Jaśmin i rura
Teraz czas biegnie mi jakby szybciej. Oprócz pracy, która wypełniała większą część mojego życia, pojawił się Ktoś, kto ma wyłączność na mój czas wolny. No nie cały, obydwoje mamy przecież jakieś swoje obowiązki i takie tam... I dzięki temu Ktosiowi (no i tak wiadomo, że chodzi o Bohuna) nawet udaje mi się podkręcić tempo pracy i wychodzić z niej nie później niż po 9 godzinach. Los ciągle krzyżuje nasze plany, ale tych planów jest tyle, ze nikły procent może iść na straty :-)
Ostatnio chcieliśmy pojeździć rowerami w niedzielę, ale silny wiatr spowodował zmianę planów....i wyszedł z tego spacer w okolicach (leśnych) Zalewu Zegrzyńskiego...a jak las, to znowu udało nam się zabłądzić, a potem odnaleźć.. i jeden taki (miał dziwny mundur i się nie przedstawił i siedział w polonezie) zgonił nas z torów (takie pojedyncze, raczej rzadko używane) mówiąc , że nie wolno chodzić po torach....Dyskusji nie podejmowaliśmy, bo miał przy pasku bronię i trudno było ocenić, czy ta bronia, to ostra bronia, czy wprost przeciwnie...
No i jeszcze troszkę nas pokropiło i widzieliśmy mnóstwo konwalii w naturze i nad Zalewem wytargał nas wiatr i było naprawdę ....
Ale miało być o Jaśminie....Jasminum...cudny firm J.J.Kolskiego o zapachach i miłości, albo na odwrót - upierać się nie będę... Cudny, uroczy i klimatyczny...i momentami naprawdę śmieszny. W każdym razie cieszę się okrutnie, że mogłam go obejrzeć w towarzystwie inicjatora tego wyjścia do kina, czyli wiadomo, że Bohuna :-) Bohun? Bohun! Co się dziwisz??? To parafraza powiedzonka narratorki filmu, małej Gieni. Świetna rola...rozczulająca.
No dobrze, a teraz przejdźmy do tytułowej rury...Rura związana jest z kolejnym pomysłem Bohuna (a przyznać muszę uczciwie, że ma same świetne pomysły) czyli z wyjściem na basen, który oprócz torów pływackich i paru sztuk jacuzzi zaposiada także rurę do zjeżdżania... Się człowiek wdrapuje na 10 piętro (albo 15- to było okropnie wysoko), siada sobie na własnym tyłku, u wlotu rury i kładzie się na plecach i wiuuuuuu zjeżdża w dół....W dodatku prawie w kompletnych ciemnościach...albo przy błyskach jakichś, od których pewnie epilepsji można dostać. A potem pokazuje się prześwit światła dziennego i jak już stres opada, że już wszystko widać, to znowu się wpada w czerń i w dodatku na końcu pyskiem w wodę...To było straszne przeżycie i ja tu oświadczam niniejszym, że wolę jacuzzi. A rury nie są moim ulubionym miejscem...
Ten sposób podnoszenia adrenaliny we krwi nie odpowiada mi zupełnie. Bohun ma odmienne zdanie na temat tej podłej rury, ale niech je sam wypowie!











