czarodziejka i ....

piątek, sierpnia 25, 2006

idzie nowe, a kot spada z balkonu...

Dziś dzień zaczął się nietypowo...No może nie tyle zaczął, co się potoczył. Jakoś nie odnotowałam, żeby Melka dobijała mi się do łazienki. A dobija się zawsze, kiedy się rano prysznicuję i wykonuję mnóstwo innych różnych czynności służących przeistaczaniu się z porannego czupiradła w gotową do działań kobietę. Zdaniem Melki czynności te trwają zbyt długo, więc dosyć mało subtelnym atakowaniem drzwi łazienki daje mi do zrozumienia, żebym kończyła...Po otwarciu drzwi natychmiast rzuca się do wanny, żeby utaplać się w mokrym i narobić stempli łapczanych a brudnych w okolicach łazienki. Ale dziś nikt się nie rzucił...Fraucia zalegała dywanik do butów z wielce niewinna miną, ale kiedy spytałam „no gdzie masz siostrę” , potruchtała w kierunku balkonu. No tak, wszystko jasne...nie musiałam specjalnie natężać słuchu, żeby usłyszeć Melkowe lamenty. Znowu nawiązała bliski kontakt z naturą (tak bliski jak błyskawiczny), a teraz obwieszczała światu niezadowolenie z tego powodu. Zadałam retoryczne pytanie wychylając się z balkonu „Melka, to ty?” i w odpowiedzi kocie lamenty się zintensyfikowały. Ruszyłam więc na odsiecz rozdartemu stworzeniu, zanim udało jej się postawić na nogi śpiących współmieszkańców (nie było jeszcze szóstej). Nie można odmówić Melce uporu. Ze swoją zgrabnością małego słonika ciągle podejmuje próby akrobacji na poręczy balkonu. Lubię takie poranki jak dziś. Nie ze względu na kocie przygody, ale ze względu na świeżość poranka i lazur nieba...Zapowiada się cudny dzień, a ja mam w perspektywie opuszczenie gospodarstwa i gospodyni – wyzyskiwaczki. Tych , co nie wiedzą o co chodzi odsyłam do bloga o koniku. No dobrze, powiem wprost:-) Zmieniam pracę. To jakaś kolejna magiczna historia w moim życiu. Dawno dawno temu, jakieś 5 lat temu, kiedy poszukiwałam intensywnie pracy, zostawiłam swoje CV w Polsko-Francuskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. Całkiem niedawno odszukał mnie po tymże zostawionym CV Francuz, który zaprosił mnie na spotkanie. Francuz jest z pochodzenia Polakiem, więc jakoś nie mieliśmy trudności w dogadaniu się. Mało tego, jakoś sobie przypadliśmy do gustu...w lipcu sobie przypadliśmy, a wczoraj dostałam konkretną propozycję podjęcia pracy od 1 października na rzecz owego Francuza, którą to propozycję z wielką radością przyjęłam. Tak więc wielkimi krokami idzie NOWE. O czym z wielką radością Państwa informuję.

3 Comments:

  • Cieszę się.......na Twoje NOWE....a czy melka nie pognała za jakims ptaszkiem?...buziaczki :))

    By Anonymous Anonimowy, at 8:20 AM  

  • Nadal nie wiem......po co Melka wyległa za balkon....całuski :))

    By Anonymous Anonimowy, at 12:59 PM  

  • Bo ten typ tak po prostu ma :-) obie kocie panienki lubią wylegać na balkon, zwłaszcza rano...A że Melka nie umie utrzymać równowagi z powodu przyciężkawej budowy to już inna para kaloszy :-)

    By Blogger Anna Czarodziejka, at 1:59 PM  

Prześlij komentarz

<< Home