że z CER-u wysłana. Więc poskarżyłam się Merlinowi, który to w postaci uprzejmej panienki obiecał, że wyśledzi przesyłkę i da mi znać. Dał...tzn dała, wczoraj, że od 8 lipca przesyłka czeka na mnie na poczcie....Jak tak, jak nie???? Dostałam magiczny numerek 225 i miałam się nim posłużyć...Tym razem na poczcie było nad wyraz tłoczno...Ludzie wylewali się na zewnątrz. Z buntem w sercu postanowiłam, że tym razem nie stoję. Ale jak to załatwić, żeby mnie tłum nie zlinczował???? Ano dosyć donośnie poprosiłam panią o wydanie przesyłki a tłumowi wytłumaczyłam uprzejmie, że dwa razy już stałam i dwa razy bezskutecznie i że dostałam informację, że na pewno przesyłka jest. Dodałam jeszcze (też głośno) , ze to dziadowski urząd (to prawda), że dręczyciele mają zwyczaj wrzucać do skrzynki powtórne awizo (za pierwszym razem), że przychodzą zazwyczaj bez przesyłek i że wszelkie listy docierają w podejrzanie długim czasie. Kolejka mi przytaknęła zaczęły podnosić się głosy krytyczne wobec tej konkretnej placówki....a tłum zerkał na mnie ze współczuciem...Po czym panienka wychyliła się z okienka i powiedziała „nie ma” Traf chciał, że w sąsiednim okienku, też nie umiano odnaleźć przesyłki ...tym razem awizowanej. Tłum zamarł w oczekiwaniu. A ja na to „jak to nie ma??????, pani z Merlina sprawdziła i powinna od 8 lipca u Państwa być!!!!!” „A skąd ona?” - zapytało rezolutnie dziewczę, „no...z MERLINA!!!!” udzieliłam informacji głośno i dobitnie. Panienka zniknęła na zapleczu, a tłum zaczął szemrać....Panienka wynurzyła się wreszcie z niedużym pakiecikiem w dłoni (4 płyty CD) i triumfalnie oznajmiła: „to paczka jest!, a nie przesyłka, a w dodatku nie z Berlina I została nadana w CER!!!!”
No to tłum skomentował, że jeszcze słownik pojęć pocztowych powinni na ścianie wywiesić i nagrodził mnie brawami. Kiedy odchodziłam szczęśliwa z PACZKĄ w garści usłyszałam żałosny głos pana od awizo „no niech pani sprawdzi....szara koperta, taka prostokątna...musi gdzieś być....Moja cierpliwość została wystawiona na sporą próbę...Myślę, że urząd pocztowy jest niezłym miejscem do takich treningów...
życie dopisało komentarz do mojej opowieści...wczoraj znalazłam w skrzynce awizo(powtórne!!!!) wypisane w dniu 8 lipca (!!!!) ale z datą stempla pocztowego z 15 lipca...Ktoś się chyba przestraszył mojej bojowej postawy...a ja i tak skargę napiszę :-)
By Anna Czarodziejka, at 9:49 AM
napisałam:-) od razu do Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty a co!
By Anna Czarodziejka, at 11:29 PM
pozwoliłam sobie tutaj wkleić komentarze, bo mi jakaś zagraniczna wywłoka spama podczepiła...a nie umiem wybiórczo komentarzy kasować:-(

