przypadki chodzą po ludziach...
a ludzie po przypadkach:-) W niedzielę obudził mnie wczesnym rankiem (8.30) telefon od mojej mamci, która poinformowała mnie, ze w tvn na żywo leci program, w którym występuje moja koleżanka..."no wiesz, ta co to uspokój się". No to przyszła mi do głowy Asia od dresowego sylwestra, jako, że przyswoiłyśmy sobie tę historyjkę (o motywie przewodnim „uspokój się”) i bardzo często się nią posługiwałyśmy. Nie wiem, czy już tę historyjkę tu sprzedawałam.. jeśli nie, to pokrótce przypomnę, a jesli tak, to i tak przypomnę...a co se bedę żałować...? Otóż moja koleżanka zwana Gackiem, którą poznałam w Piwnicznej, opowiedziała mi historię, jak to jej były bojfriend w toku całkiem spokojnej dyskusji (kulturalnej wymiany argumentów) potrafił znienacka wrzasnąć „uspokój się!!!” , że aż się wszystko na człowieku jeżyło, mimo, że dyskusja wcale nie była nerwowa...Więc z Gackiem, podczas pobytu nachodziłyśmy się nawzajem w różnych miejscach i znienacka wrzeszczałyśmy sobie do ucha „uspokój się!!!”. Np podczas śniadania:-)
Gacek pochodzi z Pyrlandii, ale przeflancował się do Warszawy. Jakoś cudem na siebie w tej Warszawce trafiłyśmy, cud prawdziwy, bo ze znajomymi poszłam po kinie na kręgle...a ja na kręglach baaaardzo rzadko bywam, zwłaszcza w Galerii Mokotów. I tam, na tych kręglach pracował acek jako menedżer...A wcześniej jakoś kontakty nam się urwały - no bo Gacek gdzieś tam w Norwegii u siostry przebywał, i dzięki absolutnie cudownemu przypadkowi wznowiłyśmy kontakty. Potem Gacek się przeprowadzał, zmieniał pracę (nie z własnej inicjatywy), telefon mówił, że jest wyłączony, maile nie chciały chodzić, więc kontakty nam się urwały...jednakowoż, jak pokazał los, nie do końca... To mówiłam ja, specjalistka od dygresji:-)))
No więc, w telewizorze Gacek jak żywy nawija o złocie, aż mu się z uszu kurzy...I na szczęście telefon stary mu działał, więc kontakt został po raz kolejny nawiązany (oczywiscie po programie na żywo)...O matko, jak ten los o nas dba:-). Właściwie to w tej sytuacji nieważne było, ze komputer jej się wysypał i straciła dane z poczty, a telefon został skradziony i kontakty takoż, no bo już się umówiłyśmy na ploty:-). Powiem tylko, ze to kolejny magiczny kontakt dzięki Piwnicznej.
Było o ludzkich przypadkach, to trochę teraz o kocich. Moja Mela (ta z kompletu siostrzanego Melisa Naclosterfrau czyli Melka i Fraucia) uwielbia sie elektryzować w wannie...Wskakuje tam i specjalnie gmyrze łapkami, żeby ją prąd strzelał. Ekscytatnka jedna. Wyczuła już, ze wyczesywanie potęguje ten efekt, więc jak mnie widzi z czesadłem kocim w garści to biegnie, mało łapek nie pogubi w stronę wanny, kontrolując jednocześnie, czy podążam za nią we właściwym kierunku. Trochę sierści mam na czesadle, trochę obkleja się na wannie, ale spłukać to już żaden problem.
A Fraucia tęskni za starym Młodym, który hula na tzw. parapecie gdzieś po czeskich stokach. Siedzi trochę pod drzwiami wejściowymi, trochę próbuje wedrzeć się do pokoju starego Młodego (celny skok na klamkę), bezskutecznie, bo drzwi profilaktycznie zamknięte na klucz.
A obie nie ustają w matrixowaych atakach na lustrzane drzwi do szafy w moim pokoju. To, ze skaczą to pół biedy (Melka straciła tam kawałek kła podczas tych ewolucji), ale one też jakoś plują podczas tych skoków. No i lustra mam udyźdane na dziwnych wysokościach...No bo przecież nie ja robię te ślady...no chyba nie ja, w każdym razie nie pamiętam. Obie tez lubią spać w ekstremalnych warunkach, czyli na mnie...No ekstremalnych, bo nie kontruję swoich odruchów przez sen i nieraz lecą jak z katapulty ...Kultywują swoje zwyczaje śmietnikowe i polują ciągle na różne dziwne przedmioty...Dziwne, bo np. podarta skarpetka (czyściutka) niegwałtka ich nie interesuje, bo podstawiona pod nos...Prawdziwą wartość ma ta upolowana i wyciągnięta z mojej szuflady na bieliznę... Albo sznurek do wiązania worka na śmieci...zdążyłam złapać za koniec tego sznurka i Fraucia uciekając odwinęła się niejako z niego. Było go ponad metr...w kocinym żołądku... Ale nie pozwolę nigdy nikomu powiedzieć, ze koty nie potrafią okazywać uczuć...potrafią i robią to na wiele sposobów...Szturchają mnie łebkiem (Fraucia) domagając się głasiania, układają się na mojej klatce z piersiami patrząc miłośnie w oczy (Melka), mają też napady kociej melancholii (Fraucia) siedząc w okolicach drzwi balkonowych i rzewnie pojękują (nie chodzi o wypuszczenie na balkon)...po zamknięciu balkonu zabawa zaczyna się na nowo.. Eeeech...okazują uczucia lepiej niż niektórzy przedstawiciele ludzkiego gatunku...
A Fraucia tęskni za starym Młodym, który hula na tzw. parapecie gdzieś po czeskich stokach. Siedzi trochę pod drzwiami wejściowymi, trochę próbuje wedrzeć się do pokoju starego Młodego (celny skok na klamkę), bezskutecznie, bo drzwi profilaktycznie zamknięte na klucz.
A obie nie ustają w matrixowaych atakach na lustrzane drzwi do szafy w moim pokoju. To, ze skaczą to pół biedy (Melka straciła tam kawałek kła podczas tych ewolucji), ale one też jakoś plują podczas tych skoków. No i lustra mam udyźdane na dziwnych wysokościach...No bo przecież nie ja robię te ślady...no chyba nie ja, w każdym razie nie pamiętam. Obie tez lubią spać w ekstremalnych warunkach, czyli na mnie...No ekstremalnych, bo nie kontruję swoich odruchów przez sen i nieraz lecą jak z katapulty ...Kultywują swoje zwyczaje śmietnikowe i polują ciągle na różne dziwne przedmioty...Dziwne, bo np. podarta skarpetka (czyściutka) niegwałtka ich nie interesuje, bo podstawiona pod nos...Prawdziwą wartość ma ta upolowana i wyciągnięta z mojej szuflady na bieliznę... Albo sznurek do wiązania worka na śmieci...zdążyłam złapać za koniec tego sznurka i Fraucia uciekając odwinęła się niejako z niego. Było go ponad metr...w kocinym żołądku... Ale nie pozwolę nigdy nikomu powiedzieć, ze koty nie potrafią okazywać uczuć...potrafią i robią to na wiele sposobów...Szturchają mnie łebkiem (Fraucia) domagając się głasiania, układają się na mojej klatce z piersiami patrząc miłośnie w oczy (Melka), mają też napady kociej melancholii (Fraucia) siedząc w okolicach drzwi balkonowych i rzewnie pojękują (nie chodzi o wypuszczenie na balkon)...po zamknięciu balkonu zabawa zaczyna się na nowo.. Eeeech...okazują uczucia lepiej niż niektórzy przedstawiciele ludzkiego gatunku...


2 Comments:
boszesz Aniu dzięki Tobie zrozumialam w końcu co moja Klementa robi w wannie :)
By
Anonimowy, at 7:42 PM
niezbadane są meandry kociego umysłu...:-)
By
Anna Czarodziejka, at 10:29 AM
Prześlij komentarz
<< Home