Szczęście....
No i znowu przyjdzie mi się kajać, jako, że bardzo dawno nic nie napisałam. Ale jakieś takie przestoje w życiu mi się przydarzają, że właściwie to wygląda tak, jakbym trwała w jakimś półśnie zimowym. W pracy dużo pracy (ale oryginalne stwierdzenie!!!), do domu wracam kurcagalopkiem, żeby zagrzebać się w piernaty i jakoś przetrwać do kolejnego ranka...no nawet czytać mi się nie chce...Ale ostatnio przeczytałam, że CBOS podało, że 70% Polakom nie przytrafiło się nic szczęśliwego w 2004 r. I to mnie jakoś tak zasmuciło. Czy my jesteśmy narodem ponuraków, którzy nie potrafią cieszyć się z radości dnia codziennego? Czy mamy kiepską definicję szczęśliwych przypadków w życiu? Czy może naprawdę nie zdarza nam się nic pozytywnego, a tylko zwalają na głowę same klęski? No to ja cieszę się w takim razie, że należę do 30% ankietowanych. I że szczęśliwe przypadki zdarzają mi się naprawdę często.
Bo Tołstoj zdaje się powiedział, że dobry los przypada w udziale tym, którzy się o to starają.
Więc ja się staram, jestem dla siebie dobra, zabieram się na łyżwy, latem na rower...Pozwalam sobie nie ćwiczyć jeśli nie mam na to ochoty, a ostatnio regularnie organizuję sobie dzień różowego lenia (to od szlafroka i kapci w tym kolorze) w soboty nie wstając z łóżka przed 11 i snując się po domu w szlafroku. Być może latem więcej zadowolenie przyniesie mi wizyta w klubie fitness o 9 rano....Ale do lata daleko.
Właściwie to nic konkretnego mi się nie wydarzyło. Byłam z Dorotką na cudnym filmie o Rey’u Charles’ie i to skłoniło mnie do paru refleksji. Jedna to taka, że jeśli ktoś dostaje jakiś dar, talent, to zawsze się znajdzie w życiu takiego człowieka taki obszar, gdzie coś funkcjonuje nie tak jak powinno. No wiem, to dosyć eufemistyczne określenie na uzależnienie od heroiny i skłonność do zdrad małżeńskich...ale w końcu jesteśmy wszyscy ludźmi i skłonni jesteśmy wybaczyć nawet takie ułomności jeśli ktoś obdarzony jest takim talentem jak Rey. No i znowu refleksja...gdzie szukać tego szczęścia w życiu? Czemu człowiek obdarzony takim talentem, kochany przez żonę i nie tylko przez żonę ma w sobie taki zamęt, że musi sięgać po narkotyki?
To potwierdza moją tezę, że szczęście budujemy w sobie i tam powinniśmy go szukać...Że jeśli kobieta samotna jest nieszczęśliwa, to znalezienie partnera, przyjaciela czy nawet męża nie zmieni tego stanu. Ktoś mądry powiedział kiedyś, żeby nie oczekiwać, że ktoś da nam szczęście...Bo jeśli da, to może i zabrać...Dla mnie proste...Ostatnio ktoś po raz kolejny zadał mi pytanie, czemu jestem sama? Odpowiedź nasuwa mi się tylko jedna; A czemu nie? Jest mi dobrze i jestem szczęśliwa, jestem panią swojego życia, swoich planów i nie muszę żyć problemami innych bliskich mi osób. Tak naprawdę to jestem w komfortowej sytuacji. Męża już mieć nie muszę (miałam!!!) , zegar biologiczny mi nie tika, bo dzieci szczęśliwie udało mi się urodzić i odchować...A do takiego życia rodzinnego, jakie miałam po prostu nie tęsknię. Więc naprawdę nie widzę w tym nic złego, że wiodę singlowy żywot.
Ostatnio bawiłam się naprawdę świetnie na balu sympatycznych sympatowiczów. Jestem z siebie dumna, bo odważyłam się wystąpić w karaoke i szczęśliwie odśpiewać od początku do końca to co chciałam i jak chciałam. Hmmm a może to nie jest szczęście...tylko radości dnia codziennego? A tam, niech się nazywa jak chce, mnie jest z tym naprawdę dobrze.


6 Comments:
Spadło Ci tempo pisania... czyżby zima cię wyciszała? w.
By
Anonimowy, at 3:19 PM
ojejku...no czasami spada:-) powinieneś to znać z autopsji...przeca napisałam, że tkwię w półśnie zimowym...prawda?
By
Anna Czarodziejka, at 2:07 PM
Naszła Cię Czarodziejko jakaś melancholia i coś Ci tkwi chyba w duszy. Chyba tak naprawdę nie jesteś do końca szczęśliwa. Chyba że się mylę ?
Cieszę się że znów coś napisałaś. Bardzo mi brakowało Twoich wynurzeń.
Pozdrawima gorąco
Marek
By
Anonimowy, at 9:41 AM
Chyba się mylisz Marku :-)
By
Anna Czarodziejka, at 4:31 PM
Dzien dobry wieczor:))))) jak sie ciesze ze tu wpadlam...i ze moge w koncu cos napisac:))) jakos nie mam dzis zbyt duzo czasu na czytanie i tyko luknelam na fotki...i tak mi sie teskno za ustroniem zrobilo...
btw... nie wiem czy w 2004 cos mnie szczesliwego spotkalo...ale wiem ze w 2005 mnie spotka.... 17 marca...dzien swietego Patryka w tym cudnym irlandzkim miescie:)) oj zresetuje sie:) CALUJE CUDNIE
By
Anonimowy, at 8:28 PM
kochana moja...tak się cieszę, że nie tylko zajrzałaś, ale i napisałaś do mnie...strasznie żałuję , że kontakt nam się rwie jak sparciała nitka....
By
Anna Czarodziejka, at 8:28 PM
Prześlij komentarz
<< Home