chyba trochę historycznie....
Sięgam pamięcią wstecz i nie pamiętam, żebym kiedykolwiek była tak zajęta jak teraz. Praca (ta w wymiarze dziennym) wydłużyła mi się do jakichś dziwnych norm nie-norm (no przeciętnie 9-10 godzin), a rekordem był ostatni czwartek (13 godzin). Nie jest to takie złe, bo, może to dziwne, ale lubię swoją pracę i mam świadomość, że ten nadmiar obowiązków wynika z pewnych zdarzeń, które trafiają się raz do roku, albo raz na zawsze. Pewnie w jakiś sposób maja wpływ na moje zdrowie, bo organizm powiedział ostatnio „stop”. Pewnie to „stop” to był jeden ze składników składowych tego, co mi się przytrafiło . A przytrafiło się jakiś miesiąc temu. W związku z tym, ze cos musiałam pilnie skończyć, a dzień roboczy kończył się także, a głowa bolała mnie w taki sposób, że nie mogłam się skupić, postanowiłam zażyć coś anty-bólowego. W apteczce firmowej był tylko ibuprofen (a na niego uczulona jestem na pewno) wiec zwróciłam się o pomoc do koleżanki z pracy i dostałam lek przeciwbólowy, nie powiem jaki, żeby nie robić antyreklamy. No i okazało się, że jeśli chodzi o ten lek, to uczulenie przybiera postać maegauczulenia.
Zaczęło się od szybszego tętna no i ogólnie złego samopoczucia. Tzn., czułam, że coś się ze mną dzieje niedobrego, czego nie mogłam wyraźnie określić. Na szczęście w pracy była jeszcze koleżanka-lekarka, która wzięła mnie pod opiekę i postanowiła podrzucić mnie do najbliższej poradni w celu zaaplikowania czegoś przeciwuczuleniowego. Zgodziłam się bez oporów, aczkolwiek już na miejscu, w poradni, mój organizm przestał mnie słuchać. Ja chciałam siedzieć, on wolał pozycję leżącą. W ten sposób znalazłam się na podłodze w gabinecie, ze stołkiem włożonym pod nogi (ważne przecież, żeby głowa była niżej a nogi wyżej). No i od tego momentu zaczęła się huśtawka: raz lepiej raz gorzej, ale generalnie ku gorszemu. Serce przyspieszyło, ciśnienie skoczyło i tylko słyszałam, jak wzywają pogotowie. Pogotowie przyjechało (nie wiem kiedy, bo chyba straciłam poczucie czasu) ale nie mogło mnie zabrać, bo nie miało opcji leżącej, a każda moja próba podniesienia się ponad poziom kończyła się pogorszeniem samopoczucia (okazało się, ze może być jednak gorzej). W końcu, po wezwaniu drugiej karetki trafiłam do szpitala, gdzie leżałam sobie grzecznie w czymś w rodzaju przedpokoju, z kroplówką w ręku, gdzie przez czas dłuższy pies z kulawa noga mną się nie zaopiekował. Rozumiem, selekcja naturalna. Jak ktoś wytrzyma te dwie godziny, to można go leczyć, jak zejdzie, to i tak szkoda zachodu. Jednak wzięłam i nie zeszłam, więc musieli się w końcu mną zająć. Zrobili mi jakieś badania krwi, a w międzyczasie mój stan zaczął się powolutku stabilizować. No nie na tyle, żebym mogła przyjąć pozycje bardziej pionową, no nie, tu nadal przy próbach organizm dawał mi do zrozumienia, że preferuje pozycję najbardziej poziomą z poziomych. Koniec końców okazało się, że nie jest aż tak źle, żebym została w szpitalu, wiec koło północy mogłam wyjść, dzięki pomocy mojego exa i Młodych. Faktem jest, ze poznali mnie tylko po ciuchach, bo na twarzy byłam mocno spuchnięta i pokryta plamami, które, biorąc pod uwagę okoliczności, mogły być wzięte za opadowe.
Udało mi się dojść do siebie i dotrzeć do domu, gdzie przez trzy dni nękana opuchlizną, bólem prawej strony szczęki (nikt nie wie dlaczego), swędzącymi plamami na całym ciele i wysoką temperaturą jakoś do siebie doszłam. Spotkałam się z dużą troska ze strony świata zewnętrznego (w tym od koleżanki lekarki, która zaordynowała mi te 3 dni rekonwalescencji), min zadzwoniła do mnie moja szefowa, która spytała, dlaczego łykam leki, na które jestem uczulona….no comments
Każdy uczuleniowiec wie, ze można zażyć co bezpiecznie 100 razy, a za 101 organizm powie „nie, tego leku to my już nie tolerujemy”. Nauczka dla mnie, żeby podchodzić bardziej ostrożnie do tego co zażywam, no i przyzwyczaić się, ze może być już tylko gorzej.
Zawsze wtedy sobie mówię, że to naprawdę świetnie, że mój problem medyczny jest zdiagnozowany i leczony, i że są ludzie, którym jest dużo dużo gorzej. W porównaniu z nimi to ja jestem zdrowa jak rybka, czego i Wam życzę :-)


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home