wakacje na czterech kółkach- zakończenie
Trzeba skończyć wreszcie relacje z wakacji, bo przecież dzieje się ciągle sporo. No i jak tu pisać o czymś nowym, skoro wakacje jeszcze w zawieszeniu? Z nowości : pływactwo wpław i na rowerze wodnym po zalewie zegrzyńskiej, kinko, spacerowanie i leniuchowanie. No i planowanie wspólnego tygodnia wakacyjnego w sierpniu... Tym razem w górach:-)
No a teraz do adremu
Dzień 12- czwartek
Ulka stanowi stały element naszego krajobrazu. No i dziś B...n wkroczył do pokoju z hasłem „widziałem Ulki cień”. Dziś próbowaliśmy po raz kolejny zanalizować dzieło wiszące na ścianie (co to miałam wyjaśnić jego zagadkę) – cierpliwości, już w jutrzejszym dniu podam rozwiązanie tej zagadki. Mieliśmy taką wielką ochotę, żeby to dzieło uzupełnić...Dorysować twarze, wąsy, okulary i różne inne dodatki, żeby wiadomo było o co chodzi. Skończyło się wybuchem wielkiej wesołości, bo w dalszej przyszłości widzieliśmy zrozpaczonego autora tego dzieła (naszego gospodarza), po dokonaniu uzupełnień przez nas.... Zrozpaczonego z powodu zniszczenia dzieła jego autorstwa. Bxxxx rzucił teorię, że na obrazie figuruje św. Florian, z powodu gaszonego przez główną postać pożaru, a ja nadal stawiałam na obcych (to ten brak twarzy!).
Wybraliśmy się na krótką przejażdżkę, postanowiliśmy po raz ostatni też pojechać na pyszne placki ziemniaczane. No i już coraz więcej z tego, co robiliśmy nosiło hasło „ostatnie”. Ostatnie oczywiście nad morzem. Każdy wyjazd jest jakiś smętny ...Francuzi mawiają „wyjechać, to jak troszkę umrzeć” i pewnie coś w tym jest....
Dzień 13- piątek
Przez cały pobyt „Ten, co to nie lubi, jak wymieniać jego imię” miał pomysł na spacer brzegiem morza do Pogorzelicy. Zresztą już o tym pisałam. Jakieś 20 km tam i z powrotem. Pogoda wydawała się sprzyjająca, sprawdziliśmy naocznie i naskórnie, bo wybraliśmy się wczesnym świtem na poranny spacerek (tu następuje różnica zdań....to co dla mnie jest bardzo wczesnym świtem, niemalże porą nadranną, dla B....a jest środkiem dnia :-) więc zapakowaliśmy to i owo do plecaka, dodam, że nie do mojego plecaka i nie ja go niosłam :-) Pogoda, nie po raz pierwszy, zrobiła nas w jajo. Nadciągnęły chmury, wiatr zrobił się paskudnie zimny i nie było innego wyjścia, jak poddać się i ukończyć spacer przed czasem.
Zimno było przenikliwe, a ja zmarzłam jak nigdy dotąd, więc w ramach odreagowywania zapakowałam się pod kołderkę, bo nie mogłam jakoś do siebie dojść. Za to mój współspacz z pokoju (hihihihi) pojechał sobie rowerkiem, żeby pożegnać się z okolicami. No i jeszcze tylko wypad na pożegnalną rybkę...i zostało już tylko pakowanie.
No i rozwiązanie zagadki obrazu. Spytaliśmy o niego wprost naszą gospodynię (gospodarz przebywał na plenerze malarskim). Po pierwsze; „wiadomo Kto” miał rację – jest to wizerunek św. Floriana. Po drugie: obraz jest po prostu niedokończony....
Jeszcze tylko podsumowanie.
Ułożyliśmy sobie listę elementów, o których nie pisałam zbyt wiele, bo były powtarzalne i przewijały się przez cały pobyt:
- szwadrony Lulka krwiopijcy
- Ulka, Józio, Sońka oraz inna okoliczna zwierzyna domowa (kocio-psia)
- głód (w sensie apetytu...na wszystko)
- spacery po plaży
- moje zbieractwo wszystkiego, co się da...bursztynków, kamyków, muszelek
- autochłon na motorze (z powodu hełmu i okularów wyglądał jak wermachtowiec)- ciągle go spotykaliśmy
- moje noszenie okularów przeciwsłonecznych podczas jazdy na rowerze (głownie na piersiach, a nie na oczach- w końcu przestałam je nosić i zawracać sobie nimi głowę..)
- język niemiecki (wszędzie go słyszeliśmy)
- jazda środkiem drogi samochodów autochłońskich
- zimna woda w umywalce dla Bohuna (no raz chyba mogę użyć) – ciepła dla Czaro
- cisza....(nie było hałotycznie- to określenie mojej exteściowej ; kiedy Młodzi byli mali, to robili sporo hałasu, co było komentowane ”jakie one hałotyczne są, te dzieci”)
Dzień 13- piątek
Przez cały pobyt „Ten, co to nie lubi, jak wymieniać jego imię” miał pomysł na spacer brzegiem morza do Pogorzelicy. Zresztą już o tym pisałam. Jakieś 20 km tam i z powrotem. Pogoda wydawała się sprzyjająca, sprawdziliśmy naocznie i naskórnie, bo wybraliśmy się wczesnym świtem na poranny spacerek (tu następuje różnica zdań....to co dla mnie jest bardzo wczesnym świtem, niemalże porą nadranną, dla B....a jest środkiem dnia :-) więc zapakowaliśmy to i owo do plecaka, dodam, że nie do mojego plecaka i nie ja go niosłam :-) Pogoda, nie po raz pierwszy, zrobiła nas w jajo. Nadciągnęły chmury, wiatr zrobił się paskudnie zimny i nie było innego wyjścia, jak poddać się i ukończyć spacer przed czasem.
Zimno było przenikliwe, a ja zmarzłam jak nigdy dotąd, więc w ramach odreagowywania zapakowałam się pod kołderkę, bo nie mogłam jakoś do siebie dojść. Za to mój współspacz z pokoju (hihihihi) pojechał sobie rowerkiem, żeby pożegnać się z okolicami. No i jeszcze tylko wypad na pożegnalną rybkę...i zostało już tylko pakowanie.
No i rozwiązanie zagadki obrazu. Spytaliśmy o niego wprost naszą gospodynię (gospodarz przebywał na plenerze malarskim). Po pierwsze; „wiadomo Kto” miał rację – jest to wizerunek św. Floriana. Po drugie: obraz jest po prostu niedokończony....
Jeszcze tylko podsumowanie.
Ułożyliśmy sobie listę elementów, o których nie pisałam zbyt wiele, bo były powtarzalne i przewijały się przez cały pobyt:
- szwadrony Lulka krwiopijcy
- Ulka, Józio, Sońka oraz inna okoliczna zwierzyna domowa (kocio-psia)
- głód (w sensie apetytu...na wszystko)
- spacery po plaży
- moje zbieractwo wszystkiego, co się da...bursztynków, kamyków, muszelek
- autochłon na motorze (z powodu hełmu i okularów wyglądał jak wermachtowiec)- ciągle go spotykaliśmy
- moje noszenie okularów przeciwsłonecznych podczas jazdy na rowerze (głownie na piersiach, a nie na oczach- w końcu przestałam je nosić i zawracać sobie nimi głowę..)
- język niemiecki (wszędzie go słyszeliśmy)
- jazda środkiem drogi samochodów autochłońskich
- zimna woda w umywalce dla Bohuna (no raz chyba mogę użyć) – ciepła dla Czaro
- cisza....(nie było hałotycznie- to określenie mojej exteściowej ; kiedy Młodzi byli mali, to robili sporo hałasu, co było komentowane ”jakie one hałotyczne są, te dzieci”)


5 Comments:
Wszystko co dobre za szybko się kończy....Mimo wykropkowania i zakamuflowania ON ...i wszyscy co czytaja Twojego bloga... beda wiedzieli, że chodzi o B....a... Teraz z utęsknieniem będę czekać na relację gór, może tym razem B...n cos napisze...buziaczki
By
Anonimowy, at 9:32 AM
Ostatnio nie mam nastroju. I żeby go sobie poprawić kiedy wstaję rano, w łazience przed lustrem "robię Ulkę". i nic. Widze jedynie debila - eta wsio.
A wakacje jeszcze nie skończone - przed nami Biała Woda, Homole, Bryjarka, Sokolica, Szermentówka...
Wobec tego - w Pieniny!! :-)
Tam są inne autochłony, inne krajobrazy i inny klimat.
Pa!
By
Anonimowy, at 3:50 PM
Faktycznie, czas Wam w Pieniny.... A onemu Bohunowi należy się zabrać zierkało...co by nie mógł widzieć tego czego nie ma :-)) Buziaczki dla Was :))
By
Anonimowy, at 4:17 PM
zabrać lusterko? eee....nie da się zabrać wszystkich...Lepiej się usmiechnąć...nawet tylko do lustra :-)
By
Anna Czarodziejka, at 7:34 AM
"Nie filozuj, Docent..." :-)
Jutro zaczynamy nowy kawałek wakacji.
Cóż dodać - pozdrawiam wszystki tych, którzy w tym czasie będą ostro tyrali na kawałek chleba naszego powszedniego.
3majcie się!! :-)
By
Anonimowy, at 5:18 PM
Prześlij komentarz
<< Home