czarodziejka i ....

poniedziałek, marca 07, 2005

a zima znów zaskoczyła drogowców....

Ładny tytuł, taki jakby znajomy i świetnie oddaje to, co się dzieje za oknem. Zamiast zwykłych 30 minut jechałam do pracy godzinę. Zimie przypomniało się, że powinna zaistnieć. Jest pięknie, bajkowo i nawet nie za mroźnie, ale nie jest to pogoda do wychodzenia z domu. Radia podają komunikaty, że lepiej dziś nie jeździć własnym samochodem. Ja się nawet zgadzam z tymi komunikatami, tylko alternatywy mi jakoś brak. Jednakowoż udało mi się dojechać do pracy w jednym kawałku i nikomu krzywdy nie zrobić. I widziałam nawet pługi śnieżne jadące tyralierą ...piękny widok tylko szkoda, że taki rzadki. Wczoraj oglądałam (z nudów oczywiście i niejako przez przypadek) program w TV...no nawet nie pamiętam jak się nazywał. To jakiś nowy twór prowadzony przez Krzyśka Ibisza. W programie występują dwa zespoły (dwuosobowe), znane medialnie i opowiadają się po dwóch stronach jakiejś sprawy bardziej lub mniej poważnej. Wczoraj sprawa dotyczyła problemu seksu za pieniądze...Jesteśmy za? Czy przeciw? Sytuacja wyglądała w skrócie następująco: Młoda studentka IV roku pochodząca z małej mieściny traci stypendium w wyniku zmiany kryteriów przydzielania tegoż stypendium. Jest w czarnej rozpaczy ....jeśli nie znajdzie pracy będzie musiała rzucić studia i wrócić do swojego Bezrobocia Górnego. Wie o jej problemie przyjaciółka (baaardzo zasobna z domu) i chłopak. Nasza bohaterka jest tak ogarnięta rozpaczą, że płacze i płacze i w tej sytuacji widzi ją pewien mężczyzna (z wyglądu nieźle sytuowany). Podchodzi do niej w kawiarni (gdzie odbyła smutną, acz do niczego nie prowadzącą rozmowę ze swoim chłopakiem, który pożegnał się i wyszedł). Mężczyzna proponuje jej układ: wynajmie jej mieszkanie i będzie płacił kieszonkowe w zamian za 2-3 miłe spotkania w tygodniu. Dziewczyna obiecuje, że się zastanowi i obgaduje problem z koleżanką (tą zasobną) i okazuje się, że ta koleżanka jest zdecydowanie przeciw przyjęciu propozycji przez naszą bohaterkę twierdząc, że przyjęcie jej byłoby czystą prostytucją i w konsekwencji początkiem procesu prostytuowania się ..... W tym momencie widzowie w studio decydują się, po czyjej stronie się opowiadają : czy po stronie Hanny Bakuły i Doroty Welman, które zdecydowanie potępiają postępowanie naszej bohaterki przyznając rację jej koleżance, czy po stronie Iwony Guzowskiej i jakiegoś modela (sorry nazwiska nie pomnę), która to Iwona mówi, że dupa jest własnością naszej bohaterki i może sobie z nią robić, co jej się podoba (jest to dosłowny cytat z programu). Większość ludzi w studio jest przeciwko naszej bohaterce i jakoś jej nie przekonuje śmiała tyrada Guzowskiej. W trakcie trwania programu można wysyłać smsy (a jakże!!!) opowiadając się po jednej ze stron, mając do dyspozycji kolejne scenki pokazujące jak dziewczyna jest biedna, bez perspektyw z chłopakiem beznadziejnie odcinającym się od jej problemu. W dodatku facet składający, co tu dużo mówić, niemoralną propozycję jest przystojny, inteligentny, oczytany...lubiący jazz (czy to miało oznaczać człowieka na poziomie???!!!???). Natomiast zakończenie programu jest zaskakujące...To widzowie wysyłając smsy decydują jakie będzie zakończenie programu. I widzowie decydują, że nasza bohaterka powinna przyjąć propozycję. Nie komentuję programu, który ma na celu, grając na instynktach ludzkich, zarobić kasę (smsy!), tylko zadziwia mnie jak bardzo zmieniliśmy się w niedługim czasie. Pod hasłem „każdemu wolno robić ze swoim życiem co mu się podoba” przymykamy oczy na alkoholizm, na sprzedawanie siebie...Jest społeczna akceptacja na zachowania odbiegające od norm moralnych. Nie jestem święta (i nie chciałabym być) ale mam swoje zasady, którymi kieruję się w życiu i wydawało mi się, że te zasady są i jasne i proste dla wszystkich i ze są powszechnie stosowane. Jest inaczej. I jakoś mi przykro z tego powodu. Wiem, że problem jest stworzony na potrzeby programu, ale czy taki program jest pozytywnym zjawiskiem? Rób co chcesz...pij, dawaj ciała, oszukuj, kradnij, manipuluj...Wszystko jest OK, ludzie Cię zrozumieją i zaakceptują...Czy ja jeszcze jestem z tej bajki? Czy już z całkiem innej? Zaczynam się gubić....