czarodziejka i ....

wtorek, lutego 14, 2006

dzień świętego Walniętego

Na pewno jest pretekst, żeby dziś coś napisać, albowiem dziś dzień Świętego Walentego. Właśnie słuchałam audycji w radiu, gdzie wypowiadały się na ten temat dzieci. Ponieważ rozbawiły mnie bardzo, parę rzeczy z tejże audycji przekażę :-) Po pierwsze jest to dzień św. Walniętego, bo ludzie zachowują się jak nienormalni, po drugie miłość jest goła, bo kobiety się kochają bez biustonika a po trzecie Agata wykopała na działce czaszkę Kopernika (to tylko dzieci wiedzą jaki jest związek czaszki Kopernika ze świętem zakochanych) i opowiadała długo i kwieciście na temat doznań związanych z tym faktem, po czym nastąpiła cisza i jakiś chłopczyk orzekł: Agata mówi prawdę, bo Agata ma działkę. Z Walentynkami kojarzy mi się nieodmiennie określenie murarskie „Walę tynki” , romantycznych skojarzeń jakoś nie mam...albowiem z Walentynkami jest troszkę jak z dniem Kobiet...Powinno się je świętować nieustannie:-) No ale kto by wtedy nabijał kieszenie handlowcom??? Natomiast określenie „dzień świętego Walniętego” wchodzi na stałe od dziś do mojego słownika. Ale tak w ogóle to chciałam powiedzieć, że nie jestem przeciwna takim świętom, fajnie móc się obdarowywać gadżetami i okazywać pamięć i sympatię. A ponieważ już kiedyś popełniłam bloga walentynkowego, temat uważam za wyczerpany:-) Może tylko przy okazji uzupełnię sobie katalog kierowców: dziś przypomniałam sobie o zakrętofobach i o tych, co z furmanek przesiedli się do samochodów, no i tych, którzy uczepiwszy się lewego pasa (na jezdni 3pasmowej) trzymają się go pazurami i pozycji swojej bronią jak niepodległości. I już wyjaśniam : skrętofob boi się panicznie zakrętów, składa się do tego manewru długo i pieczołowicie, przeczołgując się przez zakręt z prędkością 5 k/h po czym na prostej dostaje przyśpieszenia i gna, jakby mu kto soli na ogon nasypał, a następnie, przy kolejnym zakręcie cała historia powtarza się od początku. Ci od furmanek to tacy, co to dają znać kierunkowskazem, ze skręcają w prawo, a samochodem odbijają w lewo, aby zrobić tzw. najazd wojewódzki. Przyzwyczajenie to wywodzi się w prostej linii od czasów, kiedy pozwoziło się furmanką, która będąc sztywnej konstrukcji nie pozwalała na wykonanie ciasnego skrętu. Ci od furmanek są i tak lepsi od sknerusków, którzy oszczędzają żarówki w kierunkowskazach. Nie sygnalizują manewrów, bo i po co? Przeca widać, ze skręcają. Półskneruski wykonują jedno mignięcie w momencie skrętu, pewnie dla spokoju sumienia... Kiedyś dogoniłam skneruska na jakichś światłach i poinformowałam go, ze kierunkowskaz mu nie działa....Szczęka mu opadła, albowiem komunikat wypowiedziałam ze słodkim uśmiechem i życzliwością w oku. Trzeci typ nie wymaga opisu, kiedy się go wyprzedza widać, że preferuje styl jazdy na pieska albo na szpiega (ciasno oblepiony na kierownicy- wpatrzony w jakiś punkt w oddali, nigdy nie zerka na boki). Reasumując: życzę wszystkim tym, którzy dziś świętują, uroczego świętowania i tego, żeby każdy dzień był dla nich świętem. I żeby uważali na drogach :-) Ojejku, no żeby życzenia były tematyczne i adekwatne do tekstu.