A życie towarzyskie czasem kwitnie w warsztacie....
Jak zajadę do warsztatu to wszyscy faceci są tacy grzeczni... boją sie czy co? A może to mój breloczek na lusterku im się podoba...
posted by WERLubimy bardzo spotykać się Dorotką na plociu-plociu częstokroć połączone z konsumpcją jakichś wysokokalorycznych produktów. W ten sposób zaspakajamy potrzeby i ciała i ducha. Jednakże i ja i ona (a zwłaszcza ona) w zawirowaniach dnia codziennego roboczego i (i nie tylko) nie bardzo mamy na to czas. Staramy się za to uprawiać trudną sztukę epistolograficzną, więc +- wiemy, co się u nas dzieje. Ostatnio napisała mi w mailu, że musi ze szwankującym autkiem marki toyota corolla udać się do warsztatu samochodowego, bo rzeczone autko wykazuje nader niepokojące objawy. A trzeba Wam wiedzieć, że jako posiadaczki samochodu marki toyota korzystamy z tego samego salonu-warszatu. Jak usłyszałam komunikat o konieczności odwiedzin tegoż miejsca pomyślałam, że dobrze byłoby sprawdzić, co tak u mnie piszczy i piszczy w samochodzie (który wszak na gwarancji jest). W dodatku salon mam po drodze do domu z pracy. Już jadąc w kierunku domu upewniłam się, że Dorotka w warsztacie przebywa i zapowiedziałam się z wizytą towarzyską. Panowie w salonie ucieszyli się na mój widok (w końcu regularnie co jakiś czas dostarczam im zajęć) i wzięli pod opiekę piszczące autko. Okazało się , że oprócz Dorotki był tez jej mąż, jako, że nie wiadomo było, jak potoczą się losy nadpsutej korolki Doroty i czy będzie mogła nią do domu wrócić. Mogłyśmy więc w spokoju sumienia przystąpić do wymiany bieżących i mniej bieżących informacji. W międzyczasie pojawił się pan mechanik i zakomunikował, że w korolce kod czegoś tam nie przekazuje i że lambda do wymiany jest czy jakoś tak. Na hasło [kot] – uwaga, brzmienie fonetyczne; uznałyśmy, że chodzi o mój samochód i o zwierzę, które może piszczeć....Ale u mnie piszczały tylko jakieś uszczelki umiejscowione w dziwnym miejscu, którego już nawet nie pamiętam. Dorotka wyraziła zgodę na wymianę lambdy, bo ona ...ta lambda, mimo, ze tak wdzięczną nazwę posiada to kosztuje , ze ohohoho... No ale potem mogłyśmy się oddać konwersacji nie pomijając przy okazji męża Dorotki. Czasu miałyśmy sporo i po raz pierwszy mogłyśmy spokojnie oplotkować wszystko i wszystkich. Nawet pojawiła się możliwość konsumpcji, jako , że Dorotkowy mąż rycersko zafundował nam posiłek, skoro i tak była marna szansa dotrzeć do domu na kolację. No i proszę okazało się, że jak ktoś lubi spotkania towarzyskie, to ani miejsce, ani powód spotkania nie jest taki istotny, jak sama możliwość pogadania. Tak więc jak w tytule...Można uprawiać życie towarzyskie nad wyraz przyjemne nawet w warsztacie samochodowym. O czym z przyjemnością informuję.

