o tym, jak Młody do Olsztyna na sylwestra jechał...i co z tego wynikło...
No tak, Młodzi postanowili spędzić sylwestra w gronie przyjaciół, gdzieś tam, w okolicach Olsztyna. Stary Młody wyjechał już w czwartek, a młody miał dołączyć w piątek wieczorem. Wiązało się to ze skomplikowaną operacją skorzystania z PKP. Ale wcześniej ruszyliśmy na dworzec w celu zanabycia biletów, no towarzyszyliśmy młodemu Młodemu ze starym Młodym. Odstaliśmy swoje w kolejce, sprawdziliśmy połączenie, a dodatkowo Młody pozwolił sobie na luksus, jakim był zakup biletu 1 klasy (a na 2 ma zniżkę).
Upewniał się ze cztery razy, że go zawiozę na dworzec, ale sytuacja rozwinęła się zupełnie inaczej. Po pierwsze około 13 rozpętała się śnieżyca (pociąg wyjeżdżał z Wwy ok 18), więc przekazałam Młodemu, ze musi sam sobie zorganizować transport, bo ja nie będę w stanie dostać się z pracy do domu we właściwym czasie.
Wprawdzie na dworzec zachodni można dojechać w pół godziny, a Młody zamierzał skorzystać z taksówki, to jednakowoż namówiłam go na zostawienie sobie rezerwy czasowej, co by śnieżyca nie pokrzyżowała mu planów. No i ruszył o 16, a o 17 był już na zachodnim. Kupił sobie coś do czytania i cały czas byliśmy w kontakcie. Wracając do domu zapytałam go telefonicznie, czy nie wpaść do niego na dworzec w celu pożegnania się i uściskania raz jeszcze w starym roku....Ale Młody zdecydował, ze nie, no żebym sobie pojechała do domu i nim głowy nie zawracała. Tak tez robiłam, ale niepokój jakiś mnie podskórnie męczył....No i co się okazało? Około 18.30 zadzwonił Młody z informacją, ze pociąg nie przyjechał, w dodatku nie było o nim żadnej informacji. Poprosiłam, żeby sprawdził w informacji dworcowej...i co? Pociąg był, z lekkim opóźnieniem....nawet do Olsztyna, ale...przyjechał z Krakowa, co kompletnie Młodego zbiło z tropu, bo spodziewał się, że pociąg będzie podstawiony z zachodniego. Więc po prostu pomyślał, ze to nie ten pociąg i nie wsiadł....No comments. Mamy rodzinne powiedzenie „mogło zdarzyć się każdemu, ale wydarzyło się młodemu Młodemu”...więc i tym razem tak było.
Najpierw na niego nawrzeszczałam przez telefon, bo żal mi było tych przygotowań, czasu poświęconego na dojazd i pieniędzy na taryfę....ale za czas jakiś ochłonęłam i na własną zgubę zaproponowałam, że go dostarczę na pierwszy możliwy pociąg. Może warto wspomnieć jeszcze, że na miejscu, stary Młody załatwił transport...bo te okolice Olsztyna to były dosyć odległe....No nieważne. Ważne, że pierwszy możliwy pośpieszny do Olsztyna odjeżdżał o 2 z centralnego. Tym razem postanowiłam, ze zamknę za Młodym drzwi do pociągu. Pojechaliśmy zupełnie jak na sankach. Śnieżyca zamieniła Warszawę w jakiś Nowosybirsk, a drogi przypominały śniegowe rynny. Dobrze, że o 2 nad ranem ruch jest mizerny, to udało nam się w miarę szybko dosunąć na centralny.
Na centralnym atmosfera jak w archiwum X. W telewizji peronowej leciał program TVN 24 godziny, zbierali się jacyś ludzie, ale informacji na temat pociągu nie było żadnej. Zaczęłam nawet powątpiewać, czy Młody uzyskał właściwe informacje, ale nie, pociąg jak byk tkwił w rozkładzie. Więc pomyślałam, ze śnieżyca może go opóźniła....ale nie, wjechał na peron (oczywiście bez żadnej zapowiedzi) w swojej porze. Tylko, że na tabliczce pociągowej widniała informacja, ze jedzie ten właśnie pociąg z Zakopanego do Gdyni, no i przez i Działdowo i Malbork i coś tam jeszcze, ale Olsztyna na tabliczce nie było. Zdałam się więc na siły mundurowe i z głupia frant zapytałam konduktora, czy ten pociąg do Olsztyna to jedzie? No i zagadka się rozwiązała....Jedzie, ale w postaci 4 ostatnich wagonów, niestety 2 klasy. Więc poczekałam, aż Młody wejdzie do jednego z tych 4 i poczekałam, aż pociąg ruszy z peronu...Po czym spokojna ruszyłam do domu, aby jeszcze troszkę pospać przed wieczorem sylwestrowym, ale o tym w następnym kawałku.


0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home