czarodziejka i ....

niedziela, listopada 05, 2006

nowe przyszło

Pomyślałam sobie, że nie jestem zbyt łaskawa dla swoich czytelników. Minęło sporo czasu od ostatniego zapisu i właściwie to zasługuję już na to, żeby pies z kulawą nogą tu nie zajrzał ;-) Na szczęscie moi czytacze różnią się nieco od psa z kulawa nogą i zagladają :-) Nowe wtargnęło z siłą wodospadu. Po raz kolejny w życiu wiążę się z firmą w jej początkowej fazie rozwoju, co daje mi fantastyczną szansę rozpoczęcia wszystkiego niemalże od zera i ułożenia po swojemu. Moja stara firma w postaci Gospodyni-Prezesowej nie chciała się ode mnie odczepić: będzie cytata « wprawdzie wielokrotnie wyraąałam niezadowolenie z pani pracy, ale miesiąc na rozstanie się z nami to zdecydowanie za krótko ». I swobodnym ruchem przeprawiła datę 30 września na 31 października na moim podaniu o rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Wspominałam już, ze moja astma nie lubi remontów i świeżych farb...Ale sama nie przypuszczałam, że aż tak. Okazało się, że jeszcze dwa dni pracy w takich warunkach (remont i farby piętro niżej) i wylądowałabym w szpitalu. Mój stan był dosyć trudny do nie tylko do wytrzymania ale i do wyleczenia, a zwolnienie lekarskie, na którym przebywałam do końca września całkowicie uzasadnione.Więc mimo prostesów mojej exszefowej i jej nacisków na moją pracę do końca października, pracowałam tylko do końca września. Konwencjonalne metody leczenia jednak nie przyniosły rezaulatu i w efekcie ze schodów korzystalam tylko schodząc w dół. W górę, po 3 krokach brakowało mi odddechu i wołałam « siostro tlen ». Na szczęście jedna taka światła lekarka zaaplikowała mi mądrą, choć deczko inwazyjną kurację sterydową i miałam okazję poznać co oznacza życie na haju albo na speedzie, albo wstawcie sobie co tam chcecie. Oznaczało to sen 4 godziny na dobę i życie na dosyć wysokich obrotach. Ale nie ma tego złego...Kiedy budziłam się o 3 albo o 4 nad ranem brałam się po prostu za porządkowanie, pranie i prasowanie. Więc w rezultacie mieszkanie mam wypucowane na błysk. Jednocześnie pracowałam dla mojego nowego pracodawcy...wszak obiecałam dostępność od października no i obietnicy dotrzymałam. Nie chcę zapeszyć, ale jest tak, jak powinno być. Pracuję równie dobrze i ciężko, jak w mojej poprzedniej pracy, ale tu moja praca jest dostrzegana i chwalona. W dodatku trafiaja mi się wyjazdy słuzbowe do słodkiej Francji, co w zasadzie jest nagrodą samą w sobie. Opowieścią o osobniku z łysym czerepem ściagnęłam sobie chyba równie irytującego okaza płci męskiej. Jest Polakiem, architektem i powinien byc konsultantem ds technicznych. Powinien być, bo na razie jest specjalistą ds awantur. W ciągu miesiąca był u nas biurze 3 razy i 3 razy zaznaczył swoją obecność awanturą. Nie można go na razie osadzić w cuglach, bo szefostwo siedzi we Francji i nie bardzo chcemy szefostwu głowę zawracać matołem, ale pracujemy już nad tym. Pracujemy, bo oprócz mnie w biurze jest asystentka i specjalistka ds PR. Wszystkie trzy pałamy miłością wielką i bezgraniczną do specjalisty ds awantur, którego najlepszym tekstem był tekst następujący « ja jestem światłym człowiekiem, ja mam wyższe wykształcenie »...tekst rzucony w dyskusji, kiedy zabrakło mu merytorycznych argumentów. Jednak obecność takiego tłuka jest swawolną igraszką w porównaniu z tym, co musiałam znosić dzień w dzień w poprzedniej firmie. Może trafił mi się on po to, ąby przejscie do nowych warunków pracy nie było zbyt wielkim szokiem? Kiedy mówię o rozstaniu z firmą nie sposób nie wspomnieć o ludziach, z którymi pożegnałam się kręglami na « do widzenia ». Zresztą nie tylko ja, pożegnałysmy się z koleżanką, która również nie była w stanie wytrzymać dłużej w naszej kochanej firmie. Znamienne było to, jak wiele osób juz odeszło (sporo z nich stawiło sie na naszym pożegnaniu) i jakim szczęściem te osoby promieniały...Ale c'est la vie...I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, mogąc znów powiedzieć o sobie, że « żyję, żyję i kwitnę » :-)

2 Comments:

  • Cieszę się, że kwitniesz :-) należało się Tobie :-) i cieszę się, że ruszyło Cię sumienie i dałaś swoim stęsknionym czytelnikom co-nieco do poczytania:-) mam nadzieję, że teraz przerwy będą krótsze:-)

    By Anonymous Anonimowy, at 6:44 PM  

  • obiecuję, ze będą....krótsze:-)

    By Blogger Anna Czarodziejka, at 6:57 PM  

Prześlij komentarz

<< Home