czarodziejka i ....

poniedziałek, marca 07, 2005

troszkę o facetach...no o jednym tym razem

No tak... Miałam dużo czasu na przemyślenia w weekend i ciągle plącze mi się po głowie pewna sytuacja, która wręcz domaga się komentarza. Może dlatego, że poczułam się na poły rozbawiona, na poły dotknięta? Otóż...jakiś czas temu (tak jakoś przed świętami) poznałam dosyć interesującego rozmówcę na sympatii. Wymieniliśmy maile, on przysłał mi swoje zdjęcie. Powiedzmy sobie, że to bardzo mądry facet, że gadało nam się świetnie (przynajmniej mailowo) chociaż z wyglądu to on jest raczej misiowato-tatusiowaty (ten tatusiowaty to jego własne określenie). Próbowaliśmy się spotkać, ale ciągle coś nam stawało na przeszkodzie...a to komputer mu się rozsypał i przestał się odzywać, a to jeden, drugi termin nam nie wyszedł...aż w końcu spotkaliśmy się na kawie. Facet okazał się świetnym rozmówcą i dwie godziny minęło nam (może mnie?) w mgnieniu oka. Pomyślałam sobie nawet „hmmmm jaki sympatyczny...no może nie do końca wyględny, ale materiał na świetnego przyjaciela”....Nie cieszyłam się długo, bo dostałam od niego maila pisanego wczesnym rankiem...że, jestem miła, ale on nic nie poczuł,..że chemia nie zadziałała...i że raczej nic z naszej znajomości nie wyjdzie...Troszkę mu zazdroszczę tej umiejętności rozpoznawania potencjalnego partnera od pierwszego wejrzenia...i troszkę mi szkoda, że ja tak nie potrafię. Nie jestem już pierwszej młodości:-) Nie mam też ani urody ani figury gwiazdy aktorskiej, ale mam parę zalet, o których nie będę pisała, bo nie lubię autoreklamy...Nie jestem jednak ani misiowata ani mamusiowata:-))) Pomyślałam sobie, ze życzę temu skądinąd sympatycznemu facetowi powodzenia w poszukiwaniu coup de foudre (czyli miłości od pierwszego wejrzenia). Ale pomyślałam sobie też, że nie rozpoznałby prawdziwej miłości nawet wtedy, gdyby ugryzła go w tyłek. Znalazłam go wczoraj w innym portalu randkowym, gdzie napisał, że partnerka ma być śliczna...No i wszystko jasne, bo ja śliczna nie jestem. Ale nadal mu życzę znalezienia ślicznej, mądrej i w ogóle „naj”, która się nim zafascynuje od pierwszego wejrzenia. Najlepsza w tym wszystkim była Dorotka, której często opowiadam o różnych życiowych sytuacjach szukając wsparcia i pocieszenia. Otóż stwierdziła ona, że ni mniej ni więcej, tylko facet się przestraszył...bo jestem taka mądra i mądra, że nie dałby mi rady...chemik domorosły jeden...Jak chce fajerwerków, to niech sobie kupi i odpali...No niech:-)))