czarodziejka i ....

czwartek, marca 31, 2005

Fotonarty





posted by WER tak naprawdę to te foty powinny pojawic się w treści bloga narcianego, ale niech tam....Ta wyżej to nasz ulubiony szczyt szczytów, gdzie spotykalismy się w knajpce w samo południe (tam tez poległy w smietniku moje okulary przeciwsłoneczne:-(), a ta pod spodem, to akcja niemieckiej polizei i próba namówienia nas na wyjazd na arty do Austrii np (po co ta Francja???)

środa, marca 30, 2005

moja e-story • VIII •

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 16:03 Do: On Temat: zaufanie

Rozumiem i ufam, ale czasami emocje biorą górę no i przestajesz myśleć. A rozwijając temat powiem Ci, że zawsze traktuję ludzi, jak chcę, żeby mnie traktowano. Wiąże się też z tym zaufanie. Wiesz co? Nawet wrogowi nie potrafiłabym zrobić krzywdy, tzn. mogę zerwać z kimś kontakty, ale nigdy nikogo nie zawiodłam. A moje obawy wynikają z tego, że rzeczywiście nie znam wielu osób, którym mogłabym w pełni zaufać, a boję się zostać odtrącona czy zraniona. – do widzenia – (bardzo mi się podoba) – do widzenia. ms. PS. A dałbyś poprowadzić mi samochód (jak będziemy jechać razem)? ms

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 08:01 Do: Ona Temat: RE: zaufanie

Wiesz co? To jest naprawdę niesamowite! Korciło mnie, żeby Ci wczoraj zadać to samo pytanie (odp. dałbym) – kw

No dobrze, znowu jakaś para emalii idąca równolegle…więc wkładam tu ten drugi watek:

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 17:20 Do: On Temat: KORA

Wracam znów do tematów muzycznych. Czy pamiętasz jeszcze albumy Różę i Łóżko Maanamu? Właściwie mogłabym już nic nie dodawać, tam jest wszystko, co kobieta chciałaby powiedzieć Mężczyźnie. ms

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 07:53 Do: Ona Temat: RE: KORA

Ależ oczywiście! Róża to (wg mnie) najpiękniejsza i najdojrzalsza tekstowo płyta Maanamu. Łóżko to w pewnym sensie jej kontynuacja – myślę, ze pytasz w związku z niedzielnym koncertem (min oczywiście) – oglądałem, muzyka jest bardzo ważna w moim życiu – stanowi panaceum na wszystkie moje psychiczne dolegliwości. kw.

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 08:55 Do: On Temat: RE: zaufanie

To było bardzo miłe, „weszłam” w pocztę i od razu dwie wiadomości od Ciebie. Odłożyłam na bok odpowiedzi, bo chciałam wysłać Ci to, o czym myślałam, ale teraz wracam już do tematu. Co do samochodu i innych dóbr doczesnych, mam do Ciebie pełne zaufanie i na pewno nie miałabym żadnych oporów, żeby Cię dopuścić (do samochodu oczywiście). Jeszcze raz: jestem „dawaczem”, a „dawacze” to taki gatunek ludzi, który woli dawać niż brać i jeszcze na dokładkę czerpie z tego przyjemność. Chciałabym Cię jednak podpytać, jeżeli nie chcesz, nie odpowiadaj, piszesz jak ktoś, kogo nie raz i nie dwa ktoś bardzo zawiódł….? ms

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 09:07 Do: Ona Temat: RE: zaufanie

A po co ten nawias – jak kubeł zimnej wody- trochę się przejąłem (choć się nie pytał już dostał odpowiedź) w końcu m.in. też jestem samcem. kw

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 09:08 Do: Ona Temat: RE: KORA

Nie, koncertu nie oglądałam, akurat w ten weekend nie mogłam się na niczym skupić, próbowałam sobie wszystko poukładać w głowie i nie mogłam się skupić na oglądaniu czegokolwiek, słuchałam po prostu mojej ukochanej muzyki. Sama zauważyłam, że jest to dobry sposób na wejście do zupełnie innego świata, a jeszcze jak masz słuchawki na uszach, to już w ogóle można się od wszystkiego odciąć. Mam dwie drogi ucieczki od życia: muzyka i sen, zwłaszcza dobra muzyka jest w stanie oderwać mnie od rzeczywistości. Cały czas myślę o tym , jak pięknie zareagowałeś na to, co Ci wyznałam. Jesteś wspaniałym, delikatnym i wrażliwym facetem, cierpliwym i poukładanym, ale powiedziałabym nieprawdę, gdybym stwierdziła, ze to właśnie mnie w Tobie pociąga. Najbardziej cieszy mnie to, ze po prostu jesteś…..ms.

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 09:18 Do: On Temat: RE: zaufanie

Ojej, ojej, ojej, a może byś poczytał między wierszami i następne zdanie o dawaniu, co???? A poza tym sprytnie uciekasz od zadanego pytania, ale OK., jestem nadążna i cierpliwa, nie muszę znać odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Kumata baba.

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 11:43 Do: Ona Temat: RE: zaufanie

No dobra – ale to chyba dobrze, ze się przejmuję – prawda? Trochę tu mnie nie było – tłumaczę się – ale nie mów, że sprytnie uciekam (spryt to tutaj brzydkie słowo – nie odpowiadaj na to, wiem, ze doskonale to rozumiesz). Po prostu czasem robię coś, co można nazwać – „przemyśliwaniem odpowiedzi” . tak, masz rację, jestem czymś dociążony – ale przecież jest czytelne i doskonale to czujesz- ale nie na tę formę przekazu. Nie mam zaufania co do tajności przekazu netowego – dlatego są sprawy tylko na przekaz osobisty. kw

No zdecydowanie było to wielowątkowe gadanie. I żeby już nic nie przestawiać, kolejny watek włożę osobno:

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 09:59 Do: On Temat: spotkanie

Wymyśliłeś coś? (staram się, ale trudno w tej jednej sprawie zachować cierpliwość………..) ms

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 11:52 Do: Ona Temat: RE: spotkanie

Nie wszystko mówię, a przynajmniej nie od razu, ale zawsze mam jakąś koncepcję- ale jest tutaj zbyt dużo pytań i potrzebnych odpowiedzi i wydaje mi się, że w tym przypadku w celu nakreślenia ogólnych możliwości i wizji bez telefonu się nie obejdzie. Później hasła do wykonania i odpowiednie szczegóły co do realizacji można już pocztą. To dobrze, że jesteś „dawacz” – mam nadzieję – że mówisz o swoich preferencjach wewnętrznych prawda? Jeśli tak to pasuje – bo ja – niestety jestem chyba bardziej bracz (ale częściowo dawacz też- nie załamuj się) czekam kw.

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 12:05 Do: On Temat: RE: spotkanie

Dlaczego niestety? Z tym dawaniem i braniem to jak z plusem i minusem, tzn. po to, żeby ktoś mógł dać ktoś inny powinien brać, więc się świetnie składa. O jakich preferencjach mówię, sam dobrze wiesz, zresztą nie każdy zasługuje na to, żeby coś ode mnie dostać. Cholera, telefon mnie przeraża, czasami myślę, że gdyby nie emalia, nigdy byś się tego wszystkiego ode mnie nie dowiedział, ale oczywiście cel uświęca środki – zadzwonię, powiedz tylko kiedy. ms

Od : On Wysłano: 18 kwietnia 12:52 Do: Ona Temat: RE: spotkanie

„Niestety” to było do mnie – jakby akt autozarzutu, co do plusa i minusa – napisałem „to dobrze”. Telefon na razie odpada mam swoja linię walniętą – więc na razie nic się nie bój. Skoro jest ciepło i dobrze, to Ci powiem jak swojemu (rodzaj męski jest tu celowy – pomyśl dlaczego?), że wysłaliśmy Wam kartkę świąteczną – uznałem w swej „Mądrości”, że po Twoich u nas odwiedzinach będzie to naturalne i dobre – napisz, że przytakujesz – (telefon się „urodzi” – nie uciekam z tematu!!) kw.

Od : Ona Wysłano: 18 kwietnia 13:09 Do: On Temat: ciepło i dobrze…

Te kropeczki w temacie oznaczają, że się rozmarzyłam…No to znowu równocześnie (myślę o życzeniach) pomyśleliśmy o tym samym i już gadałam z Adamem, że skoro ostatnio byłam Waszym gościem, to wypadałoby…ale tok rozumowania podobny. Za pół godziny wyskakuję do lekarza, ale jeszcze wracam, pisz spokojnie, żebym mogła odpisać Ci na rano. ms

To jeszcze nie koniec korespondencji z 18 kwietnia, ale cdn. No i tradycyjnie już dodam, ze wszelkie podobieństwo itd., itd., itd……

blog narciany

No cóż, Tak wciągnęła mnie moja e:story, ze nie piszę nic o tym, co się właściwie u mnie dzieje. A działo się, bo przez 8 dni byłam w podróży i we Francji na nartach. No tak...oczywiście zaczęłam pechowo, bo nie wzięłam kijków do nart (a na co komu kijki? Prawda?) W zasadzie, to ponieważ jestem samoukiem, to te kijki mi tylko przeszkadzały, więc może to podświadomość zadziałała? Ale poprosiłam o pomoc kolegę, który następnego dnia ruszał samolotem i dostał zadanie pobrania kijków ode mnie z domu. W ten sposób problem udało mi się załatwić niemal od ręki. Potem już tylko 34 godziny jazdy autokarem (a mnie wydawało się , że 26 godzin 2 lata temu do Val Thorens to było dużo!) i znaleźliśmy się we Francji. Nie obyło się bez przygód (bez nich życie byłoby naprawdę mdłe) a to dzięki niemieckiej policji drogowej, której nie spodobał się nasz 15 letni autokar. Z ręką na sercu mogę potwierdzić, że najzwyczajniej w świecie się czepiali (dodali nam ze 3 godziny podróży), najpierw sprawdzając przez godzinę paszporty, a potem (no bo nie dało się równolegle) stan techniczny naszego wehikułu. Było i czołganie się pod autokarem w wykonaniu niemieckiego speca od diagnostyki i sprawdzanie na stanowisku w stacji diagnostycznej. Po raz kolejny udało im się dokopać Polaczkom, którzy nie wiadomo czemu pchali się na narty do Francji zamiast do Austrii.... Oczywiście wszystko było OK, ale chyba wygląd naszego autokaru spowodował, że przetrzymano nas na granicy ze Szwajcarią, ale potem już było z górki (i to nadspodziewanie często). Do wyjazdu na narty byliśmy rzetelnie przygotowani, bo oprócz nart i kijków (hihihihihi) zaopatrzeni byliśmy także w zapasy jedzenia na 6 dni. Zamieszkałam w pomieszczeniu 5-osobowym w apartamentowcu, który śmiało można było nazwać psychodelicznym ze względu na korytarze, które były pochyłe, a także, na system wind zaczynających i kończących się w dziwnych miejscach (żeby dotrzeć do naszego apartamentu 1497 musieliśmy jechać 2 windami i pokonać pod górę 2 korytarze), już nie będę wspominała o tym, że numery apartamentów dublowały się, bo w zasadzie były to dwa połączone apartamentowce, ale nikt nie wiedział, gdzie się kończą a gdzie zaczynają. Sam apartament (no szumne słowo, ale chyba w języku polskim nie ma odpowiedniego określenia) składał się z dwóch pomieszczeń, gdzie można było spać i z łazienkoubikaji wetkniętej niejako pośrodku, zbudowanej z jednego plastikowego elementu, a zwanej przez nas batyskafem. Pogoda nas dopieściła, już na terenie Niemiec przywitało nas lato...więc kiedy policja niemiecka opóźniała naszą podróż my zalegaliśmy na ławeczkach i grzaliśmy się w słońcu (krótki rękawek! Naprawdę). Alpy, oprócz tego, że powitały nas śniegiem, powitały nas również słoneczną pogodą i myślę, że było to ok 20 stopni, bo rozbierało nas znowu do krótkiego rękawka (niektórzy tak jeździli, ja się nie odważyłam ze względu na swoją upadkowość). Było po prostu cudnie i malinowo. Myślę, że ktoś, kto tam nie był, nie jest w stanie wyobrazić sobie tych wszystkich tras, wyciągów i tysiąca możliwości przemieszczania się z jednego miejsca w drugie. Wyjeździłam się pod korek (codziennie od 10 do 17 z przerwą na spotkanie w knajpie na stoku w środku dnia), po raz pierwszy w życiu skorzystałam z nauk instruktora (goprowiec ze Szczyrku), który udzielił mi wielu cennych wskazówek. Zaczęłam także używać kijków do nart, co w moim przypadku było naprawdę dużym postępem. Dobrze, że Polaków było tam mało, bo instruktor pokrzykiwał za mną „tyłek! tyłek!!!”, co oznaczało oczywiście, że za bardzo go wypinam i powinnam go gdzieś schować (gdzie, to już mi nie powiedział!). Weszło mi to w nawyk, bo jak już jeździłam po lekcji sama, to też się instruowałam : Tyłek! Tyłek! pochyl się do przodu, kolana do stoku i takie tam. Więc podsumowując : teorię i praktykę mam już zaliczoną i jestem pewna, że na następnym wyjeździe będę sobie śmigała jak stara, tylko coś muszę najpierw z tyłkiem zrobić:-) Pobyt minął nam w tempie ekspressowym, jeszcze tylko zaliczyliśmy po drodze (to już tradycja) imprezkę w knajpie na stoku (na wys. 2000 m) a mieszkaliśmy na 1800 m. No nie powiem, było śmiesznie, bo zawsze jest śmiesznie, jak grupa nawalonych narciarzy po ciemku wraca do swojego miejsca zamieszkania...ale tak się akurat złożyło, że knajpa leżała przy mojej ulubionej trasie, którą wracałam do domu. Mogłam ją zrobić i po ciemku i z zamkniętymi oczami, ale oczy na wszelki wypadek miałam otwarte. Na wszelki też wypadek przemieszczałam się pługiem, bo tak było i wygodniej i stabilniej. Wróciłam do pokoju 15 minut przed swoimi współspaczami, którzy wybitnie przewyższali mnie umiejętnościami narciarskimi, ale trasy nie znali. No i jakoś tak nam przeleciało migiem i już trzeba było wracać. Tym razem udało się nam to zrobić w 30 godzin, co było wyczynem nie lada, biorąc pod uwagę mgłę, która zalegała od Niemiec aż po Polskę. A potem to już była Niedziela Wielkanocna i na drogach pustki, więc spokojnie dotarliśmy do Warszawy. Mam dwa siniaki i opaloną paszczę a także umiejętności narciane wsparte autorytetem specjalisty, więc wyjazd mogę uznać za w pełni udany :-)

wtorek, marca 29, 2005

moja e-story • VII •

Od : Ona Wysłano: 14 kwietnia 15:49 Do: On Temat: jeszcze jedna piątkowa emalia

Zgodnie z życzeniem (mam czas i ochotę, albo odwrotnie ochotę i czas) piszę. Przyzwyczaiłam się do rozmów emaliowych i teraz nie mogę doczekać się poniedziałku. Za to w ramach rekompensaty weszłam w swoje foldery osobiste i przeczytałam całą nasza korespondencję od samego początku do ostatniej emalii- jestem pod wrażeniem….I want it all !!! ms

Od: On Wysłano: 17 kwietnia 2000 12:46 Do: Ona Temat: Koncert i nie tylko

Wszystko OK., doszło – przeczytałem już w niedzielę. Myślę, że oboje dojrzewamy do spotkania, a przynajmniej mamy gdzieś to w głowach. Fajne było to co napisałaś. Wiesz – ja też pierwsze co robię to włączam komputer i grzebię w poczcie. Lubisz The Cure? Uważam, że wszystko jest do załatwienia i zorganizowania. Chyba przydałby się już kontakt telefoniczny. W tej chwili mam niesprawny telefon (7282926) – fizole mają do mnie przyjść w środę. Trochę skaczę z tematu na temat, ale cały czas jestem pod wrażeniem. Jak wlazłem w te mury w niedzielę to pierwsze co pomyślałem to: co ja tutaj robię? Czuję się teraz wyluzowany i niesamowicie odjechany. Lubisz The Cure? Wyjechałem o 4.00 w piątek, o 9 byliśmy w Tuszynie, ciuchy katowaliśmy do 14, o 16 zostawiłem baby szalejące po sklepach a ja poleciałem na koncert. Byłaś w Łodzi? – przyznam się, że była to dla mnie biała plama – bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie Piotrkowska – byłem zachwycony. Byłem pod Hotelem Grand, gdzie mieszkali chłopaki z the Cure- mnóstwo fanów czekających na ich wyjście- najcudowniejsze było to, że wszyscy bez względu na wiek byli na czarno ze stojącymi włosami, niektórzy (i dziewczyny i chłopaki) z jaskrawym curowym makijażem, te kolory królowały oczywiście na samym koncercie. Koncert zaczął się o 19.20 i trwał do 22.20, repertuar złożony był z tych psychodelicznych kawałków, mniej było lżejszych- w sumie jestem zadowolony z repertuaru- do pełni szczęścia zabrakło mi tylko „close to me” i niestety „Friday…” Lubisz The Cure? Jeżeli chodzi o nagłośnienie, grę świateł i poziom gry, to była zupełna perfekcja- słuchałem do 6 rano trójki (która w ten sposób odkryłem na nowo) była jednym wielkim Kiurem – wszyscy byli zachwyceni brzmieniem i czasem trwania. Byłem praktycznie pod samą sceną (po pierwszych kawałkach zrezygnowałem ze swojego miejsca i pognałem na płytę – 3-4 metry przed nimi. Lubisz The Cure? Po koncercie musiałem poczekać jeszcze na dziewczyny – poszły do kina na „Zieloną Milę” – trzy godziny – seans się skończył o 23.40. Tak więc Łódź opuściliśmy o północy. W domu byliśmy o 6, jechało się wolno, deszcz, mgły, itd. Jak widzisz 26 godz. Non stop- muszę przyznać, że byłem już naprawdę zmęczony. Może jestem monotematyczny ale jestem pod szczerym wrażeniem. Bardzo podoba mi się tegoroczna płyta „Krew kwiatów” Jest bardzo smutna i psychodeliczna – to lubię. Lubisz The Cure? Znów kw do Ciebie- skrobnij mi coś od Siebie.

No i tu muszę się znowu wtrącić. Pamiętam, że tą emalią akurat byłam rozczarowana. Czemu? Spodziewałam się jakiegoś komentarza do mojej ostatniej emalii…wywaliłam tam w sumie sporo duszy. A tu o ukochanym zespole i muzyce. Dziś rozumiem, że podzielił się ze mną czymś, co było dla niego najważniejsze, ale napisał też o tym, że był to wyjazd rodzinny. Więc kolejne ukłucie przykre i bolesne. Nie chciałam słuchać o Łodzi, nie chciałam o koncercie…Chciałam, żeby coś bardziej osobistego napisał…więc:

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 13:30 Do: On Temat: mieszane uczucia…

Lubię the Cure, myślę, że brzmienie rozpoznaję bezbłędnie (ale to chyba nietrudno?) tzn., jak leci w MTV, a nie wiem co, to myślę, że brzmi „kiurowo” i to jest akurat the Cure. Uwielbiam entuzjastów i prawie czuję ten klimat, kiedy o tym wszystkim piszesz. Łódź troszkę znam, ale wydaje mi się smutnym miastem. Czuję się dziwnie, chyba powiało chłodem…Cos nie tak? Tzn. myślę, że spodziewałam się czegoś bardziej osobistego, a zrobiło się jakoś oficjalnie….krok do tyłu? Boje się trochę rozmowy telefonicznej, emalia łatwiej mi się rozmawia. Weekend miałam fatalny, tzn dwie noce do tyłu, nie mogę spać, z soboty na niedzielę 4 godz., z niedzieli na poniedziałek 5. Całe szczęście, ze Adama nie było w sobotę i niedzielę (jego rodzice się przeprowadzali, trochę pomagał im się urządzić), bo zaczyna mnie przyduszać swoją obecnością. Zaliczyłam znów długi, poranny spacer z sunią w niedzielę (nawet to lubię, nikogo nie ma i można pomyśleć…) Chodzę regularnie na te spacery i co tydzień dzieje się coś nowego. Tym razem zapach, taki kojarzący się z letnimi wyjazdami na kolonie i obozy, zapach chyba dzieciństwa, taki świeży las, mokra łąka i mnóstwo tlenu (do zawrotu głowy). Coraz więcej zieleni i w ogóle ogarnęła mnie tęsknota , żeby gdzieś wyjechać i oderwać się od wszystkich i wszystkiego. Podduszona ms.

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 14:18 Do: On Temat: uczucia…

Ok., moje reakcje wynikają z tego, że nie do końca mogę uwierzyć, ze stało się to, co się stało…no i właśnie strach: a jeżeli to sobie to wszystko wymyśliłam? no dobra, takie to jest gówniarskie, czuję się jak nastolatka, myślę jak dojrzały, doświadczony człowiek i jeszcze gdzieś telepie się cały czas myśl, ze takie rzeczy się nie zdarzają…czyli po prostu co najmniej poczwórne zakręcenie. No dobrze, to było na gorąco, a na chłodno to mam takie spostrzeżenie: po przeczytaniu naszej korespondencji doszłam do wniosku, ze ja piszę naprawdę dużo, Ty krótko, ale za to treściwie, tzn czasem jedno Twoje zdanie niesie ze sobą więcej emocji niż moje pół strony (to o dragu było po prostu….) PS. Wiedziałam, że koncert rozpoczął się później, nagły przypływ doznań prawie fizycznych właśnie koło 19.30. ms.

Od : On Wysłano: 17 kwietnia 14:23 Do: Ona Temat: RE: uczucia…

Teraz jest dobrze – chciałbym się z Tobą spotkać – to jest najbezpieczniejsze, bo nie zostawia niedomówień- a telefon mógłby pozostawić niejasności a tym samym niespokojne noce…- rozwiń ten wielokropek w nawiasie, po dragu – czekam. kw

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 14:36 Do: On Temat: RE: uczucia…

No to nie rozmawiajmy przez telefon, noce mam wystarczająco niespokojne, wymyśl spotkanie, szczegóły dogadamy emaliowo. Zostawmy sobie telefon na wypadek awarii, OK.? …pomyślałam sobie, że bardzo bym chciała….a jednocześnie, że nasze spotkanie przyniesie taki ładunek emocji, że nie wiem, czy wytrzymałabym użycie jakichkolwiek dodatkowych bodźców, no dobrze, powiem to, co próbuję Ci przekazać, jesteś dla mnie najsilniejszym dragiem……..

Od : On Wysłano: 17 kwietnia 14:38 Do: Ona Temat: RE: uczucia…

OK. – lubię Cię – OK. – odezwę się jeszcze, muszę teraz lecieć, czekaj. kw.

Od : On Wysłano: 17 kwietnia 14:54 Do: Ona Temat: Magdalena

Rajcuje mnie to, że masz prawo jazdy i jeździsz samochodem, imponujesz mi tym, że uczysz się angielskiego, ze jesteś taka samodzielna i odważna. Wreszcie to, że jesteś małolatą tam gdzie trzeba a jednocześnie taka mądra- tak taka mądra- na co dzień. Spodobało mi się to, co powiedziałaś ostatnio o dzieciarach – o zaufaniu do nich (kupiłem to). Pomądrzyj się nieraz – lubię to (rozumiesz?!) odezwij się proszę. kw

Od : Ona Wysłano: 17 kwietnia 15:07 Do: On Temat: tlen

No to oddycham, (siedziałam na bezdechu od rana). I tak do mnie mów, nie przejmuj się, ze się czasem denerwuję brakiem odpowiedzi na jakąś konkretna emalię, lubię bardzo jak wracasz do tematu, bo wiem, ze coś do Ciebie trafiło. Powiem Ci jeszcze raz, to, co już kiedyś powiedziałam…jeśli zostawiasz coś bez komentarza, to to mnie niepokoi, wolałabym usłyszeć „nie zgadzam się z Tobą” albo „ja myślę zupełnie inaczej” niż nic. A propos samochodu to : szybka jazda dobrym samochodem jest tak dobra jak słuchanie muzyki na maxa i prawie tak dobra jak ……(jakbyś to skończył?) mądrala

Od : On Wysłano: 17 kwietnia 15:16 Do: Ona Temat: RE: tlen

No to teraz jest dobrze- myślę, ze wiesz, jak bym to skończył. Tak w ogóle to mam w głowie różne pomysły. Powiem Ci coś: w takich „przypadkach” trzeba ufać, bo jak się nie ufa, to można się pociąć. A jeżeli ktoś zawiedzie to jest koniec świata- wiec póki co, to trzeba ufać – przynajmniej w to, że ktoś nie okaże się gnojkiem. Wiec póki co ufajmy, bo inaczej można by oszaleć- rozumiesz?! – do widzenia. kw.

No i jak zwykle cdn, a wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń, o których powyżej jest absolutnie przypadkowe i niezamierzone…

moja e-story • VI •

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 11:51 Do : On Temat : RE: ms, ms, ms…

Znowu mówisz to, o czym ja często myślę i bądź takim dzieciakiem! Nie wiem, czy Ci mówiłam, ale zawsze zastanawiam się, kiedy przyjdzie taki moment, ze zacznę myśleć o sobie jako o osobie poważnej, rozważnej, dojrzałej i dorosłej i jak to będzie wyglądało. Mam tyle lat ile mam, a w środku ciągle jestem dziewczyną i lubię się wygłupiać z chłopakami, opowiadać im świńskie dowcipy i opowiadać, co wyrabiałam, kiedy byłam w ich wieku (na co zawsze Adam reaguje z politowaniem).

Bądź dzieciakiem i broń Boże nie zmieniaj się! „Po prostu bądź” ms

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 12:24 Do : On Temat : co by było….

Ależ ze mnie gadatliwa baba! Usprawiedliwia mnie tylko to, ze chcę się nagadać za dwa dni. Muszę C zadać pewne pytanie: czy próbowałeś sobie wyobrazić nasz kontakt nie emaliowy? (i nie listowy, telefoniczny, telepatyczny)????????? Ciekawa ms.

No i teraz kolejne wyjaśnienie. Pisaliśmy do siebie wysyłając po parę emalii na jeden temat. Muszę więc wrócić do jednego wątku, a właściwie go powtórzyć, żeby powstała jakaś sensowna całość…

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 10:07 Do : On Temat : it’s a kind of magic

Mam ochotę pogadać z rana i dobrze, że jest emalia, bo mogę tę chęć zrealizować. U nas jest wreszcie słonecznie i ciepło, a ja jestem na nogach od wczesnych godzin porannych (musiałam zawieźć Adama do pracy, żeby „wyrwać” samochód) no i następny powód do radości : jeżdżę cały dzień. A jak jeżdżę, to słucham ulubionej muzyki i od razu skojarzenie: właśnie to, co lubię najbardziej (a może właśnie dlatego) kojarzy mi się z Tobą.. To tak, jakbym przez słuchanie muzyki była blisko Ciebie. Zdarza mi się, że słuchając fajnego kawałka myślę, że dobrze byłoby go zatańczyć, lub choćby posłuchać razem. Cieszy mnie też, że ucząc się angielskiego odkrywam po kawałku coraz więcej tekstów queen’owych (stad temat emalii)

Zbliżają się moje urodziny i myślę, że to co mi (Nam) się zdarzyło jest najpiękniejszym prezentem urodzinowym, jaki mogłam dostać , Dziękuję. ms

Od : On Wysłano : 13 kwietnia 2000 10:44 Do : Ona Temat : !!!!!!

Właśnie to dostałem – stad szybkie spostrzeżenie – ale nam się spasowało tematycznie- kw

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 11:11 Do : On Temat : !!!!!!!!!!

Myślę, ze część treści „leci miedzy nami w formie pisanej, a część w zupełnie innej formie. Do tego stopnia, ze szykując się rano do pracy czuje, kiedy odczytujesz poranną pocztę, patrzę na zegarek i jest właśnie 7.30. Albo moment wcześniej wiem, że „wpadnie” jakaś poczta od Ciebie. Ale zdarzało Nam się to i wcześniej….Nie będę o tym pisała, ale chciałabym Ci kiedyś opowiedzieć osobiście, jak radziłam sobie zaraz po rozstaniach z Tobą (wszystko raczej w sferze duchowej). ms.

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 14:52 Do : On Temat : czadowej zabawy !

Dziś jakoś długo chodzą emalie (dostałam Twoje dwie, w okolicach jedenastej) a ponieważ robi się późno życzę Ci odlotowych wrażeń, dobrej zabawy i ogólnie hale a big fun. Przygotuj się na zdanie relacji po powrocie. Do poniedziałku. ms.

Od : On Wysłano : 13 kwietnia 2000 15:30 Do : Ona Temat : The Cure

Przepraszam, cały czas byłem dzisiaj poza maszyną – zastałem dużo różnych treści (ostatnia z czadową zabawą) i jest to miłe. Odpisuję na tym, bo wydało mi się najbardziej cool. Powiem Ci, ze miałaś niesamowitą intuicję z rozpoczęciem….Jestem od dłuższego czasu w parszywym dołku psychicznym, myślę, ze możesz mi się bardzo przydać (wybacz to durne sformułowanie i zrozum je ciepło i właściwie), czy może wręcz jesteś mi potrzebna. Pisz do mnie kiedykolwiek będziesz miała czas i ochotę, będę czekał. Co masz na myśli z tym spotkaniem? Wiesz, myślałem już o tym, co więcej może nawet przerabiałem „na sucho” tzn. myślałem o spotkaniu ale niewirtualnym….Naprawdę pasują Ci tacy gówniarze? Napisz, jaka Ty jesteś gówniarą. A wzięłabyś ze mną jakiegoś subtelnego draga? Pamiętam kiedyś wśród Waszych starych zdjęć widziałem Twoje – młodziutka dziewczyna w swetrze – fajne to było. Niech Ci nie będzie przykro, że tak długo czekałaś. Teraz na pewno do poniedziałku – trzymaj się, rozpoczęcie koncertu o 19.00 – pamiętaj – kw.

Od : Ona Wysłano : 14 kwietnia 2000 09:55 Do : On Temat : tradycyjnie FRIDAY I’M IN LOVE

Wczoraj uciekłam wcześniej z pracy (właściwie czekałam tylko na emalię od Ciebie), za to z prawdziwą przyjemnością zaczynam dzień od odpisania (będziesz miała coś do poczytania w poniedziałek). Intuicja mi podpowiadała, że cos z Tobą jest nie tak, ale potrafisz się maskować równie dobrze jak ja. Co do pisania to mogę bez końca, wiec proszę, bardzo chętnie, czemu nie… Uwielbiam to robić, chociaż oczywiście wolałabym rozmowę „na żywo”, więc pomyśl o spotkaniu, a jak już cos wymyślisz, to ja się dopasuję. Musze Ci powiedzieć jeszcze o jednym zdarzeniu (i jak tu nie wierzyć w magie spadających gwiazd); otóż kiedyś w sierpniu, na wspólnych wakacjach, leżeliśmy sobie (dorośli) w śpiworach pod gołym niebem i obserwowaliśmy spadające gwiazdy. Ja (leżąc w jednym śpiworze, ze swoim jeszcze wtedy facetem) zdążyłam powiedzieć jedno, krótkie życzenie „Chcę Konrada”, później wielokrotnie patrząc w niebo przypominałam sobie tamten moment i bardzo chciałam, żeby się spełniło (to dopiero dziecinada! Co?) Zawsze byłam obrzydliwie uczciwa i myślałam o innych, bałam się, żeby jakieś bardziej śmiałe działania z mojej strony nie zrobiły komuś krzywdy. Teraz myślę już inaczej i uważam, że czas na spełnienie moich potrzeb i ze jak sama o to nie zadbam, to nikt mi tego nie załatwi, a takie przemyślenia pojawiły mi się po podróży do Francji. Tak myślę, że odrywając się od ziemi w startującym samolocie, uwolniłam się od różnych głupot , które (w przenośni oczywiście) trzymały mnie przy ziemi. Nabrałam dystansu do tego, co robię, patrząc na świat z lotu ptaka. Po prostu się uwolniłam. Jesteś mi tak samo potrzebny (a kto wie, czy nie więcej), jak ja Tobie, myślę cały czas o tym, co Nam (mnie) się przydarzyło i nie mogę przestać się uśmiechać. Jestem cierpliwa i zawsze wierzyłam w to, że warto czekać, że warto Wierzyc, ze coś takiego może się przydarzyć i dlatego właśnie warto żyć. Uwierz mi, że obiecałam, że albo ten facet, albo żaden, a ja zawsze dotrzymuję obietnic (a poza tym uważam, ze lepsza jest dobra samotność niż byle jakie życie we dwoje). Może to śmieszne, ale ja naprawdę byłam zawsze osobą bardzo realistycznie traktującą życie, mimo to byłam szaloną gówniarą, lubiłam o wiele więcej towarzystwo chłopaków (kumplowskie) niż dziewczyn, jeździłam na różne obozy: żeglarskie, harcerskie, spałam często ze swoimi kumplami w jednym namiocie, ale doskonale zdawałam sobie sprawę z różnego pojmowania spraw damsko-męskich przez płeć żeńska i męską, tzn wiedziałam, że dziewczyny idealizują uczucia marząc o wielkiej, romantycznej miłości, a chłopcy myślą tylko o bzykaniu. Ale przyjęłam to do wiadomości i po prostu nie dawałam się bzyknąć. Piszę to trochę w kontekście tego, co mówiłeś o swojej córce. Wydaje mi się, że wychowujesz dziecko przez całe życie i na pewno przekazałeś jej wszystko, czego mogłeś jej nauczyć, a teraz powinieneś jej zaufać, nie chce za bardzo wchodzić w te tematy, ale jestem pewna, że dzieciaki są mądrzejsze i dużo bardziej odpowiedzialne niż nam się wydaje. Wracając do tematu gówniarstwa, to niestety też robiłam takie rzeczy, od których dzisiaj włos jeży mi się na głowie.: zjeżdżałam na sankach z pionowego prawie zbocza, porośniętego gęsto drzewami, przechodziłam po remontowanym wiadukcie (nieumocowanie belki) z rowerem pod pacha, skakałam z jak największej ilości schodów, ale mój Anioł Stróż czuwał nade mną i jak widzisz dożyłam bez większego uszczerbku. Nadal mam ochotę na robienie różnych szalonych rzeczy i łamanie konwenansów, a przy okazji należę do „udawaczy” (nie wiem, czy znasz teorię, że ludzi można podzielić na „udawaczy” i na „braczy”), więc możesz śmiało proponować mi, co tylko chcesz, chociaż pamiętaj, ze tak na mnie działasz, że….o rany nie będę kończyła, bo już oblałam się rumieńcem, a siedzę w końcu w pracy. Kończę, bo wpadam w nastrój zupełnie nie pasujący do miejsca pracy. Jak już to wszystko przeczytasz to pomyśl, że biegnę do pracy, głównie po to, żeby uruchomić komputer i pocztę, więc nie każ mi czekać…..ms.

Oczywiście, jak zwykle, wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń tu wystepujacych jest zupełnie przypadkowe....

piątek, marca 18, 2005

moja e-story • V •

Od : On Wysłano : 12 kwietnia 2000 13:27 Do : Ona Temat RE: więcej tlenu

Już jestem, pognałem w stare kąty i pogadałem z „normalnym” kumplem o życiu i nie tylko. Wciąż myślę, co dalej z sobą robić, zachowałem w sobie jeszcze resztki młodzieńczej energii i fantazji i stąd korci mnie, by rzucić to wszystko i zafunkcjonować inaczej, maj przeznaczam sobie na poważne rozmowy co do pracy i na przyszłość, ale to zostawmy na razie.

W pierwszej chwili nie zaskoczyłem, że t o Nas, ładnie to wyszło – zupełnie inaczej się pisze, gdy pisze się o tym w III os . pisanie o sobie z punktu widzenia obserwatora stojącego z boku,. Czy wręcz archiwisty, pozwala chyba obiektywniej opisać dane zdarzenie, bo można ukryć skrępowanie czy nieśmiałość (w końcu pisze się o Nich). Tym samym można pokazać więcej i na spokojnie. Zastanawiałem się zawsze jak możesz funkcjonować sama, tzn. w takiej samotności, będąc w oddaleniu od Adama, albo jesteś niesamowicie wyemancypowana do nienaturalnych rozmiarów albo jesteś piekielnie samotna, niespełniona jako kobieta, grająca swoją rolę (bo taką Ci przyszło grać) mocnej, zrównoważonej wewnętrznie. Ale kiedy przedzwoniłaś pierwszy raz wiedziałem od razu jak to z Tobą jest i jak Ci leci…cholera przeskakuję w myślach z tematu na temat, wciąż jestem pod wrażeniem, naprawdę pod wrażeniem, napisz mi jak się trzymasz i teraz już możesz: jaka jest Twoja kondycja psychiczna. Walentynkowa opowieść…kw

Od : Ona Wysłano : 12 kwietnia 2000 14:18 Do : On Temat : jeszcze więcej tlenu

Pytałeś mnie, czy w coś wierzę, wierzę i to mocno i to cała odpowiedź na Twoje pytanie. Tzn. wierzę w jakąś sprawiedliwość życiową i wierzę w to, że nie może się wszystko całe życie chrzanić. Wymyśliłam sobie, że ma być co będzie, a histeria i rozpacz w niczym nie pomoże. W momencie, kiedy uwierzyłam w to, że w życiu spotka mnie cos bardzo pięknego i że będę jeszcze bardzo szczęśliwa (o tym Ci mówiłam w Krakowie) uzyskałam spokój wewnętrzny. Jestem bardzo samotna (a może teraz powinnam powiedzieć byłam?) z wyboru. Uświadomiłam sobie też, że seks (po różnych, nielicznych doświadczeniach) istnieje dla mnie tylko jako dopełnienie prawdziwego uczucia, dlatego nawet nie miałam ochoty…Nie jest to takie trudne, faceci po prostu mnie nie ruszali, cały czas konsekwentnie trzymam się swojej zasady, ze albo z miłości, albo wcale. Nie jest to też łatwe, bo samotność potrafi dokopać, zwłaszcza wtedy, kiedy ma się jakieś problemy i chce się z kimś pogadać…przegryzałam to w samotności. Wiesz co? Czytam to wszystko i nie mogę uwierzyć, że rozmawiam o tym właśnie z Tobą. Po wysłaniu mojej pierwszej „śmiałej” emalii bałam się strasznie Twojej recki, tak mi się to wydawało nierealne (głupie i wręcz niestosowne) tym bardziej, że nasze dotychczasowe relacje odbywały się właśnie w tonacji żartobliwej i wydawało mi się, że wycofujesz się w momencie, kiedy próbuję wyciągnąć od Ciebie coś bardziej osobistego…mk

Od : On Wysłano : 12 kwietnia 2000 15:14 Do : Ona Temat : do ms

Z wiekiem zupełnie inaczej podchodzi się do życia, zmieniają się potrzeby – tzn. są dalej, ale chce się inaczej, głębiej, bardziej rozumie się swoje potrzeby, a może lepiej ich brak. Również sex, staje się chcianym, inaczej, jest czymś innym, może być źródłem nowych przeżyć, nowej energii. Tak, masz rację- tego nie można robić z każdym, a przynajmniej jeśli chodzi o nieodklepywanie numerów. Inne staja się potrzeby, również w znaczeniu ogólniejszym wobec Kobiet. Mówiłem Ci w Krakowie, ze dziwię się Adamowi jak może wytrzymywać bez kobiety i te rożne potrzeby miałem również na myśli, a może przede wszystkim. Nie czuję się stary – swój obecny stan nazwałbym raczej : czuje się dorosłym, a przynajmniej prawie dojrzałym. I w ramach tego potrafię już identyfikować własne potrzeby i tęsknoty. Do jutra, pamiętasz, że w piątek mnie nie ma? – kw

No tak, zaczyna się chyba robić coraz ciekawiej. Ale musze wyjaśnić, że „s” to moje panieńskie nazwisko, więc nazywając mnie tak sprawił mi wiele przyjemności

Od : Ona Wysłano : 12 kwietnia 2000 15:48 Do : On Temat : all You need's Love?

To bardzo ładne (do ms) ale czy uwierzysz mi, jeśli powiem, że do dnia dzisiejszego nie mogę podpisać się dwa razy tak samo? Mam ciągle kłopoty w banku, a przecież z racji funkcji podpisuję moim nazwiskiem setki dokumentów.

Żeby rozwinąć temat potrzeb, to powiem Ci szerzej, co tak naprawdę zdecydowanie odepchnęło mnie od Adama; niezrozumienie moich potrzeb, tzn. nie potrafił rozpoznać tego, że czasem chce się od faceta ciepłego przytulenia, czy buziaka i nie musi to być od razu sygnał „bierz mnie”. W każdym z nas tkwi dziecko, które potrzebuje czasami pogłaskania po głowie, a mojemu „wewnętrznemu dziecku” brakuje właśnie takich dowodów bliskości i serdeczności. Niezależnie od tego marzy mi się oczywiście dobry , satysfakcjonujący seks, ale są to dwie różne potrzeby, choć składają się w sumie w jedno. Ładnie zacząłeś, ale zrób jeszcze jeden krok i powiedz, jakie są Twoje potrzeby i tęsknoty, niepokoję się tematem starości (w końcu jesteśmy chyba z jednego rocznika?) Chciałabym kiedyś być z Tobą na jakimś koncercie…czas tak szybko przeleciał, że zapomniałam zupełnie o Twojej łódzkiej wyprawie. Jak będziesz miał nastrój i możliwości napisz coś „dwudniowego”.

Od : Ona Wysłano : 13 kwietnia 2000 10:07 Do : On Temat : it’s a kind of magic

Mam ochotę pogadać z rana i dobrze, że jest emalia, bo mogę tę chęć zrealizować. U nas jest wreszcie słonecznie i ciepło, a ja jestem na nogach od wczesnych godzin porannych (musiałam zawieźć Adama do pracy, żeby „wyrwać” samochód) no i następny powód do radości : jeżdżę cały dzień. A jak jeżdżę, to słucham ulubionej muzyki i od razu skojarzenie: właśnie to, co lubię najbardziej (a może właśnie dlatego) kojarzy mi się z Tobą.. To tak, jakbym przez słuchanie muzyki była blisko Ciebie. Zdarza mi się, że słuchając fajnego kawałka myślę, że dobrze byłoby go zatańczyć, lub choćby posłuchać razem. Cieszy mnie też, że ucząc się angielskiego odkrywam po kawałku coraz więcej tekstów queen’owych (stad temat emalii) Zbliżają się mje urodziny i myslę, że to co mi (Nam) się zdarzyło jest najpiękniejszym prezentem urodzinowym, jaki mogłam dostać , Dziękuję. ms

Od : On Wysłano : 13 kwietnia 2000 10:41 Do : Ona Temat : ms, ms, ms…

Z tą starością to nie tak – chodzi mi o życiową dojrzałość, a w tym również (uwaga) większą świadomość co do kobiet. Teraz zażartuję (wyjdzie ze mnie samiec) myślę, że ze stopniem zestarzenia jest jeszcze zupełnie nienajgorzej (ha ha ha). Wiesz to jest jak oziębłość i zimność. Wprost przeciwnie, coraz mocniej czuję rozdźwięk pomiędzy sztywnym gorsetem instytucji, w której pracuję, a moim wnętrzem. Nie masz pojęcia jak czasem wychodzą ze mnie luzackie uniesienia np. wczoraj, jedno piwo w żyłę, wolna chata (Kaśka na zebraniu) the Cure na maxa i pełny odlot…Nie masz pojęcia, jak mnie rajcuje jutrzejszy koncert- najlepiej to chciałbym żeby mi nagle urosły włosy – jakiś lakier, kreski pod oczyma, trawki, jakieś laski…szał… Bardzo przeżyłem koncert Stonesów .. to niesamowite (przynajmniej jak dla mnie) spojrzeć oko w oko Mickowi. Potem, jak jestem tutaj w pracy to się siebie pytam: co ja tutaj robię? Ale ze mnie dzieciak co? Bardzo lubię muzykę – jest dla mnie b.ważna i to ta mocna, dobra i głośna. Bardzo podobał mi się ten odlotowy teledysk Metalliki – to jest to. Może to nie jest do końca to, na co czekałaś, ale jeszcze napiszę, a w konkretnej chwili oddaję Ci to co mam teraz w rozpalonej łepetynie. Aha…jesteś bardzo kumata laska (to masz tak- za całokształt) -kw

środa, marca 16, 2005

moja e-story • IV •

A ten moment pamiętam doskonale. To były czasy, kiedy maile potrafiły iść po 2 godziny, albo zbijały się w grupy i wpadały do skrzynki razem…Nigdy nie było wiadomo, czy to wina serwera czy czyja.. Dopiero, kiedy się tego maila dostawało, to można było sprawdzić godzinę wysłania. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, wyrwałam się z pracy i poszłam (na piechotę) załatwić coś w banku. Kiedy wróciłam, bałam się zajrzeć do komputera. Ale w końcu zajrzałam, a tam , o ile pamiętam był liścik ze znakami zapytania. Wiem, że zareagowałam jakoś nerwowo, chociaż dziś już nie pamiętam jak…Jak znam swój popędliwy czasem charakter zareagowałam nerwowo kila razy…I znów okazało się, że maile nam się poplątały jak stado sznurków i trudno było dociec, kto, co, komu napisał i kiedy….

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 10:51 Do: Ona Temat : RE: no to jazda…

nie denerwuj się – dostałem po tej emalii, na której piszę jeszcze trzy- wszystko znów się poplątało – nasze pisma się porozpływały i komentarze oraz odpowiedzi były nie do tego, co trzeba- moje znaki zapytania były długo wcześniej zanim dostałem to, na czym piszę i były formą delikatnego przynaglenia i może nawet lekkiego wymuszenia. W związku z tym proponuję pisać odpowiedzi na dostanych przesyłkach, chyba tylko to pozwoli nam mieć pewność do czego mamy się ustosunkować. Za „niekomfortowe i przykre wrażenia” – ale nie z mojej winy, przepraszam. Ja pozwolę sobie pominąć i nie zauważyć trzech następnych pism jakie dostałem (tyle przynajmniej do tej pory) – poza śmiesznym pieskiem

pamiętam tego pieska bezczelniaczka : do sklepu, gdzie na witrynie są znaki zakazu wstępu psom, palaczom i osobom z lodami wkracza dumnie pies z lodami w łapie i papierosem w pysku…

Piszę na tej emalii, żebyś wiedziała do czego się odnoszę i tym samym, ze to ona ma pierwszorzędne znaczenie. Muszę się „poukładać” i pomyśleć parę chwil co napisać- tzn żeby było wszystko zrozumiałe. Na razie wysyłam Ci szybko to- żebyś się nie bała i nie niepokoiła. – wszystko jest OK. – nic się nie bój – to było bardzo przyjemne i kobiece – do niedługiego – daj znać chociaż krótkim zdaniem, że jesteś już spokojna – kw

Troszkę się pozastanawiał , poukładał i w rezultacie dostałam coś, co pozwoliło mi głębiej odetchnąć…trochę tlenu… I znów wyjaśnienie: często posługiwaliśmy się tytułami utworów, albo nazwami zespołów…a jednocześnie te temaciki miały jakieś drugie dno

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 14:35 Do: Ona Temat : Oxygen

Przez ten cały okres obopólnej absencji cały czas zastanawiałem się jak się z Tobą spotkać – w sumie zdałem to w końcu na ślepy los. Myślałem o tym tak- jakiś wyjazd do twojego miatsa, telefon do Ciebie do pracy i spotkanie gdzieś po południu. Twój pobyt u nas? : cos było nie tak, coś się nie kleiło, tak jakby miało być inaczej…Kiedy się spotkaliśmy tylko we dwoje (w Krakowie) coś wisiało nad nami, coś się nie wydarzyło, a jakby miało się wydarzyć. Byłaś sztuczna, nazwałem to „zimnością”, ja z kolei wyczuwałem, że coś się nie składa – może mi coś nie wychodzi - więc w końcu zacząłem się denerwować. Przy kawie…słowne macanie tematu…może Ona się już nudzi…może jest zmęczona…i chce już iść…w końcu pytanie – czy już pójdziemy? Przytaknięcie z jej strony – cholera chyba jednak falstart, ale tak już chyba tym razem musi pozostać. Pożegnanie ….dziwnie, znów jakoś nie tak.

„chyba nie w tym życiu?” – nigdy nie mówi nigdy. kw

Od: Ona Wysłano: 11 kwietnia 2000 16:20 Do: Ona Temat : RE: Oxygen

Los bywa złośliwy, chociaż, może gdybyśmy mieli szansę porozumieć się wcześniej stałaby się komuś krzywda? Małe dzieci? Do dziś żałuję, że nie mogłam (przez głupie niedopatrzenie recepcjonistki) spotkać się z Tobą, kiedy byłeś u nas. Byłam wtedy sama, (Adam z dzieciakami byli w Janowie) i też nie wiem, jak by się to skończyło…. Muszę Ci się do czegos przyznać. Wtedy właśnie próbowałam sił jako niewierna zona, z kolegą z pracy, który kiedyś był moją szkolną miłością. Nie spodobało mi się to i nic z tego nie wyszło, a jak dowiedziałam się , że mnie szukałeś , to obiecałam sobie, że jeżeli zdecyduję się na taki krok, to z facetem podobnym do Ciebie. Nie ma takich facetów, więc do dziś jestem wierna…pytanie tylko komu? Cieszyły mnie wspólne spotkania w gronie rodzinnym, bo zadawalało mnie to, że mogłam być blisko Ciebie, organizowałam też wspólne wakacje w tym samym celu. Nie wiem, czy pamiętasz, ale na którym z wypadów nad jeziora coś nie „kleiło się” miedzy Tobą i Sylwią i widziałam wysiłki małej Asi, żeby to naprawić i poczułam się okropnie i na dłuższy czas ostudziło to moje zamiary. Chyba najmilszym wspomnieniem z tamtego okresu był wspólny Sylwester i do tej pory robi mi się ciepło na sercu, kiedy go wspominam. Od tamtej pory nie chadzam na bale sylwestrowe, bo jak nie mogę tak jak lubię, to nie chcę wcale. W Krakowie wydawałeś mi się spięty i zdawało mi się, że się śpieszysz (jakieś zerknięcia na zegarek), więc po propozycji „Czy już pójdziemy” nie mogłam powiedzieć Ci nic innego. A tak naprawdę to prawie się popłakałam ze złości i miałam ochotę na ciepłe przytulenie na „do widzenia” i …właśnie …nie tak. W gruncie rzeczy to zabolało mnie kiedy określiłeś mnie jako osobę zimną (jest to prawie to samo co mawia o mnie Adam : jesteś oziębła i może powinnaś iść do lekarza ) co świadczy o kompletnym braku zrozumienia moich uczuć i może i dobrze, bo sprowokowałeś mnie do jakiejś reakcji. Pomyślałam sobie, że już gorzej nie mogłeś mnie ocenić i przestałam się martwić, co sobie o mnie pomyślisz . Jeśli będziesz miał ochotę przeczytać coś, co napisałam w Walentynki to daj znać. Napisałam to wcześniej i obiecałam sobie, że jak odezwiesz się w Walentynki to Ci wyślę, ale się nie odezwałeś…

Oddycham, warto jest żyć! mk

Od: On Wysłano: 12 kwietnia 2000 09:57 Do: Ona Temat : oxygen 2

Zrobiło się jakoś ciepło i ciekawie. Zimna to nie znaczy oziębła, zimna tzn. skryta, maskująca się, taka na dystans, bojąca się, żeby się z czymś nie sypnąć. Taki stan staje się wyczuwalny – stąd rodzi się pytanie- co jest grane? Może lepiej byłoby sztuczna. Teraz wszystko zaczyna układać się w jakąś logiczną całość – wiele rzeczy i wydarzeń zaczyna nabierać wyraźniejszych , nie to niewłaściwe słowo! O mam – logiczniejszych kształtów. Pozwól mi się wytłumaczyć…Walentynki…Musisz wiedzieć, że mam wewnętrzną silną blokadę na wszelkie nowomody a szczególnie amerykanizmy. Rozumiem, że ta idea akurat jest pozytywna i miła, oraz, że tym akurat nie „zapunktuję" u płci przeciwnej, ale świadomie staram się udawać, że ten dzień nic nie oznacza. Jestem trochę oporna dusza i zawsze staram się nie poddawać się presji otoczenia, może właśnie dlatego tak męczę się w mundurze. Pamiętaj, nie zrażaj się długim oczekiwaniem, czy niejednokrotnie lakonicznością tekstu- wynikać to może z przyczyn obiektywnych (czas tzn. obłożenie obowiązkami w danej chwili) ale w swobodniejszym czasie zawsze będę starał wysławiać się obszerniej. Idźmy dalej – proszę –czekam kw

Od: Ona Wysłano: 12 kwietnia 2000 10:20 Do: Ona Temat : więcej tlenu

Wyminęły nam się znów emalie, ale tym razem już jestem spokojna. Walentynki…odezwałeś się w końcu 8 marca i to z bardzo pięknymi życzeniami więc i tak to naprawdę nie ma znaczenia. Chcąc skomentować lakoniczność niektórych Twoich wypowiedzi odpowiem, że umiem wyciągać treści „pomiędzy wierszami”, czasem z tematu, a jeszcze dodam coś, co powinieneś odebrać jako komplement : jak na faceta to bardzo ładnie piszesz, tzn ładnie, to nie jest właściwe słowo, czuję się tak, jakbyśmy rozmawiali. A jeszcze przyznam Ci się, że mam bogatą wyobraźnię i lubię wyobrażać sobie siebie w tych miejscach, o których piszesz…oczywiście z Tobą.

Muszę biec (chciałam tylko przed wyjściem odpisać na gorąco) odpisz proszę (chodzą długo te emalie), więc pewnie jak wrócę, to będę miała co poczytać. mk

Hmmm …gdzieś mi się zapodziała moja walentynkowa opowieść. Była śliczna, lekka i chwytająca za serce. Opowiadała o niespełnionym i nieodwzajemnionym uczuciu pewnej mężatki do pewnego dobrze jej skądinąd znanego, niestety żonatego faceta… O biciu serca i długo skrywanej tęsknocie. Nie była na pewno tworem grafomańskim. Tak żałuję, że nie umiem je sobie przypomnieć, że nie zostawiłam jej sobie na pamiątkę…A może i lepiej? Była w końcu tylko i wyłącznie nasza…i niech pozostanie tam, gdzie jest: w naszej pamieci? W moim sercu?

Cdn no i oczywiście, że wszystko to, co powyżej jest li tylko jedynie wytworem mojej wyobraźni. A wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zupełnie i absolutnie przypadkowe…

wtorek, marca 15, 2005

moja e-story • III •

Wspominam to wszystko z prawdziwą przyjemnością. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie ekscytował mnie tak komunikat „masz wiadomość, czy chcesz ją przeczytać?” Jasne, że chciałam, wgapiałam się w ekran monitora siłą woli zmuszając internet do szybszego działania. I znam to uczucie, o którym się mówi „motylki w brzuchu”…były tam i zagnieździły się na dłużej :-)

Od: Ona Wysłano: 10 kwietnia 2000 14:27 Do : On Temat : no to na poważnie

Tekst będzie wyjątkowo osobisty. Zrozumiem, jeśli nie odpowiesz i nie skomentujesz.

Przede wszystkim przyznam Ci się , że próbowałam sprowokować Cię do wynurzeń bardziej osobistych i nie udało mi się. O ile intuicja mnie nie myli, nie jest Ci też w życiu najlepiej? A może się mylę? Czy jesteś szczęśliwy? Moja postawa (tzn. wg Ciebie chłód) to próba (jak widać udana) zamaskowania tego, co naprawdę czuję. A przy swoim bardzo racjonalistycznym podejściu do życia nie umiem sobie wytłumaczyć dlaczego od dawna zajmujesz tak wiele miejsca w moich myślach. Nie ma na to racjonalnego wytłumaczenia…Zupełnie szczerze przyznaję się do tego, że o wiele bardziej cieszyła mnie perspektywa spotkania się z Tobą indywidualnie niż rodzinnie, chociaż później już na miejscu strasznie się denerwowałam i mało z tego, co chciałam Ci powiedzieć powiedziałam.

Tak na dobrą sprawę powiedziałam Ci bardzo dużo. Wiem, że może być to dla Ciebie krepujące, jeśli tak, to trudno, jeśli nie odpowiesz, lub napiszesz coś zupełnie nie na temat, to tez zrozumiem i z przyjemnością pogadam z Tobą na tematy neutralne. mk

Od: On Wysłano: 10 kwietnia 2000 14:56 Do : Ona Temat : RE: no to na poważnie

Wydaje mi się, że zarówno mężczyzna jak i kobieta osiąga kiedyś taki wiek – lub lepiej stopień dojrzałości, że może prosto z mostu mówić drugiej osobie o sprawach , o których kiedyś by się nie ośmieliła mówić, choćby z tego powodu, że bała by się odepchnięcia, wyśmiania – w każdym bądź razie smutnych konsekwencji. Uważam, że my oboje jesteśmy na tym poziomie. Tzn. jest to taki poziom, w którym jeśli nastąpi rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami to druga strona spokojnie da znać nie robiąc problemów a ta pierwsza nie zrobi dla siebie z tego powodu do cięcia tylko spokojnie przyjmie do wiadomości, co więcej, pozostanie to na zawsze sprawą tylko tych osób – i to właśnie wydaje mi się super- zrozumiałaś- myślę, ze kumasz. Nie wszystko daje się napisać. Brakuje mimiki i intonacji. A więc absolutnie nie mam zamiaru tego przemilczać- wprost przeciwnie, idźmy dalej. Jestem już na tyle starym facetem, żeby czuć doskonale , że to wszystko, o czym rozmawialiśmy w Krakowie, to nie jest to, o czym chciałaś tak naprawdę rozmawiać i forma, w jakiej chciałabyś porozmawiać- zobacz: chciałem przyjechać sam i przyjechałem- czy to przypadek? Przerywam wywody, żeby Ci to wysłać, bo wydaje mi się, że się niepokoisz na myśl o mojej reakcji, żebyś się uspokoiła. kw

Niepokoiła??? Chodziłam po ścianach ze zdenerwowania, że zrobiłam z siebie kompletną idiotkę…Że zachowałam się jak pensjonarka.. Ale z drugiej strony był on obiektem moich stałych uczuć przez parę dobrych lat. Co miałam do stracenia? Nic…Jeśli miałabym sama to przeżywać…to byłoby to zupełnie bez sensu. Zwłaszcza, że wydawałam się sobie już prawie wolna, miałam już za sobą poważne rozmowy z exem…i czułam, że mam prawo do tego, żeby cieszyć się życiem.

Od: Ona Wysłano: 10 kwietnia 2000 15:08 Do : On Temat : RE: no to na poważnie

Rzeczywiście siedzę jak na szpilkach, cieszy mnie Twoja szybka reakcja, mam nadzieję, że chociaż troszkę się odsłonisz….mk

Od: On Wysłano: 10 kwietnia 2000 15:08 Do : Ona Temat : RE: no to na poważnie

Uciekam – muszę – jak masz czas i natchnienie – pisz, rano odpowiem na pewno i nic się nie bój – kw

Od: On Wysłano: 10 kwietnia 2000 15:19 Do : Ona Temat : RE: no to na poważnie

Ale ja jestem facetem, który lubi jak kobieta ma inicjatywę i jest śmiała – zupełnie poważnie to piszę, pociągnij ten temat dalej – każę! – kw

Od: Ona Wysłano: 10 kwietnia 2000 15:27 Do : On Temat : RE: no to na poważnie

Wiesz co? Bardzo chętnie i mogę bez końca, ale to nie pamiętnik, bardzo proszę, odpowiedz chociaż na jedno moje pytanie dotyczące Ciebie. Jest to taki poziom porozumiewania się, że nie chciałabym po odsłonięciu różnych zakamarków duszy usłyszeć: no…to ładne, ale wiesz, myslę, ze nic Ci nie odpowiem, bo kompletnie mnie to nie dotyczy. Doceniam Twój takt i delikatność, ale nadal bardzo się denerwuję, więc naprawdę jest to dobrym moment, żeby przy wystąpieniu, jak to Ty nazywasz, rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami powiedzieć stop, zmieniamy temat. Mniej zaboli. mk

Od: Ona Wysłano: 10 kwietnia 2000 15:50 Do : On Temat : ostatnia poniedziałkowa emalia

OK., ale bardzo Cię proszę, przeczytaj moją ostatnią emalię (pewnie nie zdążyła dojść przed Twoim wyjściem do domu).

PS chyba w emocji zapomniałam napisać Ci o tym, że odpowiedziałeś na moje niezbadane pytania, co działa na mnie uspokajająco. Co do mimiki i intonacji, to przyznam szczerze, że właśnie najlepiej porozumiewam się pocztą. Mogę dziesięć razy przeczytać swój tekst i Twój tekst i jeszcze potwierdzić, czy dobrze zrozumiałam. Przez telefon też jest OK., ale właśnie strach przed palnięciem czegoś paraliżuje, a już spotkanie „oko w oko” potrafi zupełnie nie zadowolić. mk

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 08:02 Do : Ona Temat : RE: ostatnia poniedziałkowa emalia

Rozczarowanie, niedosyt…Ale to Kobieta decyduje – jak chcesz wychodzę z tych tematów. Będę teraz złośliwy: u nas świeci słońce, wszyscy zdrowi, jest wtorek – nie kw

Od: Ona Wysłano: 11 kwietnia 2000 08:50 Do : On Temat : dlaczego nie kw?

Konrad, ja nie decyduję…Jeżeli raz jeszcze to przeczytasz, to myślę, że odczytasz to, co chciałam przekazać, tzn. obawiam się Twoich reakcji i zostawiam Ci furtkę na wycofanie się, jeśli chodzi o mnie, to jeszcze raz potwierdzam, mogę ten temat ciągnąć bez końca (nazbierało się tego przez kilka lat). A obawy wynikają z tego, co zawsze opowiadałeś na temat płci żeńskiej zaangażowanej bardziej lub mniej (te przytulani w tańcach itp., itd.) i robiącej „podchody’ do Ciebie. Wiesz, człowiek zawsze przekłada takie rzeczy na swoją osobę. Może tak bardzo nie chciałam, żebyś zauważył w moim zachowaniu cokolwiek odbiegającego od normy. mk

Od: On Wysłano: 11 kwietnia 2000 09:05 Do : Ona Temat : RE: dlaczego nie kw?

Zostaw te „przytulani” na boku i wyzeruj sobie, porozmawiajmy na poważnie (w ten sposób określam swój stosunek do tego, co nazwałaś tak właśnie). Wczoraj opisałem Ci swój stosunek do poważnych rozmów i rozmów o poważnych sprawach i na tym jedź. Jeżeli chcesz pogadać z kimś dyskretnym i przyjaznym a jednocześnie dorosłym (rozumiesz to słowo???) Przecież masz potrzebę pozwierzania się i uzewnętrzniania i ja może też. Możemy np. zostawić sobie taką furtkę, że jeżeli uznamy, że coś jest nie tak, to powiemy stop- poczekajmy chwilę albo poprzestańmy w ramach tego, co ja nazywam- byciem dorosłym. Niech to daje nam obojgu poczucie jakiegoś bezpieczeństwa – OK.? – no więc – jesteś ready- to jedź! A tak w ogóle to sobie pomyśl – życie leci, a taka jazda może być nawet nieźle ekscytująca czy wręcz…- kw

Od: Ona Wysłano: 11 kwietnia 2000 09:41 Do : On Temat : no to jazda…

No dobrze, tylko nie wiem, od czego zacząć. Może na początek od tego, że jak Cię zobaczyłam pierwszy raz, to wydawało mi się, że znam Cię od wieków…A może od końca, jak byłam ostatnio u Was w domu i zapytałam Cię, kiedy się golisz, to miałam ochotę dotknąć Cię i sprawdzić to własną ręką. Albo kiedy mówiliśmy sobie po raz ostatni do widzenia to miałam ochotę na zupełnie inne pożegnanie..

A może pamiętasz sytuację (jeszcze kiedy mieszkaliśmy w starym mieszkaniu) kiedy spytałeś mnie, czy nie wydaje mi się, że pasujemy do siebie, a ja odpowiedziałam, że nie w tym zyciu, chociaż miałam ochotę i powiedzieć i zrobić coś innego?

No to teraz wiesz już prawie wszystko….mk

Cdn a wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń, o których powyżej jest zupełnie przypadkowe.

poniedziałek, marca 14, 2005

moja e-story • II •

Tak to wyglądało na początku. Oczywiście wysyłaliśmy sobie różne różności, śmiesznostki, no to, co zazwyczaj mailem się wysyła. Udało nam się spotkać sam na sam, bo skorzystałam skwapliwie z możliwości wyjazdu w podróż służbową, a on wyraził chęć, żebyśmy spotkali się tylko we dwoje. Spotkanie było bez sensu. Byłam tak zablokowana i tak nie chciałam okazać tego, co we mnie siedzi, że zachowywałam się jak nie ja…No jak kompletna kretynka. Czego się spodziewałam? Że rzuci się ku mnie z sercem na dłoni, padnie do stóp i wyzna swoje uczucie? Pewnie troszkę tak….Ale nic z tego nie wyszło…. Od: On Wysłano: 6 kwietnia 2000 14:24 Do : Ona Temat: Anula Bożobochata-Krasieńska Odezwiesz się w końcu? Czy nie ?! Zenon Rębajło Od: Ona Wysłano: 6 kwietnia 2000 14:58 Do : On Temat : Re Anula Bożobochata-Krasieńska Wysłałam Ci dziś tyle różnych różności. Zaczęłam nawet pisać odpowiedź, ale gdzieś mi zaginęła, kiedy zasypałeś mnie emaliami, ale postaram się odtworzyć: (to była odpowiedź na emalię, że się dobrze bawisz i że piłeś z niejakim Cypkiem S.) Miło, że ktoś się dobrze bawi, oby więcej takich dni. Ja niestety nie mogę wrócić do równowagi po przelecianych i przejechanych kilometrach. W głęboką depresję wpędza mnie brak słońca i podmuchy lodowatego wiatru…(chyba północnego). I pomyśleć, że jeszcze wczoraj siedziałam blisko dworca, wystawiałam twarz do słońca i machałam beztrosko nogami. Powrót do rzeczywistości jest zawsze trudny, tym bardziej, że czeka na mnie zaległa weekendowa robota. Rozbawiasz mnie różnymi przesyłkami i dzięki Ci za to, zawszeć to miło, kiedy ktoś komunikuje się z Tobą, choćby tylko wirtualnie. Może pociesz Cię fakt, że nawet jeśli się do Ciebie nie odzywam, to myślę o Tobie i przelewam różne przemyślenia na kolejne emalie. mk Od: On Wysłano: 6 kwietnia 2000 15:10 Do : Ona Temat: Re:Anula Bożobochata-Krasieńska Tak trzymać- chodzi o ostanie zdanie- wysyłam Ci zaraz coś arcyzabawnego. kw Od: Ona Wysłano: 6 kwietnia 2000 15:43 Do : On Temat : do przemyślenia rano Tak naprawdę (chodzi o ostatnie zdanie) to chciałabym Ci kiedyś napisać, co naprawdę myślę, ale się boję mk Od: On Wysłano: 7 kwietnia 2000 11:21 Do : Ona Temat: Re: do przemyślenia rano To się odważ i pisz – kw- ja czekam Od: Ona Wysłano: 7 kwietnia 2000 12:26 Do : On Temat : FRIDAY , I’M LOVE…. Żyjesz? mk Tu malutki wtręcik….Jeśli znacie zespół The Cure, a on jest jego zagorzałym fanem, to jest to właśnie tytuł ich piosenki. I on to wie, ale nie wie jeszcze, że jest to stan mojego ducha…. Od: On Wysłano: 7 kwietnia 2000 13:27 Do : Ona Temat: Re: FRIDAY , I’M LOVE…. Jasne, że tak- juz się awizowałem ze dwa razy. Dziś mam jakąś obniżkę formy i poziomu radości życia- czekam aż mi przejdzie – wkulwiony Szopen Od: Ona Wysłano: 7 kwietnia 2000 14:26 Do : On Temat : przemyślenia Cd Po pierwsze, głupie emalie szły ponad dwie godziny. Zawinił albo mój, albo Twój serwer. Po drugie, nie wiem, czy jestem gotowa na przekazywanie Ci wszystkich moich przemyśleń, bo nasz kontakt jest taki żartobliwo-poważny i już sama nie wiem, co jest prawdą a co tylko żartem. Czasem, jak zaczynam jakieś pogaduchy na ten temat, to się wycofujesz. Myślę też o naszej wtorkowej rozmowie i muszę Ci szczerze powiedzieć, że trochę jestem zaskoczona Twoją opinią na mój temat. I chciałabym wiedzieć, czy chodziło Ci o to, jakie sprawiałam wrażenie, czy to jakie Ty masz o mnie zdanie. Wcześniej też napomknąłeś też coś na temat zmian, jakie zauważyłeś we mnie, ale nigdy tego nie dokończyłeś. A jestem ciekawa. O rrany, przeczytałam to wszystko i liczę na Twoją intuicję, bo nie wszystko można przelać na papier. mk Od: Ona Wysłano: 7 kwietnia 2000 14:36 Do : On Temat : Re: FRIDAY , I’M LOVE…. Tak jak Ci już napomknęłam cała korespondencja od Ciebie przyszła po 13-tej (ktoś na niej położył łapę?), a jak Ci się podobały świństewka poranne? Myślę, że to co nazywasz obniżką formy i poziomu radości życia jest po prostu maleńkim katzem. Wierna rzeka Od: On Wysłano: 7 kwietnia 2000 15:07 Do : Ona Temat: Re: przemyślenia Cd Jeśli chodzi Ci o mój żartobliwo-poważny ton, to wynika on tylko z bieżącego stanu i poziomu konwersacji –np. jeżeli ogląda się cipkę z papierosem to trudno silić się na poważne razgawory. Ale zaręczam Ci, że jestem nadążny i natychmiast przestawiany – i jak jedziemy na poważnie- bądź tego pewna- potrafię się na bieżąco wkomponować w poziom rozmowy. Wydajesz mi się być w długotrwałym i dość stabilnym (niestety) dołku, do tego jesteś naprawdę boleśnie samotna- jeśli- jak mi mówiłaś, - z nikim się nie związałaś, to uważam, że dla waszego małżeństwa- o ile jeszcze jest- to na pewno dobrze, ale dla Ciebie bez małżeństwa jest to tragicznie. Bałaś się ze mną rozmawiać szczerze i ja może tez. Upoważniam Cię do tego, że możesz do mnie mówić szczerze i naprawdę poważnie. Uważam się za poważnego faceta. I nie zrażaj się (czasami) rubasznością mego tonu – czasami nie mam po prostu czasu (bo ktoś mi wisi akurat na ramieniu ze sztucznymi problemami) ale jak się już uspokoi na pewno odezwę się odpowiednio do wagi Twojej wypowiedzi. Powtarzam, jak masz ochotę i potrzebę (a masz na pewno) zacznij, to zacznij gadac. Co do tych zmian to wydajesz mi się jakaś zimna na siłę- może to jest po prostu Twoja broń na życie….- odezwij się- waruję przed monitorem. kw Od: On Wysłano: 7 kwietnia 2000 15:10 Do : Ona Temat: Re: FRIDAY , I’M LOVE…. Nie, to nie jest kac- po prostu życiowo-damsko-męskie- pracowe. Po prostu mam taki nastrój, który można by spuentować ordynarnie: najlepsze w życiu to udany sex i alkohol…kw Od: Ona Wysłano: 10 kwietnia 2000 9:18 Do : On Temat : nowy tydzień, nowy początek Jeżeli masz ochotę pogadać, to rozwiń temat przemyśleń piątkowych, a może po weekendzie życie wydaje Ci się piękniejsze? Czy mogę (nie urażając Twoich uczuć) zadać Ci pytania bardziej osobiste? (prowokujesz mnie swoimi przemyśleniami) Ja miałam weekend raczej fatalny, głównie ze względu na moja kondycję psychiczna, ale tak to w życiu bywa…w jednym tygodniu euforia, w drugim dołek. Mam zdjęcia z Francji i to pozwala mi mieć nadzieję, że w końcu świat stoi przede mną otworem i mogę robić co tylko zechcę i zrealizować wszystkie swoje marzenia… Trochę „przydeptana” mk Od: On Wysłano: 10 kwietnia 2000 10:21 Do : Ona Temat: Re: : nowy tydzień, nowy początek przeczytaj jeszcze raz co Ci napisałem w piątek na koniec i zacznij jakoś tak konkretniej- w końcu dostałaś oficjalne upoważnienie – kw Więc jednak czytał to co pisałam…Czytał, rozumiał i zachęcał do wynurzeń….. No i jeszcze tak tytułem wyjaśnień: byłam na pięknej parodniowej wycieczce we Francji. Po raz pierwszy leciałam samolotem, Ten start samolotu miał dla mnie ogromne znaczenie…choć symboliczne…Oderwałam się od ziemi i leciałam. I zostawiłam wszystko daleko za sobą…To było niepowtarzalne uczucie, do dziś pamiętam euforię, jaka mnie wtedy ogarnęła. Żadnego strachu…Tylko zachwyt i zachłyśnięcie się wolnością… Cdn * wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń zawartych powyżej jest absolutnie przypadkowe i niezamierzone…

niedziela, marca 13, 2005

moja e-story • I •

Jak to się wszystko zaczęło? Dziś już właściwie sama nie pamiętam, albo pamiętam, ale trudno mi określić moment, w którym postanowiłam przenieść się ze strefy marzeń i czasami pobożnych życzeń do prawdziwego świata. Historia jest pewnie banalna dla postronnego obserwatora, a dla mnie jest …trudno określić czym jest dla mnie. Po upływie ponad czterech lat wydawała się tworem mojej wyobraźni, ale po przeczytaniu tego, co zachowałam szczęśliwie na piśmie wiem, że tak nie jest. Historia ta jest na pewno dowodem, że warto realizować swoje pragnienia i najskrytsze marzenia i jest też jak zwykle o tym, że nic nie jest takie, jakie wydaje się z pozoru i na pierwszy rzut oka. Zaczęło się to wszystko…no na pewno wiele lat temu, kiedy to byłam młodą mężatką i spodziewałam się swojego drugiego dziecka. Wtedy po raz pierwszy Go spotkałam, a właściwie zobaczyłam. Teraz wydaje mi się, ze było to na innej planecie, albo w innym życiu, ale wspomnienie tego momentu jest zupełnie świeże. Od tamtej pory utwierdzałam się w przekonaniu, ze jest to facet, który powinien być moim facetem, ale nasze życia toczyły się równolegle. On miał swoją rodzinę , ja swoją, rodziły nam się dzieci, mijaliśmy się często, czasem też widywaliśmy się na gruncie towarzyskim. Zaprzyjaźniłam się z jego żoną, która jest naprawdę fantastycznym człowiekiem, więc wiele przemawiało za tym, że pozostanie On na zawsze jedynie w sferze marzeń. Zaprzyjaźniliśmy się rodzinnie, sporo czasu spędziliśmy razem, a ja snułam marzenia o Nim, o nas o wielkim uczuciu, które powinno nas połączyć. Zadurzyłam się w nim jak pensjonarka. Wtedy było to całkiem niewinne, nigdy i za żadna cenę nie przyznałabym się nikomu, co do niego czułam. Los nas rozdzielił, On wyprowadził się z rodziną do innego miasta…więc sprawa wydawała się definitywnie zamknięta. Ja jednak nadal marzyłam, mając coś swojego, tajemnego i słodkiego w moim, coraz bardziej najeżonym kłopotami życiu małżeńskim. W jakiś sposób złapaliśmy kontakt telefoniczny i prowadziliśmy długie (acz nadal niewinne rozmowy) z telefonów służbowych. Potem zmieniłam pracę kontakt się urwał. Ja jednak nie mogłam Go zapomnieć. Wydawał się stworzony dla mnie, uważałam go za idealnego męża i ojca i wiedziałam, że nie ma szans na to, żebyśmy kiedykolwiek byli razem. Wspominałam, jak podczas wspólnego, rodzinnego wypadu nad jeziora obserwowałam sierpniowe niebo i jak zaciskając kciuki powtarzałam cichutko obserwując spadające gwiazdy „chcę , żeby był mój”. Zajmował wiele miejsca w moich myślach i nawet nie podejrzewał, co do niego czuję. Nie potrafiłam zapomnieć, więc zadzwoniłam któregoś styczniowego dnia do jego pracy (nadal zachowałam TEN numer telefonu. Okazało się, że telefon jest już nieaktualny, ale On wyjątkowo pojawił się w tamtym miejscu i podniósł słuchawkę. To był dobry moment, bo mieliśmy obydwoje dostęp do Internetu, dlatego mogliśmy spokojnie pisać do siebie. Treści były początkowo niewinne, jako, że prędzej dałabym się posiekać na kawałki niż przyznałabym się do tego, co nadal do niego czułam. I pewnie by tak pozostało, gdyby nie to, że czułam się nieszczęśliwa w swoim małżeństwie i byłam na prostej drodze do rozwodu. Chciałam mu opowiadać i opowiadałam o swoim życiu…a On odpisywał mi tak, jak tego oczekiwałam…. Od: Ja Wysłano : 20 marca 200 Do : On Temat: Niedzielny spacer Wyobraź sobie, że w niedzielę rano nie mogłam spać, więc już przed siódmą rano wyciągnęłam (nie bez oporów – w końcu był to dla suni środek nocy) Niuśkę na spacer. Miał być to spacer wiosenny, ale zaczął padać śnieg.- takie grube, miękkie płatki. Było pusto i tak cicho, ze słychać było ten padający śnieg. Czułam się tak, jakbym była jedynym człowiekiem na ziemi. Wokół było pięknie i bajkowo. Śnieg przykrył całą brzydotę i biel działała na mnie kojąco. I pomyślałam sobie, że dla takich momentów warto żyć. Że jesteśmy zapędzeni, zagonieni i często po prostu źli na siebie i innych, a czasem warto zatrzymać się na chwilę, żeby zobaczyć jaki świat jest piękny. Spacer nie był długi, ale mnie tak wyciszył, że nabrałam dystansu do tego co robię i co nazywam kłopotami. Jakoś to wszystko nagle zmalało. Dlatego tez zwolniłam tempo i zamiast prasować wybrałam się do kina na „Szósty zmysł”. Sama. Michał nie lubi takich filmów. Zresztą po prostu chciałam być sama. Film bardzo mi się spodobał, z Bruce’m Willis’em w roli bardzo spokojnej i wyciszonej, z zaskakującym zakończeniem. Po tej niedzieli uświadomiłam sobie, że powinnam częściej łamać ,ustalone w końcu przez samą siebie, zasady, bo zmiany przynoszą naprawdę dużo radości. Z naprawdę wiosennym uśmiechem Km Cdn. *wszelkie podobieństwo do osób czy zdarzeń występujących w tej historii jest zupełnie przypadkowe.

wtorek, marca 08, 2005

a teraz o ....

różnicy wieku...Tak jakoś nieraz sobie myślałam o tym niby problemie związanym z różnicą wieku u partnerów. W dodatku Dorotka mnie zapytała o zdanie, więc mogłam się pomądrzyć...no i uświadomiłam sobie też, że jest to doskonały temat na bloga. A efekt tych wymądrzeń poniżej: Jakoś tak dziwnie jest ustawiony ten świat, że duża różnica wieku nie razi, jeśli to mężczyzna jest starszy od kobiety. Nieraz nawet o dwa pokolenia. Może to i nawet biologicznie jest ustawione tak, że mężczyzna jest zdolny do prokreacji do późnych lat, a kobieta nie.... I jest społeczna akceptacja na takie związki. A jeśli weźmiemy sytuację odwrotną...tzn kobieta starsza od mężczyzny? No, to razi ...i nie tylko płeć męską ale i żeńską. Właściwie...to źródłem moich przemyśleń bywam najczęściej ja sama jako najdoskonalszy case study...Co mi wyszło? Masę pytań, na które nie mam odpowiedzi. Kiedyś Tuwim powiedział: i w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz....Więc jeśli dwoje ludzi, niezależnie od wieku, chce być ze sobą razem, to niech żyją sobie długo i szczęśliwie. Powinno być proste, ale nie jest. Jest zawsze jeszcze rodzina, najbliższe otoczenie....no i cały zewnętrzny świat, który nie lubi, jeśli coś dzieje się wbrew ogólnie przyjętym zasadom. No bo jak to: stary dziad (albo stara gropa) wzięli sobie takiego dzieciaka – córką/synem mógłby być! Tfu!!! Jak im nie wstyd....Ja się akurat tym nie przejmuje, opinia świata zewnętrznego mi wisi jak kilo kitu na agrafce, a w dodatku ciągle mam wariackie pomysły na życie, które absolutnie nie mieszczą się w mojej kategorii wiekowej. Jednakowoż moje doświadczenia w tym względzie nie są najlepsze...Akurat takie moje związki kończyły się szybko. No bo widziałam, że ktoś spotyka się ze mną, ale tylko w odosobnionych miejscach, na co moja przewrażliwa intuicja piszczała, że ten ktoś się wstydzi tego, że jest ze mną...i szybciutko się wycofywałam...Bo jakoś przekładałam to na swoje rozumienie tego zjawiska, że komuś jest na rękę wiązać się ze mną, bo wiadomym jest, że A): nie będę dążyła do stałego związku B) dzieci też mieć nie chcę C) mam swoje źródła dochodów i nie trzeba do mnie dopłacać... A może przesadzam? Coraz modniejsze jest bycie singlem....Ludzie nie chcą się ze sobą wiązać...i to nie ze względu na różnicę wieku, tylko dlatego, że życie bez zobowiązań jest łatwiejsze. W każdym razie ja nie potępiam takich układów. Każdy ma wolną wolę i może żyć tak, jak mu wygodnie, byle nie robił krzywdy innym. Ale jeśli facet, powiedzmy, 30-letni zwiąże się z kobietą 50-letnią...to gdzie tu krzywda? Ale wypadałoby sprawdzić, czy nie chodzi o pieniądze, albo mieszkanie, dom czy inne dobra doczesne. A jeśli taki facet (co jest zupełnie naturalne) chciałby mieć potomka? To co? Ta 50-letnia mu na pewno go nie da...Tylko czy to jest naturalne i normalne? A co jest normą? Podobno nie to ładne, co ładne, tylko co się komu podoba...A czy dla kobiety taki związek nie jest obarczony elementem ryzyka, że facet znajdzie ładniejszą (albo, co gorsza, młodszą) i pójdzie sobie za nią w świat? Czy ten strach nie będzie toksyczny dla związku...No właściwie każdy związek (nawet rówieśników) jest obarczony takim ryzykiem, ale może mniejszym. I ile trzeba mieć siły i wiary w taki związek, żeby przetrwać i nie dać go sobie zbrzydzić różnym domorosłym moralistom.... A tak bym chciała, żeby każdy kierował się w życiu zasadą: „żyj i daj żyć innym”...to takie proste. Prawda? Ostatnio w gronie znajomych osób dyskutowaliśmy na temat legalizacji związków homoseksualnych. Od razu się przyznam, że jestem za. Byłoby to po prostu usankcjonowanie jakiegoś istniejącego stanu rzeczy. No i ktoś powiedział: usankcjonowanie tak, ale prawo do wychowywania dzieci nie...A dlaczego? Czy dziecku nie lepiej będzie w takiej rodzinie niż w żadnej? Czy lepszy tatuś alkoholik i mamusia zdzira? Przecież homoseksualizm jest podobno sprawą genetyczną (wyłączywszy pewne nietypowe sytuacje czy doświadczenia , które mogą prowadzić do biseksualizmu, czy pogłębić istniejące skłonności homoseksualne). Szkoda, że ci, którzy mnie czytają nie komentują tego co piszę. Bardzo by mi się przydała opinia tych, którzy mnie czytają. No i żeby podsumować: jestem po stronie tych, którzy żyją po swojemu, pod warunkiem, że nie krzywdzą innych.

poniedziałek, marca 07, 2005

troszkę o facetach...no o jednym tym razem

No tak... Miałam dużo czasu na przemyślenia w weekend i ciągle plącze mi się po głowie pewna sytuacja, która wręcz domaga się komentarza. Może dlatego, że poczułam się na poły rozbawiona, na poły dotknięta? Otóż...jakiś czas temu (tak jakoś przed świętami) poznałam dosyć interesującego rozmówcę na sympatii. Wymieniliśmy maile, on przysłał mi swoje zdjęcie. Powiedzmy sobie, że to bardzo mądry facet, że gadało nam się świetnie (przynajmniej mailowo) chociaż z wyglądu to on jest raczej misiowato-tatusiowaty (ten tatusiowaty to jego własne określenie). Próbowaliśmy się spotkać, ale ciągle coś nam stawało na przeszkodzie...a to komputer mu się rozsypał i przestał się odzywać, a to jeden, drugi termin nam nie wyszedł...aż w końcu spotkaliśmy się na kawie. Facet okazał się świetnym rozmówcą i dwie godziny minęło nam (może mnie?) w mgnieniu oka. Pomyślałam sobie nawet „hmmmm jaki sympatyczny...no może nie do końca wyględny, ale materiał na świetnego przyjaciela”....Nie cieszyłam się długo, bo dostałam od niego maila pisanego wczesnym rankiem...że, jestem miła, ale on nic nie poczuł,..że chemia nie zadziałała...i że raczej nic z naszej znajomości nie wyjdzie...Troszkę mu zazdroszczę tej umiejętności rozpoznawania potencjalnego partnera od pierwszego wejrzenia...i troszkę mi szkoda, że ja tak nie potrafię. Nie jestem już pierwszej młodości:-) Nie mam też ani urody ani figury gwiazdy aktorskiej, ale mam parę zalet, o których nie będę pisała, bo nie lubię autoreklamy...Nie jestem jednak ani misiowata ani mamusiowata:-))) Pomyślałam sobie, ze życzę temu skądinąd sympatycznemu facetowi powodzenia w poszukiwaniu coup de foudre (czyli miłości od pierwszego wejrzenia). Ale pomyślałam sobie też, że nie rozpoznałby prawdziwej miłości nawet wtedy, gdyby ugryzła go w tyłek. Znalazłam go wczoraj w innym portalu randkowym, gdzie napisał, że partnerka ma być śliczna...No i wszystko jasne, bo ja śliczna nie jestem. Ale nadal mu życzę znalezienia ślicznej, mądrej i w ogóle „naj”, która się nim zafascynuje od pierwszego wejrzenia. Najlepsza w tym wszystkim była Dorotka, której często opowiadam o różnych życiowych sytuacjach szukając wsparcia i pocieszenia. Otóż stwierdziła ona, że ni mniej ni więcej, tylko facet się przestraszył...bo jestem taka mądra i mądra, że nie dałby mi rady...chemik domorosły jeden...Jak chce fajerwerków, to niech sobie kupi i odpali...No niech:-)))