czarodziejka i ....

niedziela, kwietnia 26, 2009

tadam...czyli rozpoczęcie sezonu rowerowego

Piękna nam pogoda nastała, to postanowiłam rower troszkę przewietrzyć. I przypomnieć sobie jak świat wygląda z siodełka roweru. Dziś, jak na inaugurację sezonu, łatwo nie było. Bo mocno dość wiało. Ale tylko w jedną stronę. Na szczęście "tam". "Z powrotem" było dużo przyjemniej. Udało mi się dojechać do Pól Mokotowskich, ale z powodu Dnia Ziemi tłoczność była ponadnormatywna, to wróciłam. Bilans? 48 kilometrów, z czego jakaś połowa pod wiatr, jedna multiwitamina i dwa powerade'y, a poza tym wiosna w pełnym rozkwicie. No i coś tam po drodze pstryknęłam. Ot tak, jakby znienacka, bo telefonem. Ale i tak widać, że Warszawa kwietniowa piękna jest. I tyle gadania, zapraszam do oglądania:-) a to znane zwierzęta występujące w Warszawie...często się po nich chodzi a to widok z prawej strony Wisły na dalszą prawą stronę Wisły zieloność świeżo zrobiona widok z mostu Świętokrzyskiego

niusy...

Jakoś tak dochodzą do mnie pytania raczej nieśmiałe, czemu nic nowego w blogu się nie pokazuje? Ano jakoś tak jestem zawieszona między niebem a ziemią i to z paru powodów. Jednym jest chwilowy brak ziemi pod stopami, czyli nowy zawód i konieczność opanowania wiele wielu nowych umiejętności i nowe miejsce do mieszkania. Te inne powody pozwolę sobie przemilczeć, ale daleko przyjemniejsze są od tych już wymienionych:-) Miejmy nadzieję, ze osiągnę już wkrótce stan, w którym twardo stać będę na ziemi, ale z głową w chmurach. Praca i przeorganizowywanie sobie życia nie absorbuje mnie aż tak, żebym nie korzystała z życia po staremu: czasem podglądam co dzieje się w Kampinosie, czasem na Starówce, czasem leniuchuję, przyjmuję gości ze Śląska (tu pomacham do mojego niegdyś zagipsowanego kuzyna i jego narzeczonej) a czasem się ukulturalniam. Wczoraj np. była grana filharmonia dowcipu. Rozpisywać się nie będę, bo jak ktoś zna temat, to wie o co chodzi, a jak nie zna, to go sobie wygugla. Ale powiem tylko, ze były to 3 godziny uśmiechu i śmiechu. A tak przy okazji, to moi śląscy goście ślubują w październiku i była to wizyta zaproszeniowa. Było fajnie i fajnie no i wina i piwa nie brakowało oraz innych trunków takoż. Jednym słowem: życie toczy się nadal. I cieszę się bardzo, że to jest dobre życie.