Pepe kłamca albo igraszki po pyrlandzku
A miało być tak pięknie ...Moje marzenia o wielkiej miłości prawie się spełniły…. Zabrakło im może jakiegoś tygodnia. A było tak: zgłosił się do mnie na gg pewien osobnik płci męskiej, o wdzięcznym nicku Pepe. I szok! Ten człowiek to drugie ja! Lubi słuchać tego co ja, ma podobne podejście do życia, wprawdzie młodszy parę dobrych lat…ale to on wybrał, i zapytany odpowiedział, ze to jego decyzja, ze lubi takie dojrzalsze…. Ojejku, nie dyskutuje się z takimi decyzjami tylko leci się na oślep za głosem serca…Moja intuicja szczypała mnie w tyłek… Aż wypowiedziałam swoje obawy na głos (w ramach rozmawiania na gg oczywiście). Na głos wyraziłam, że to niemożliwe, że jest kimś obcym; że odnoszę wrażenie, że musi mnie skądś znać… Że jest klonem! No nienawidzę klonów, czyli wielokrotnych bytów netowych. Ale odpowiedział żartobliwie „pokochaj klonika, tak jak Barbie kucyka” Urocze…Nieprawdaż?
Gadaliśmy sobie a właściwie już prawie flirtowaliśmy gadulcowo, potem z powodu jego tygodniowej nieobecności w necie wymieniliśmy się telefonami. No i następne miłe zaskoczenie… Miły głos i całkiem nam się nieźle rozmawiało. Zapomniałam dodać, że kiedy przysłał mi swoje zdjęcia, to jakoś intuicja zamilkła… No ale z drugiej strony, cóż to jest? Fota i telefon? Numer na gadulcu? Kolejny netowy byt… Ciągle tylko głos bez obrazu. Ale było sympatycznie, miło i ciepło…Wzajemne zrozumienie, wizje niemalże jak z romansu… on,ja ,środek gęstego lasu, ogień na kominku…, swiece dookoła...ślubny kobierzec...my w małym domku...gromadka dzieci....piesek, kotek, no wypisz wymaluj harlekin:-)
Tyle tylko, że ja już poprzestawiana jestem, tzn że nie jest już tak, że mrówki po pleckach, a motylki w brzuszku, bo jakiś netman się mną zainteresował. Owszem miło jest poflirtować, miło pogadać, wysłać smsa i dostać na niego odpowiedź… Ale w końcu mam swoje życie. Masę znajomych, zajęć, książki i życie mi gna galopem. Prowadząc dyskusję z Pepe na tematy poważne i życiowe uświadomiłam sobie, że nie bardzo mam ochotę to zmienić… Że miło jest się z kimś pospotykać, ale potem wrócić do domu i paradować w różowym szlafroku :-) i od czasu do czasu organizować sobie dzień lenia:-) Może dziwaczeję na stare lata, ale lubię swoje życie i musiałby mnie ktoś naprawdę zaintrygować, być konkurencją dla mnie samej, żebym chciała zmienić swoje nawyki i wpuścić kogoś do swojego życia.
No to, żeby już dłużej nie ględzić bez sensu, powiem tylko, że w piątek mieliśmy się zobaczyć na żywo, że stanął na przeszkodzie popsuty samochód i że nagle w sobotę mój rozmówca uświadomił sobie, że ja to kurcze lubię z kwiatka na kwiatek (dokładnie uzył określenia "z doskoku"), a on szuka praaaawdziwej miłości. Najpierw próbowałam polemizować, że jest mi przykro, że mnie źle zrozumiał, że kurcze, no nie wiem o co chodzi…..W piątek tak? A w sobotę nie? Bez słowa zachęty czy jakichkolwiek aluzji z mojej strony… Pomyślałam tylko: ot kolejny pokręcony i biedny… Próbowałam jeszcze coś wyjaśnić, ale nie próbowałam do trzech. Po dwóch próbach odpuściłam.
I byłaby to kolejna zagadka rodem z Marsa, gdyby nie to, że nagle ujawniła się moja Sister. Próbuję się z nią dogadać od świąt ..no nieskutecznie… Właściwie to co najmniej od roku porobiło nam się tak, że nie udaje się normalnie pogadać… Tylko albo jakieś sprawy do załatwienia….typu pożyczone, nie pożyczone, oddane, nie oddane, albo dyskusje merytoryczne nad moim nagannym zachowaniem.
Siostry "Sisters"
Do tej pory było kpiarsko, ale teraz powiem serio… Brakuje mi tej zażyłości z Siostrą, która nas niegdyś łączyła… Tych wspólnych wygłupów, wyjazdów i śmiechu po pachy… Brakuje mi jej wsparcia.. Brakuje mi tego, że jak miałam poważne, życiowe przejścia, to się nie odezwała, mimo, że dostała ode mnie sygnał, że jest mi potrzebna….I nagle, dziś, moja Siostra reaguje na zaproszenie do rozmowy… Opowiadamy sobie o tym i owym, trochę o chorobach, o życiu i tak …no prawie jak kiedyś. I pytanie o moje sprawy sercowe :-) No i zrozumiałam...
Dzięki Sister za rozrywkę, za miłego klona, ale spłynęło to po mnie jak woda po kaczce. Naprawdę mam świetnych przyjaciół, naprawdę mam cudowne życie… Naprawdę nie dotyka mnie to, że ktoś chce, a za chwilę nie chce ze mną rozmawiać . Mam inaczej poustawiane priorytety w życiu, żebym miała rozpaczać z powodu netowej znajomości, której nie zdążyłam przenieść do życia.
Bo to wszystko są przypadki: jak to, że odezwał się do mnie ktoś obcy, mimo statusu „niedostępna” (bez skojarzeń proszę)- tak nb jedyny przypadek od ponad roku, czy to, ze dysponował rozległą wiedza na mój temat.. Jak też i to, że nijak mu nie pasowała moja data urodzenia (prawda święta, że z czystej babskiej próżności wszędzie ten nieszczęsny wiek zaniżam-ale tylko o 5 lat) :-), No i oczywiście przez zupełny przypadek moja Siostra interesuje się moim życiem uczuciowym właśnie dziś . Oczywiście czystym przypadkiem jest, że w trakcie naszej z Siostra gadulcowej rozmowy wstawiłam sobie opis „pepe liar liar :-)”, i co za przypadek, że Siostra tak interesując się moimi sprawami nie spytała skąd ten opis….Mimo, że paru znajomych spytało, o co chodzi….Przypadek na przypadku i przypadkiem pogania ;-)
Dziękuję raz jeszcze za fajną zabawę. I za wiedzę, którą dzięki niej zdobyłam…oczywiście przypadkiem…
Do tej pory było kpiarsko, ale teraz powiem serio… Brakuje mi tej zażyłości z Siostrą, która nas niegdyś łączyła… Tych wspólnych wygłupów, wyjazdów i śmiechu po pachy… Brakuje mi jej wsparcia.. Brakuje mi tego, że jak miałam poważne, życiowe przejścia, to się nie odezwała, mimo, że dostała ode mnie sygnał, że jest mi potrzebna….I nagle, dziś, moja Siostra reaguje na zaproszenie do rozmowy… Opowiadamy sobie o tym i owym, trochę o chorobach, o życiu i tak …no prawie jak kiedyś. I pytanie o moje sprawy sercowe :-) No i zrozumiałam...
Dzięki Sister za rozrywkę, za miłego klona, ale spłynęło to po mnie jak woda po kaczce. Naprawdę mam świetnych przyjaciół, naprawdę mam cudowne życie… Naprawdę nie dotyka mnie to, że ktoś chce, a za chwilę nie chce ze mną rozmawiać . Mam inaczej poustawiane priorytety w życiu, żebym miała rozpaczać z powodu netowej znajomości, której nie zdążyłam przenieść do życia.
Bo to wszystko są przypadki: jak to, że odezwał się do mnie ktoś obcy, mimo statusu „niedostępna” (bez skojarzeń proszę)- tak nb jedyny przypadek od ponad roku, czy to, ze dysponował rozległą wiedza na mój temat.. Jak też i to, że nijak mu nie pasowała moja data urodzenia (prawda święta, że z czystej babskiej próżności wszędzie ten nieszczęsny wiek zaniżam-ale tylko o 5 lat) :-), No i oczywiście przez zupełny przypadek moja Siostra interesuje się moim życiem uczuciowym właśnie dziś . Oczywiście czystym przypadkiem jest, że w trakcie naszej z Siostra gadulcowej rozmowy wstawiłam sobie opis „pepe liar liar :-)”, i co za przypadek, że Siostra tak interesując się moimi sprawami nie spytała skąd ten opis….Mimo, że paru znajomych spytało, o co chodzi….Przypadek na przypadku i przypadkiem pogania ;-)
Dziękuję raz jeszcze za fajną zabawę. I za wiedzę, którą dzięki niej zdobyłam…oczywiście przypadkiem…

