czarodziejka i ....

poniedziałek, lipca 03, 2006

wakacje na czterech kółkach

No tak, skoro obiecałam, że napiszę, to obietnicy trzeba dotrzymać. Zwłaszcza, ze przecież życie toczy się nadal i jest o czym pisać. Ale przecież mam wytłumaczenie: wysoka temperatura (nic sie nie chce) oraz dłuuugie dni, których szkoda na spędzanie czasu przed komputerem. Powiem tylko (to tak tytułem aktualności), że udało nam się zaliczyć Epokę lodowcową 2 (powiem tylko, że stanowiliśmy z Bohunem 1/3 widowni) i jeszcze powiem, ze film był na tyle interesujący, ze nie miałam ani jednej próby zaśnięcia i ze zmarzliśmy na kość. Nauczka na przyszłość : zabierać do kina latem coś ciepłego (w sensie ubrania). A.... i jeszcze ostatnią niedzielę spędziliśmy na rowerze. Tak. Nas dwoje, jeden rower, a pod rowerem duuużo wody...Takie wakacje mini...aneksik do prawdziwych wakacji, gdzie każde z nas miało swój rower, a pod kołami piasek, asfalt, trawę, bruk, płyty...oraz wiele nawierzchni trudnych do zidentyfikowania i opisania ... No więc do adremu: Wakacje na czterech kółkach dzień 0 (sobota) – podróż Rozpoczął sie bardzo wcześnie i składał sie głównie z jazdy samochodem. Było to trudne przedsięwzięcie, albowiem niektórzy z nas bardzo nie lubią jeździć samochodem. No i te rowery na dachu...i jakieś 530 km do pokonania. Wypełnialiśmy czas słuchaniem muzyki (niektórzy próbowali śpiewać razem z wykonawcami, a niektórzy udawali, że nie słyszą tych nieudanych prób wokalnych) i wymyślaniem różnych historii. Np. jak powstawały nazwy mijanych miejscowości. Hitem okazała się etymologia nazwy Kołtki, której autorem jest Bohun. Kiedyś wioska nie miała nazwy, ale kiedy wybrano pierwszego sołtysa, miał on tę nazwę wioski wymyślić. Sołtys miał jednak żonę, z której zdaniem musiał się liczyć. Żona zdecydowała, że wioska powinna nosić nazwę Kotki. Sołtys zaś miał pomysł, aby wioskę nazwać Kołki. Skończyło się na nazwie kompromisowej Kołtki, jako, że ani sołtys, ani jego żona nie chcieli ustąpić... Spotkaliśmy tez na swojej drodze ptaki plujki. No bo skąd mogło nam się wziąć mokre na szybie, jeśli dzień był piękny i słoneczny? Wiadomo przecież, że w okolicach dróg mieszkają ptaki, które zbiorowym pluciem na szyby przejeżdżających samochodów protestują przeciwko przemieszczaniu się tychże samochodów. No i upodobały sobie zwłaszcza samochody z warszawską rejestracją...Atak ptaków plujek powtórzył się ze trzy razy, ale na szczęście szybko opuściliśmy teren ich działania. Po drodze mieliśmy jeden postój żywieniowy i rozszyfrowaliśmy, ojej, no żeby być uczciwym, to powiem, ze Bohun rozszyfrował, jak to się stało, że na parkingu w lesie powstała rzeźba „grzybki”. Odgadł od razu, ze rzeźba powstała niejako za karę. Otóż był pewien zmotoryzowany turysta, który nie pozostawił miejsca parkingu w stanie, w jakim je zastał...Czyli waląc prosto z mostu, nabrudził i naśmiecił. Został jednak przyłapany przez czujnego leśniczego, który nie pozwolił turyście opuścić parkingu, zanim nie posprząta i w ramach rekompensaty nie wyrzeźbi czegoś w materiale dostępnym na leśnym parkingu. Tak więc rzeźba „grzybki” tkwi jak wyrzut sumienia na leśnym parkingu i każe zastanowić sie nad losem nieszczęsnego brudasa. Nagle, po 8 godzinach dojechaliśmy. Jak się okazało przywożąc ze sobą pogodę. Najpierw wiec poszliśmy przywitać się z morzem, potem rowerowo przywitać się z pobliskim kurortem, gdzie zjedliśmy pierwszą smażoną rybę. Potem już było normalnie. Tzn wieczorem okazało się , ze Bohun ma w zwyczaju wylewać sobie na głowę niedokończone drinki (najczęściej wieczorem właśnie). Zapomniał jednak o cytrynie (składnik drinka), której część dostała mu się do oka, część wyładowała na kontakcie, a część w postaci pestki wpadła mu do nosa. Po akcji ratunkowej polegającej na uwalnianiu oka z soku cytrynowego i samoistnym niejako uwolnieniu się pestki z nosa (kich był niezły) oraz po wydłubaniu plastra cytryny zza kontaktu umówiliśmy się, że na przyszłość postaram się kończyć swoje drinki a Bohun na czas wakacji postara się zrezygnować ze swojego zwyczaju.

3 Comments:

  • Ciekawy początek wakacji na czterech... a może ośmiu kółkach - wszak samochód też je ma. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy przygód (cokolwiek mi znanych)Bohuna i Jego Pani... Podziwiam Cie za poświęcenie...pisać w taki upał ... No, ale czego nie robi się dla fanów :))Buziaczki...

    By Anonymous Anonimowy, at 11:05 AM  

  • Zrezygnować ze zwyczaju?? A w życiu! Toz ja pasjami lubię strzelać z nosa pestka na trzy metry do torby na śmieci! A z cytryną na oku chyba wygląda sie seksowniej, co się dziwisz?
    Pa!

    By Anonymous Anonimowy, at 7:20 PM  

  • Na oku...hm może...chociaż, jakby tak dobrze poszukać..to może znalazłoby się bardziej seksowne miejsce...i oko by tak nie ucierpiało:-)

    By Blogger Anna Czarodziejka, at 8:20 PM  

Prześlij komentarz

<< Home