czarodziejka i ....

środa, marca 16, 2005

moja e-story • IV •

A ten moment pamiętam doskonale. To były czasy, kiedy maile potrafiły iść po 2 godziny, albo zbijały się w grupy i wpadały do skrzynki razem…Nigdy nie było wiadomo, czy to wina serwera czy czyja.. Dopiero, kiedy się tego maila dostawało, to można było sprawdzić godzinę wysłania. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, wyrwałam się z pracy i poszłam (na piechotę) załatwić coś w banku. Kiedy wróciłam, bałam się zajrzeć do komputera. Ale w końcu zajrzałam, a tam , o ile pamiętam był liścik ze znakami zapytania. Wiem, że zareagowałam jakoś nerwowo, chociaż dziś już nie pamiętam jak…Jak znam swój popędliwy czasem charakter zareagowałam nerwowo kila razy…I znów okazało się, że maile nam się poplątały jak stado sznurków i trudno było dociec, kto, co, komu napisał i kiedy….

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 10:51 Do: Ona Temat : RE: no to jazda…

nie denerwuj się – dostałem po tej emalii, na której piszę jeszcze trzy- wszystko znów się poplątało – nasze pisma się porozpływały i komentarze oraz odpowiedzi były nie do tego, co trzeba- moje znaki zapytania były długo wcześniej zanim dostałem to, na czym piszę i były formą delikatnego przynaglenia i może nawet lekkiego wymuszenia. W związku z tym proponuję pisać odpowiedzi na dostanych przesyłkach, chyba tylko to pozwoli nam mieć pewność do czego mamy się ustosunkować. Za „niekomfortowe i przykre wrażenia” – ale nie z mojej winy, przepraszam. Ja pozwolę sobie pominąć i nie zauważyć trzech następnych pism jakie dostałem (tyle przynajmniej do tej pory) – poza śmiesznym pieskiem

pamiętam tego pieska bezczelniaczka : do sklepu, gdzie na witrynie są znaki zakazu wstępu psom, palaczom i osobom z lodami wkracza dumnie pies z lodami w łapie i papierosem w pysku…

Piszę na tej emalii, żebyś wiedziała do czego się odnoszę i tym samym, ze to ona ma pierwszorzędne znaczenie. Muszę się „poukładać” i pomyśleć parę chwil co napisać- tzn żeby było wszystko zrozumiałe. Na razie wysyłam Ci szybko to- żebyś się nie bała i nie niepokoiła. – wszystko jest OK. – nic się nie bój – to było bardzo przyjemne i kobiece – do niedługiego – daj znać chociaż krótkim zdaniem, że jesteś już spokojna – kw

Troszkę się pozastanawiał , poukładał i w rezultacie dostałam coś, co pozwoliło mi głębiej odetchnąć…trochę tlenu… I znów wyjaśnienie: często posługiwaliśmy się tytułami utworów, albo nazwami zespołów…a jednocześnie te temaciki miały jakieś drugie dno

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 14:35 Do: Ona Temat : Oxygen

Przez ten cały okres obopólnej absencji cały czas zastanawiałem się jak się z Tobą spotkać – w sumie zdałem to w końcu na ślepy los. Myślałem o tym tak- jakiś wyjazd do twojego miatsa, telefon do Ciebie do pracy i spotkanie gdzieś po południu. Twój pobyt u nas? : cos było nie tak, coś się nie kleiło, tak jakby miało być inaczej…Kiedy się spotkaliśmy tylko we dwoje (w Krakowie) coś wisiało nad nami, coś się nie wydarzyło, a jakby miało się wydarzyć. Byłaś sztuczna, nazwałem to „zimnością”, ja z kolei wyczuwałem, że coś się nie składa – może mi coś nie wychodzi - więc w końcu zacząłem się denerwować. Przy kawie…słowne macanie tematu…może Ona się już nudzi…może jest zmęczona…i chce już iść…w końcu pytanie – czy już pójdziemy? Przytaknięcie z jej strony – cholera chyba jednak falstart, ale tak już chyba tym razem musi pozostać. Pożegnanie ….dziwnie, znów jakoś nie tak.

„chyba nie w tym życiu?” – nigdy nie mówi nigdy. kw

Od: Ona Wysłano: 11 kwietnia 2000 16:20 Do: Ona Temat : RE: Oxygen

Los bywa złośliwy, chociaż, może gdybyśmy mieli szansę porozumieć się wcześniej stałaby się komuś krzywda? Małe dzieci? Do dziś żałuję, że nie mogłam (przez głupie niedopatrzenie recepcjonistki) spotkać się z Tobą, kiedy byłeś u nas. Byłam wtedy sama, (Adam z dzieciakami byli w Janowie) i też nie wiem, jak by się to skończyło…. Muszę Ci się do czegos przyznać. Wtedy właśnie próbowałam sił jako niewierna zona, z kolegą z pracy, który kiedyś był moją szkolną miłością. Nie spodobało mi się to i nic z tego nie wyszło, a jak dowiedziałam się , że mnie szukałeś , to obiecałam sobie, że jeżeli zdecyduję się na taki krok, to z facetem podobnym do Ciebie. Nie ma takich facetów, więc do dziś jestem wierna…pytanie tylko komu? Cieszyły mnie wspólne spotkania w gronie rodzinnym, bo zadawalało mnie to, że mogłam być blisko Ciebie, organizowałam też wspólne wakacje w tym samym celu. Nie wiem, czy pamiętasz, ale na którym z wypadów nad jeziora coś nie „kleiło się” miedzy Tobą i Sylwią i widziałam wysiłki małej Asi, żeby to naprawić i poczułam się okropnie i na dłuższy czas ostudziło to moje zamiary. Chyba najmilszym wspomnieniem z tamtego okresu był wspólny Sylwester i do tej pory robi mi się ciepło na sercu, kiedy go wspominam. Od tamtej pory nie chadzam na bale sylwestrowe, bo jak nie mogę tak jak lubię, to nie chcę wcale. W Krakowie wydawałeś mi się spięty i zdawało mi się, że się śpieszysz (jakieś zerknięcia na zegarek), więc po propozycji „Czy już pójdziemy” nie mogłam powiedzieć Ci nic innego. A tak naprawdę to prawie się popłakałam ze złości i miałam ochotę na ciepłe przytulenie na „do widzenia” i …właśnie …nie tak. W gruncie rzeczy to zabolało mnie kiedy określiłeś mnie jako osobę zimną (jest to prawie to samo co mawia o mnie Adam : jesteś oziębła i może powinnaś iść do lekarza ) co świadczy o kompletnym braku zrozumienia moich uczuć i może i dobrze, bo sprowokowałeś mnie do jakiejś reakcji. Pomyślałam sobie, że już gorzej nie mogłeś mnie ocenić i przestałam się martwić, co sobie o mnie pomyślisz . Jeśli będziesz miał ochotę przeczytać coś, co napisałam w Walentynki to daj znać. Napisałam to wcześniej i obiecałam sobie, że jak odezwiesz się w Walentynki to Ci wyślę, ale się nie odezwałeś…

Oddycham, warto jest żyć! mk

Od: On Wysłano: 12 kwietnia 2000 09:57 Do: Ona Temat : oxygen 2

Zrobiło się jakoś ciepło i ciekawie. Zimna to nie znaczy oziębła, zimna tzn. skryta, maskująca się, taka na dystans, bojąca się, żeby się z czymś nie sypnąć. Taki stan staje się wyczuwalny – stąd rodzi się pytanie- co jest grane? Może lepiej byłoby sztuczna. Teraz wszystko zaczyna układać się w jakąś logiczną całość – wiele rzeczy i wydarzeń zaczyna nabierać wyraźniejszych , nie to niewłaściwe słowo! O mam – logiczniejszych kształtów. Pozwól mi się wytłumaczyć…Walentynki…Musisz wiedzieć, że mam wewnętrzną silną blokadę na wszelkie nowomody a szczególnie amerykanizmy. Rozumiem, że ta idea akurat jest pozytywna i miła, oraz, że tym akurat nie „zapunktuję" u płci przeciwnej, ale świadomie staram się udawać, że ten dzień nic nie oznacza. Jestem trochę oporna dusza i zawsze staram się nie poddawać się presji otoczenia, może właśnie dlatego tak męczę się w mundurze. Pamiętaj, nie zrażaj się długim oczekiwaniem, czy niejednokrotnie lakonicznością tekstu- wynikać to może z przyczyn obiektywnych (czas tzn. obłożenie obowiązkami w danej chwili) ale w swobodniejszym czasie zawsze będę starał wysławiać się obszerniej. Idźmy dalej – proszę –czekam kw

Od: Ona Wysłano: 12 kwietnia 2000 10:20 Do: Ona Temat : więcej tlenu

Wyminęły nam się znów emalie, ale tym razem już jestem spokojna. Walentynki…odezwałeś się w końcu 8 marca i to z bardzo pięknymi życzeniami więc i tak to naprawdę nie ma znaczenia. Chcąc skomentować lakoniczność niektórych Twoich wypowiedzi odpowiem, że umiem wyciągać treści „pomiędzy wierszami”, czasem z tematu, a jeszcze dodam coś, co powinieneś odebrać jako komplement : jak na faceta to bardzo ładnie piszesz, tzn ładnie, to nie jest właściwe słowo, czuję się tak, jakbyśmy rozmawiali. A jeszcze przyznam Ci się, że mam bogatą wyobraźnię i lubię wyobrażać sobie siebie w tych miejscach, o których piszesz…oczywiście z Tobą.

Muszę biec (chciałam tylko przed wyjściem odpisać na gorąco) odpisz proszę (chodzą długo te emalie), więc pewnie jak wrócę, to będę miała co poczytać. mk

Hmmm …gdzieś mi się zapodziała moja walentynkowa opowieść. Była śliczna, lekka i chwytająca za serce. Opowiadała o niespełnionym i nieodwzajemnionym uczuciu pewnej mężatki do pewnego dobrze jej skądinąd znanego, niestety żonatego faceta… O biciu serca i długo skrywanej tęsknocie. Nie była na pewno tworem grafomańskim. Tak żałuję, że nie umiem je sobie przypomnieć, że nie zostawiłam jej sobie na pamiątkę…A może i lepiej? Była w końcu tylko i wyłącznie nasza…i niech pozostanie tam, gdzie jest: w naszej pamieci? W moim sercu?

Cdn no i oczywiście, że wszystko to, co powyżej jest li tylko jedynie wytworem mojej wyobraźni. A wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zupełnie i absolutnie przypadkowe…

1 Comments:

  • Droga Czarodziejko,
    w czwartek - nic
    a dzisiaj?????
    jestem na etapie ostrej krytyki przedmiotu;) podmiotu Twojej story... proszę o dalej...

    By Anonymous Anonimowy, at 9:20 AM  

Prześlij komentarz

<< Home