Cały czas miałam nadzieję, że jak juz sobie postawiam wszystko w nowej pracy, to będę miała więcej czasu....a tu chała! Ciągle brak mi czasu, a do komputera nie chce mi się zaglądać ( w celach innych niż pracowe). Ale ponieważ spotkałam ostatnio KatMajkę, która zarzuciła mi lenistwo (w zakresie blogopisania), no może nie lenistwo, ale wyrzut taki miała w oku, no i powiedziała mi, że ona zagląda regularnie do mojego bloga, a tam ciągle ciotki...i 1 listopada.
No to mi głupio i nadrabiam. Najpierw może streszczenie ostatnich wydarzeń.
Nowa praca absorbująca bardzo i wysyłająca do Francji. I bardzo dobrze, acz trasa wyjazdowa przedziwna bardzo. Jakoś juz tak się zwyczajowo utarło, że się lata do Francji przez Kraków i Frankfurt. Może to i tanio ale i męcząco bardzo. Dużo czasu spędzamy w podróżach: pociągowych i samochodowych. Nocujemy w tanich hotelach (rozumiem francuskiego pracodawcę- zazwyczaj jest nas co najmniej czworo, w porywach do 6 osób- a hotele drogie). Nocujemy zazwyczaj w hotelach marki Etap Hotel. Pokoje w tychże hotelach zwane są przeze mnie (a nazwa się przyjęła i u moich francuskich kolegów) kurnikami z powodu górnego łóżka uplasowanego w charakterze grzędy nad podwójnym łożem na dole.

Prysznic i wc typu batyskaf (czyli całkowicie i jednoelementowo z plastiku) a umywalka w narożniku pokoju/kurnika. Miejsca tyle, co kot napłakał, a pilot do telewizora stanowi ekspozycję stałą ze ścianką dzielącą podwójne łoże od umywalki (proszę się przyjrzeć - widoczny po lewej stronie zdjęcia). Ale nie marudzę...bo czasem mamy bardzo mało czasu na sen...na jedzenie też niewiele, zwłaszcza, że hotelowe śniadania (zwane petit dejeuner- małe śniadanko) są naprawdę bardzo małe.
Ale za to wrażeń sporo no i jest szansa zwiedzić niezły kawałek Francji. Do tej pory byliśmy nad morzem, w Alpach, w Grenoble, Lyonie, Metzu i innych miejscach, których nazw już nawet nie pamiętam. Ostatnia podróż (tym razem zaledwie trzydniowa) przyniosła pewne zmiany. Zazwyczaj przed podróżą dostajemy wytyczne drogą mailową: rezerwację lotów, hoteli, trasy przejazdów itd. Tym razem dostaliśmy informację, że na lotnisku we Frankfurcie mamy sobie wypożyczyć furgonik (byliśmy w 6 osób) i furgonikiem ma powozić niejaka Anna. Bardzo mnie to zastanowiło, bo znam już cały personel naszego biura we Francji i wiem, że żadna Anna tam nie pracuje. Trochę potrwało, zanim dotarło do mnie, że ta Anna to ja. Na szczęście dla mnie znalazł się zmiennik, który mnie wsparł dosyć intensywnie w powożeniu tym pojazdem. Który to pojazd typu mercedes ma hamulec ręczny wciskany nogą, a w dodatku w miejscu, gdzie się go zupełnie nie spodziewałam...Ma tez 6 biegów, co też mnie zadziwiło...człowiek całe życie się uczy i jeszcze podobno głupi umiera.
Udało nam się zrobić gdzieś tak około 1.000 km tym srebrnym cudeńkiem. Przez dwa dni. I powiem tylko tyle, że bardzo trzeba pilnować drogi, bo ciężko jest zawrócić jak się źle pojedzie.
No to tyle o podróżach. No może jeszcze dodam, że dane mi było skosztować zupy z małży i przystawki z żabich udek no i było pysznie :-) Jednak do syfudów (czyli owoców morza) nie dałam się przekonać. Poza tym powiem tylko tyle, że cholernie drogo w tej Francji. Wbrew oficjalnemu przelicznikowi 1€ = 3, 8 PLN, w większości można sobie spokojnie przeliczać jeden do jednego, więc może nie śpieszmy się tak do wprowadzenia tej waluty w Polsce....
Za to w Polsce...mogłam poczuć się jak w Polsce :-) Zadzwoniłam z Dworca Wschodniego (bo bliżej do mnie i korki zdecydowanie mniejsze) po taksówkę i się okazało, że nie ma chętnych...No to wzięłam i pojechałam autobusem. W piątek późnym popołudniem nie ma żadnej różnicy (jeśli chodzi o czas) w jeździe autobusem i samochodem:-)
Ostatnio tez miałam bliskie spotkanie z naszą kochaną policją. Jechałam sobie mostem Gdańskim, jak zwykle w sznurku innych samochodów. A na pasie obok jechał samochód policyjny. Który zaczał coś do mnie mówić ludzkim głosem. No to się obmacałam, czy pas mam zapięty, a potem, czy światła mam włączone...Ale samochód ciągle mówił. No to otworzyłam okno, żeby się dowiedzieć, ze na moście prędkość dozwolona wynosi 50 km/h. Ja to wiem.....chyba, ale dlaczego ja zostałam wyróżniona tym przesłaniem, do dziś nie wiem:-)
A teraz można sobie zanucić pod nosem...że coraz bliżej święta...tylko śniegu brak. Ale za to lodowisko otworzyli, to chyba będę miała o czym napisać w najbliższym czasie.