
Pracuję już w nowym biurze. Jest całkiem fajnie, dużo miejsca mam (pokój prawie dla siebie), dużo przestrzeni, bo pokój w połowie składa się z samych okiem. Wprawdzie żaluzji jeszcze brak, więc w słoneczny dzień muszę eksponować na parapecie od swojej lewej strony obraz pt "zdarzenie na pomarańczowym tle" (cokolwiek to oznacza - mozna przeanalizować zdjęcie powyżej), ale i tak jestem pełna zachwytu. Jest nawet już całkiem ciepło (po początkowej fazie zdecydowanego schładzania- wtedy to szczękając zębami wmawiałam sobie, że generałowa Zajączkowa celowo trzymała się w chłodzie, aby dłużej młodość zachować...wolę żeby mi było ciepło kosztem nie zachowania młodości!!!!!)i w sumie jestem zadowolona, tylko....no właśnie, jest pewne "tylko": drzwi wszędzie działają na karty chipowe...które zasadniczo nosi się na szyi. Tzn., żeby sprecyzować: drzwi od środka otwierają się na przycisk, z odwrotnej strony kartę trzeba mieć... Pierwsze skojarzenie mam z krowami...i dzwonkami na szyi, ale pewnie przesadzam...
W ostatni dzień roku, kiedy to całe biuro sobie poszło świętować (a ja czekałam, aż młody Młody skończy, co by go zabrać do domu- gwoli wyjaśnienia Młody pracuje jakieś 5km dalej od naszego miejsca zamieszkania- jednakowoż poniekąd w pobliżu mojej pracy...) szykując się do wyjścia (kartę z szyi zdejm, paltocik włóż, kartę na szyję włóż!) a będąc w fazie między "kartę z szyi zdejm" a "paltocik włóż" bezmyślnie dosyć postanowiłam się wybrać do toalety ....mając po drodze do pokonania dwie pary drzwi. I poszłam. I w momencie powrotu odkryłam brak dzwonka...tfu! brak katy na szyi. Wokół pusto...nikogusieńko. Ale przechodząc obok kuchni zarejestrowałam obecność pani sprzątającej. Więc licząc na jej dobry słuch załomotałam w szklane drzwi (pierwsze z dwóch). Bezskutecznie, kuchnia znacznie oddaloną jest od tychże drzwi...Na szczęście są jeszcze drzwi na klatkę schodową, tuż przy kuchni, ale nie szklane. Załomotałam w te drzwi i kurcgalopkiem wyrwałam w stronę szklanych, żeby mogła mnie sobie obejrzeć, jak już usłyszy....Uffff, misja zakończyła się sukcesem, przeganiając sprzed moich oczu wizję spędzenia nowego roku w korytarzach nowego biurowca...(komórki przy sobie nie miałam). Od tamtej pory macam się w okolicach zwisu karty, kiedy tylko przechodzę przez drzwi w biurze...