Szczęśliwego Nowego Roku!!!!
Sylwester…Hmmm, jak co roku zdałam się na los i nie szukałam specjalnie sama sylwestra, po raz kolejny to on mnie znalazł. A właściwie nie on, tylko moja koleżanka Asia. Zaproponowała mi zbiorczego sylwestra w Otwocku, który to Sylwester był organizowany przez jej koleżankę. Zgodziłam się i właściwie do 30 grudnia nie wiedziałam, co i jak. Nastawiłam się nawet na zabawę bez procentów, co by wrócić do domu, gdyby mi się nie podobało. Jednak zasięgnęłam języka u mojej koleżanki i okazało się, że jest propozycja, że zabierze nas inna koleżanka mojej koleżanki (nie ta, która organizuje), a gdybym nadużyła tych.. tam …procentów to mogłam liczyć na nocleg u Asi. No to spokojnie się przygotowałam na wielki bal (miało być 150 osób) z radością konstatując, ze mieszczę się jeszcze w moją sylwestrową kieckę. Kiedy dojechałam do Asi (od niej mieliśmy ruszać) dowiedziałam się, że sylwestra spędzimy z psiapsółkami Asi jeszcze ze szkoły (a było ich razem 4). No i już wiadomo było, że będzie wesoło. Jednakowoż rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania. Osób było 180 (co było widać, słychać i czuć) a impreza wyglądała jak bal dresów, którzy dresy zostawili wyjątkowo w domu. Panowie różnili się tylko wzrostem, szczęki, ogolone głowy i inne znaki szczególne były niemalże jednakowe. Panny miały fryzury autorstwa jednego fryzjera (aczkolwiek w dwóch odmianach: loki spiętrzone w gustowne koki, ewentualnie gładkie koki kończące się z tyłu głowy kunsztownie wyprostowanymi kosmykami wystającymi z jakby supła przyozdobionego czymś tam….nie przyglądałam się). Oczywiście fryzury były posypane obficie brokatem czy innym tam błyszczydłem. Zaobserwowałam też ciekawy trend ubraniowy, albowiem często powtarzającą się kreacją były komplety składające się z gorsetu od sukienki balowej w połączeniu ze spodniami. Zestawienie było o tyle ciekawe, ze jedno do drugiego nie pasowało kompletnie. Były też panny obficie wyposażone przez naturę w ciało wciśnięte jakimś cudem w bardzo obcisłe kreacje…Trzeba uczciwie stwierdzić, że przyciągały wzrok…te kreacje.
Asia robiła wstępny wywiad u koleżanki, która powiedziała, że będzie taka fajna muzyka do tańca, no nowoczesna, grana przez młodego dzidżeja. Jak się okazało didżej lata młodości miał już dawno za sobą, a występował z drugim takim małego wzrostu, w marynarce w kratkę, który wg naszej teorii podawał temu właściwemu didżejowi (nazwijmy go dj Dżosef z Dżozefowa) jedną z dwóch płyt. Właściwie, to zaistniała różnica zdań na temat, czy płyty były dwie…czy tylko jedna…Ale opcja „dwie” zwyciężyła, jako, ze dwie oferowały więcej muzyki. Hitem wieczoru okazały się być „czarne oczy”, które przeleciały ze 6 razy, i inne w stylu diskopolo …skoczne i radosne (np. „niech żyje wolność, wolność i swoboda” itd.), jak to całe towarzystwo. Niektórzy tak się wczuli w nastrój, że pląsali radośnie podrzucając partnerki do góry.. tzn podrzucało dwóch…jedną partnerkę, ale widok był cudny, bo partnerka bez własnej woli pokazała wszystkim swoje majteczki w kropeczki.
Jednak ten nastrój, muzyka i otoczenie okazało się tak odmienne od oczekiwanych, ze bawiliśmy się świetnie. Jedna z koleżanek Asi (będąca ze swoim mężem) kokietowała pół wieczoru kelnera kusząc go cekinami…ale kelner (jak się w efekcie okazało) był zbyt młody i niedoświadczony, żeby w pełni docenić czar cekinów. Po raz kolejny okazało się , ze to ludzie tworzą nastrój (a nie miejsce czy inne okoliczności). Ja (i nie tylko ja) obśmiałam się tak, ze bolały mnie szczęki, bo koleżanka od cekinów prezentowała cudny styl tańca, wykonywanego kolejno w kozaczkach, sandałkach i na bosaka. Jedzenie było niezłe (oprócz dziwnie niesłodkiego ciasta), trunków było do wypęku no i zabawa była iście szampańska. Nie brakło tez elementów grozy, jako, ze w takim skupisku testosteronu dresowego nie mogło obyć się bez konfliktu. Podobno konflikt zaczął się na zewnątrz (pobili się!!!!!!) i próbował się kontynuować w środku, tuz obok nas. Jednak ochrona czuwała i tylko doszło do parokrotnych walnięć w stół naładowanego negatywnie dresiarza w przebraniu. Jak zwykle w takich okolicznościach przyrody wc stanowił wąskie gardło imprezy, no i czynności fizjologiczne trzeba było planować z duuużym wyprzedzeniem, co skłaniało niejako do hamowania apetytu na trunki. Był też bigos , który stał się niemal bezpośrednia przyczyną końca naszej imprezy. Otóż koleżanka Asi (ta od transportu) poczuła, ze bigos próbuje wydostać się z niej poniekąd dwoma drogami...nawet częściowo udało mu się wydostać.. tą górną drogą…no i padł sygnał do odwrotu. Nastąpiło jeszcze parę prób uwolnienia się bigosu w postaci lotnej czyli demonów (szczęśliwie wypuszczonych przed zajęciem miejsc w samochodzie) i samochodem kierowanym przez niepijącego przyjaciela koleżanki Asi ruszyliśmy w drogę powrotną. Demony zostały skutecznie przez koleżankę powstrzymane, tak więc podróż odbyła się w miłej atmosferze. Imprezę sylwestrową mogę uznać za zaliczona i udaną, jako, że ze śmiechem (do bólu paszczęki) wkroczyłam w Nowy Rok.


6 Comments:
jupi... jak ślicznie i jak bardzo się udało :-) jeszcze troche stylistyki zeby łatwiej sie czytało - troche boldów itd - dla podniesienia temperatury akcji :-) pozdrawiam
By
Woreczko68, at 9:41 AM
no dobra dobra:-) wiesz, że nietechniczna jestem:] nie od razu Kraków zbudowano:-)
By
Anna Czarodziejka, at 3:47 PM
Witaj Aniu !
Twój nowy blog jest bardzo miły. Cieszę się że nie
zrezygnowałaś z pisania. Czekam z niecierrrrpliwością na
więcej.
Pozdrawiam z Nowym Rokiem.
Marek
By
Anonimowy, at 6:03 PM
Dzięki Marku za ciepłe słowa:-)
By
Anna Czarodziejka, at 2:32 PM
No taaaak, tu jest znacznie ładniej.
Pozdrawiam
Przedwieczorny.
By
Anonimowy, at 5:19 PM
hihihihi witam serdecznie moich czytelników:-)
By
Anna Czarodziejka, at 4:18 PM
Prześlij komentarz
<< Home