piątkowo, kinowo i baaaardzo pozytywnie
Dziś zupełnie spontanicznie wybrałam się do kina . Film nazywa się dosyć pretensjonalnie „Step up- taniec zmysłów”, ale wyszłam z kina tak naładowana pozytywną energią, że żałuję, że jest noc, a na rower ruszę dopiero rano. Fabuła filmu może i nieskomplikowana...Ale muzyka ...dokładnie taka jak lubię, kiedy potrzebuję zaczerpnąć skądś energii. Kręciłam sie na fotelu kinowym, chociaż najchętniej pokręciłabym biodrami (a nie da się na siedząco). No i taniec, w wykonaniu fantastycznie tańczących, młodych ludzi. Już dawno nie miałam poczucia, ze film był za krótki. Dziś tak. Skończył się, jak dla mnie, za szybko...Niewykluczone, że pójdę jeszcze raz, a na pewno będę polowała na ścieżkę dźwiękową. Kocham kino. Lubię to skupienie i zatopienie się w akcję, którego nie można osiągnąć w innych warunkach niż kinowe. I łapię wtedy taki dystans do świata i do ludzi, widzę swoje życie, siebie i wszystko, co mnie otacza z zupełnie innej perspektywy. Oczywiście przesłanie filmu bardzo nieskomplikowane. Wszystko jest możliwe, jeśli bardzo się tego chce... A świat nie musi sie dzielić na klasyków muzyki, czy tańca i na awangardzistów w tych dziedzinach.. To nie muszą być dwa przeciwstawne bieguny, da się połączyć to wszystko w przepiękną całość. A całość zaiste wyszła przecudna.
A teraz słucham sobie Niedźwiedzia i trójkowej listy...i mój euforyczny nastrój trwa i trwa..A jeśli juz zaczęłam kinowo, to może jeszcze słów parę na temat zupełnie odmiennego i gatunkowo i treściowo filmu, który też obejrzałam ostatnio. To „Dom nad jeziorem”. Przepiękna, sentymentalna historia ...o miłości. A może o różnych jej odcieniach? Może niepokojące jest tylko to, że ta filmowa miłość łączy ludzi, którzy żyją w odległych czasach. No nie takich bardzo odległych- to zaledwie 4 lata różnicy, ale i tak z treści filmu nie wynika, czy uczucie, które powstało w korespondencji listowej uda się zrealizować. Piękny , wyciszający film, magiczny , a magię to ja bardzo lubię:-)
No i nowe maszeruje równo. Negocjacje z nowym pracodawcą układają się pozytywnie, a ja zaczynam końcowe odliczanie. Jeszcze tylko 4 tygodnie w starej pracy...Pracuję sobie na luzie. Wychodzę po 8 godzinach pracy..Czy tak nie może zawsze być? Pytanie należy oczywiście do retorycznych.
W każdym razie życzę sobie, aby ten dobry nastrój, który towarzyszy mi ostatnio co dnia udzielił się troszkę i Wam, moi kochani czytacze blogowi.


2 Comments:
zazdroszczę
ja mam chmóry czarne...
nie udało się :(
przeprzaszam ze tu piszę
By
Anonimowy, at 11:27 PM
ależ Katku, pisz, kiedy chcesz. Sama wiesz, ze w moim życiu nie zawsze jest różowo...Przytulam...
By
Anna Czarodziejka, at 10:13 AM
Prześlij komentarz
<< Home