czarodziejka i ....

poniedziałek, stycznia 12, 2009

zima...

Znam tylko jedno miejsce, gdzie zima jest tak piękna. To Piwniczna, czyli Beskid Sądecki. Spędziłam tam uroczy tydzień na samym początku stycznia. Oprócz tego, że śniegu było mnóstwo, to i mróz osiągnął pewne rekordowe niskości (no tak do minus 20). Pobyt w Smreku był baaardzo udany, bo wybrałam się tam w doborowym towarzystwie. Osiągnęłam same rekordy: tzn cowieczorna wizyta i czynny udział w smrekowej dyskotece (nigdy nie bywałam na KAŻDEJ), ilość wypitego alkoholu (jak na mnie to przekroczyłam półroczną normę zużycia trunków procentowych), rekordowy brak negatywnych reakcji po spożyciu tego co powyżej i rekordowo dobry nastrój. Wprawdzie szyki popsuła mi lekka zaraza (z udziałem podwyższonej temperatury), ale ona też minęła w rekordowym tempie łaskawie pozwalając mi na cowieczorne wygibasy. Po raz kolejny też uzyskałam dowód na to, że to nie miejsce tworzy atmosferę, tylko ludzie. A ściślej rzecz biorąc moje współspaczki Dorotka i Miśka. No i tyle tytułem króciutkiego wprowadzenia, teraz pozostało tylko podelektować się widokiem prawdziwej zimy...