czarodziejka i ....

poniedziałek, lutego 13, 2006

instruktażowo troszkę, ale w gruncie rzeczy pozytywnie...

A teraz malutka instrukcja, dla tych, którzy mnie czytają. No czytają, czytają, wchodzą nieraz parę razy dziennie, ale twierdzą, że nie mają czasu po necie buszować:-) Po pierwsze: blog to rodzaj pamiętnika. Pamiętnika upublicznionego. Nie jest to zaproszenie ani do polemiki, ani do dyskusji (od tego jest forum dyskusyjne). To po prostu miejsce, gdzie na gorąco opisuję sobie, to co mi się przytrafiło. I dobrego i złego ...Na szczęście rzadziej złego. Te osoby, które zarzucają mi upublicznianie pewnych wydarzeń, wiedzą, albo wiedziały wcześniej, że piszę sobie tutaj, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że tu trafią. Poza tym persony tu występujące nie są nazwane swoimi imionami, więc nikogo nie obrażam. Nie obrażam, źle nie życzę, a spisuję sobie to wszystko po to, żeby emocje z siebie wyrzucić. Albowiem tłumienie ich w sobie jest szalenie niezdrowe...Zwłaszcza negatywne emocje trują, jeśli je przechowywać i rozpamiętywać. A tak: szast prast i po krzyku, emocje nazwane, wyartykułowane i przechodzą do przeszłości. No i tyle instrukcyjnie. Kochana Dorotka wyciągnęła mnie do kina w piątkowy wieczór. I była to bardzo mądra decyzja, a film z gatunku moich ulubionych...Trochę magii, trochę psychotroniki i trochę miłości. Tytuł „Jak w niebie”, i tak się też czułam po seansie....To film, który nastraja bardzo pozytywnie, który każe wierzyć w rzeczy niemożliwe i kończy się happy endem. Bo po ostatnim bardzo ciężkim tygodniu potrzebowałam takiego balsamu na serce i duszę. Czasem warto obejrzeć coś takiego, żeby sobie przypomnieć, co w życiu ważne. I tu cytat z głównej bohaterki, pracoholicznej , młodej lekarki. „Dla mnie istniała tylko praca, całą resztę życia odkładałam na później...a teraz nie mam tego później”. Nie miała, bo po wypadku samochodowym leżała w śpiączce, z której mogła się już nie obudzić...Postanowiłam sobie, że nie będę czekała na konfrontację z ciężarówką, żeby sobie przypomnieć, co w życiu ważne...I z takim właśnie bardzo pozytywnym nastawieniem wchodzę sobie w kolejny tydzień myśląc, jak wiele jeszcze cudnych niespodzianek życie postawi na mojej drodze.... Rany kota!!! ...zabrzmiałam jak Polyanna i Ania z Zielonego Wzgórza razem wzięte...No i dobrze, tak miałam zabrzmieć:-)

2 Comments:

  • Raaaany!! Czaro!! Nie każ mi czytać Ani - ani z Zielonego Wzgórza, ani(Ani) z Avonley, Ani... ani Polyanny! :-)Dzięki Ci wielkie za Conroya, ale... tym mnie nie uraczysz!! :-) :-)
    A poza tym:
    Julita
    CIĘ czyta
    i ciągle
    mnie pyta... :-)
    Zaczynam rapować, a to już objaw starczego obłędu!!
    Trzym się się mocno i chlap wesoło na "makaroniku". :-)
    pozdrawiam cieplutko!!

    By Anonymous Anonimowy, at 5:51 PM  

  • hmmm...a ja się zastanawiałam skad fani w Zielonej Górze :-))) cieszę się bardzo, lubię, jak mnie czytają :-)Makaronika dzis nie dosiadam, bo gardzioł mam niewyraźny...wiec przeczekuję :-)

    By Blogger Anna Czarodziejka, at 8:15 PM  

Prześlij komentarz

<< Home