czarodziejka i ....

poniedziałek, listopada 26, 2007

Złapana przez fotoradar

Mamuśka pokazała mi ostatnio, że została uwieczniona przez fotoradar...Ale miała wątpliwości: "posłuchaj, przecież ja na tym zdjęciu stoję (w sensie, że samochodem), to jak mogłam przekroczyć prędkość?" Z wielką cierpliwością wytłumaczyłam, że raczej fotoradar nie uwiecznia kierowców stojących w samochodach, tylko poruszających się...Ale to nie był koniec wątpliwości: "no dobrze, ale popatrz, ja się dopiero zbliżam do znaku ograniczającego prędkość, więc jeszcze nie mogłam przekroczyć tego ograniczenia?". Wyprowadziłam Mamuśkę z błędu tłumacząc cierpliwie, że ten znak na zdjęciu oznacza, że znalazła się w strefie ograniczenia prędkości i właśnie zbliża się do jej granicy. Ale jeszcze musiałam wysłuchać trzech wersji wytłumaczenia, czemu właśnie tam przekroczyła prędkość (przygotowywane na potrzeby policji, która nawet jeszcze nie wiedziała, że będzie musiała tego słuchać). Jedna z nich zakładała konieczność błyskawicznego dotarcia do celu podróży z powodu cierpiącej na żołądek koleżanki uwiecznionej również przez fotoradar. Poradziłam zapłacenie mandatu bez zbędnych oporów i niepotrzebnych zupełnie wyjaśnień. Wiem, że można oszczędzić sobie punktów, jeśli ktoś weźmie na siebie obecność za kierownicą w momencie zrobienia foty. Usłyszałam nawet historię, kiedy to na policję zgłosił się dziaduś z laską, z drżącymi ze starości kończynami i w okularach jak denka od słoika, który twierdził, że ten bysior za kierownicą samochodu, który przekroczył dwukrotnie dozwolone 70 km/h to właśnie on...No cóż, nie wiem z jakich powodów policja wierzy w takie opowieści. Ja tam jeżdżę ostatnio grzecznie, albowiem gdyż ponieważ policja we własnej dwuosobowej osobie namierzyła mnie z suszarenki w terenie zabudowanym z prędkością 100 km/h... No co? każdy się może zamyślić, ale te 12 punktów jakoś działają na próby rozwijania przeze mnie prędkości. W dodatku dostałam gratulacje z powodu osiągnięcia najlepszego wyniku w tamtym miejscu i w tamtym dniu (w sensie, że najszybsza byłam). Ale to i tak nic w porównaniu z jednym motocyklistą, który zgarnął za jednym razem 120 punktów... Bardzo prosto: najpierw przekroczył tę dozwoloną, potem się okazało, że zagiął sobie tablicę rejestracyjną (chyba, żeby lepiej wypadła na fotoradarze), potem (kiedy ta tablica wkurzyła jeden patrol) nie dawał się złapać (słusznie zakładając, że nawet najszybszy radiowóz go nie dopadnie), czym rozwścieczył policjantów, którzy oznajmili mu przez megafon, ze na końcu ulicy, którą pomykał jest blokada....Się zatrzymał, ale za późno (o jakieś 110 punktów). Gdybyście latali samolotami to zasugerowałabym Wam jak jedna mamusia swojemu synkowi pilotowi "synuś, mamusia Cię prosi, lataj nisko i powoli", ale ponieważ w większości jeździcie, to pożyczę serdecznie: niech Was oko radarowego fotoaparatu nie widzi, a policja traktuje wyrozumiale...oraz szerokiej drogi.